# Kopciuszek

_Bracia Grimm_ · 12 min read · ages 8-12

Po śmierci matki dziewczyna trafia pod władzę okrutnej macochy i przyrodnich sióstr, które zapędzają ją do kuchni i przezywają Kopciuszkiem. Gdy w drodze do kościoła siostry idą po jej bokach, gołębie wydziobują im oczy i karzą je ślepotą za złość i fałsz.

---

Pewnemu bogatemu człowiekowi zachorowała żona, a kiedy poczuła, że zbliża się jej koniec, przywołała do łóżka swoją jedyną córeczkę i powiedziała:

— Kochane dziecko, bądź zawsze pobożna i dobra, a Pan Bóg nigdy cię nie opuści. Ja zaś będę patrzeć na ciebie z nieba i będę przy tobie.

Potem zamknęła oczy i umarła. Dziewczynka chodziła codziennie na grób matki i tam płakała, a przy tym pozostała pobożna i dobra. Kiedy przyszła zima, śnieg rozpostarł na grobie białą chustę, a gdy wiosenne słońce znowu ją ściągnęło, ojciec wziął sobie inną żonę.

Nowa żona przyprowadziła do domu dwie swoje córki. Twarze miały piękne i białe, ale serca brzydkie i czarne. Od tej pory dla biednej pasierbicy nastały złe czasy.

— Ta głupia gęś ma siedzieć z nami w izbie? — mówiły. — Kto chce jeść chleb, musi na niego zarobić. Do kuchni z nią, niech będzie kuchtą!

Zabrały jej piękne suknie, ubrały ją w stary, szary kitel i dały jej na nogi drewniane chodaki.

— Popatrzcie na dumną królewnę, jak się wystroiła! — wołały ze śmiechem i zaprowadziły ją do kuchni.

Tam od rana do wieczora musiała wykonywać najcięższą pracę: wstawać przed świtem, nosić wodę, rozpalać ogień, gotować i prać. W dodatku siostry sprawiały jej wszelką przykrość, jaką tylko potrafiły wymyślić, wyśmiewały ją i wysypywały jej groch i soczewicę do popiołu, żeby musiała siedzieć i wybierać ziarnko po ziarnku. Wieczorem, kiedy padała już ze zmęczenia, nie dostawała łóżka, tylko kładła się przy piecu w popiele. A ponieważ zawsze przez to wyglądała na zakurzoną i brudną, nazwały ją Kopciuszkiem.

Zdarzyło się pewnego razu, że ojciec wybierał się na jarmark, i zapytał obie pasierbice, co im przywieźć.

— Piękne suknie — powiedziała jedna.

— Perły i drogie kamienie — powiedziała druga.

— A ty, Kopciuszku? — zapytał. — Czego ty sobie życzysz?

— Ojcze, ułam dla mnie pierwszą gałązkę, która w drodze powrotnej strąci ci kapelusz.

Kupił więc obu pasierbicom piękne suknie, perły i drogie kamienie, a kiedy wracał i jechał konno przez zielone zarośla, otarła się o niego gałązka leszczyny i strąciła mu kapelusz. Ułamał ją i zabrał ze sobą. Kiedy wrócił do domu, dał pasierbicom to, czego sobie życzyły, a Kopciuszkowi dał gałązkę z leszczynowego krzewu.

Dziewczyna podziękowała mu, poszła na grób matki i zasadziła tam gałązkę, a płakała przy tym tak bardzo, że łzy spadały na ziemię i ją podlewały. Gałązka rosła i rosła, aż stała się pięknym drzewkiem. Dziewczyna chodziła pod nie trzy razy dziennie, płakała i modliła się, a za każdym razem przylatywał na drzewko biały ptaszek. Kiedy wypowiadała jakieś życzenie, ptaszek zrzucał jej to, czego sobie życzyła.

Zdarzyło się jednak, że król wyprawił wielką ucztę, która miała trwać trzy dni, i zaprosił na nią wszystkie piękne panny w kraju, żeby jego syn mógł wybrać sobie narzeczoną. Kiedy obie przyrodnie siostry usłyszały, że i one mają się tam pokazać, ucieszyły się, zawołały Kopciuszka i powiedziały:

— Uczesz nas, wyczyść nam buty i zapnij klamry. Idziemy na bal do królewskiego zamku.

Dziewczyna posłuchała ich, ale przy tym płakała, bo sama chętnie poszłaby na tańce. Poprosiła macochę, żeby jej pozwoliła pójść razem z nimi.

— Ty, Kopciuszku? — powiedziała macocha. — Cała jesteś w kurzu i w sadzy, a chcesz na bal? Nie masz ani sukni, ani trzewików, a chcesz tańczyć!

Kiedy jednak dziewczyna nie przestawała prosić, macocha powiedziała w końcu:

— Wysypałam ci do popiołu miskę soczewicy. Jeśli wybierzesz ją z powrotem w dwie godziny, pójdziesz z nami.

Dziewczyna wyszła tylnymi drzwiami do ogrodu i zawołała:

Gołąbki moje, turkaweczki,  
i wy, ptaszki spod nieba,  
chodźcie mi pomóc przebierać:  
dobre do garnuszka,  
złe do brzuszka.

Wtedy przez kuchenne okno wleciały dwa białe gołąbki, za nimi turkawki, a na koniec z furkotem i szumem wleciały wszystkie ptaki spod nieba i obsiadły popiół. Gołąbki kiwały główkami i zaczęły: puk, puk, puk, puk, a za nimi wszystkie inne: puk, puk, puk, puk. I wybrały do miski wszystkie dobre ziarenka. Nie minęła jeszcze godzina, a już były gotowe i wszystkie wyfrunęły z powrotem.

Dziewczyna zaniosła miskę macosze, uradowana, bo była pewna, że teraz już pójdzie z nimi na bal. Ale macocha powiedziała:

— Nie, Kopciuszku, nie masz sukni i nie umiesz tańczyć. Wyśmialiby cię tylko.

A kiedy dziewczyna się rozpłakała, dodała:

— Jeśli wybierzesz mi z popiołu dwie pełne miski soczewicy w jedną godzinę, pójdziesz z nami.

„Tego już na pewno nie zdoła zrobić”, pomyślała. Wysypała do popiołu dwie miski soczewicy, a dziewczyna wyszła tylnymi drzwiami do ogrodu i zawołała:

Gołąbki moje, turkaweczki,  
i wy, ptaszki spod nieba,  
chodźcie mi pomóc przebierać:  
dobre do garnuszka,  
złe do brzuszka.

Wtedy przez kuchenne okno wleciały dwa białe gołąbki, za nimi turkawki, a na koniec z furkotem i szumem wleciały wszystkie ptaki spod nieba i obsiadły popiół. Gołąbki kiwały główkami i zaczęły: puk, puk, puk, puk, a za nimi wszystkie inne: puk, puk, puk, puk. I wybrały do misek wszystkie dobre ziarna. Nie minęło jeszcze pół godziny, a już były gotowe i wszystkie wyfrunęły z powrotem.

Dziewczyna zaniosła miski macosze, uradowana, bo była pewna, że teraz już pójdzie z nimi na bal. Ale macocha powiedziała:

— Nic ci to nie pomoże. Nie pójdziesz z nami, bo nie masz sukni i nie umiesz tańczyć. Musiałybyśmy się ciebie wstydzić.

Potem odwróciła się do niej plecami i pospieszyła do zamku ze swoimi dwiema dumnymi córkami.

Kiedy w domu nie było już nikogo, Kopciuszek poszedł na grób matki, pod leszczynowe drzewko, i zawołał:

Drzewko, drzewko, otrząśnij się,  
złotem i srebrem obsyp mnie.

Wtedy ptaszek zrzucił jej suknię ze złota i srebra oraz pantofelki wyszywane jedwabiem i srebrem. Dziewczyna prędko włożyła suknię i poszła na bal. Siostry i macocha jej nie poznały; myślały, że to jakaś obca królewna, tak pięknie wyglądała w złotej sukni. O Kopciuszku nie pomyślały wcale, były pewne, że siedzi w domu w brudzie i wybiera soczewicę z popiołu. Królewicz wyszedł jej naprzeciw, wziął ją za rękę i tańczył z nią. Z nikim innym tańczyć nie chciał, nie puszczał jej dłoni, a kiedy ktoś podchodził, żeby poprosić ją do tańca, mówił:

— To moja tancerka.

Tańczyła aż do wieczora, a potem chciała wrócić do domu. Królewicz powiedział jednak:

— Pójdę z tobą i cię odprowadzę.

Chciał bowiem zobaczyć, z jakiego domu pochodzi ta piękna dziewczyna. Ona jednak wymknęła mu się i wskoczyła do gołębnika. Królewicz poczekał, aż nadejdzie jej ojciec, i powiedział mu:

— Obca panna wskoczyła do waszego gołębnika.

„Czyżby to był Kopciuszek?”, pomyślał stary gospodarz. Kazał sobie przynieść siekierę i oskard i rozbił gołębnik na dwoje, ale w środku nie było nikogo. A kiedy weszli do domu, Kopciuszek leżał w popiele w swoim brudnym ubraniu, a w kominie kopciła się mała, przyćmiona lampka oliwna. Dziewczyna zdążyła bowiem szybko wyskoczyć z gołębnika od tyłu i pobiec do leszczynowego drzewka. Tam zdjęła piękną suknię i położyła ją na grobie, a ptaszek zabrał ją z powrotem. Potem dziewczyna w swoim szarym kitlu usiadła w kuchni przy popiele.

Nazajutrz, kiedy uczta zaczęła się od nowa, a rodzice i przyrodnie siostry znowu wyszli z domu, Kopciuszek poszedł pod leszczynę i powiedział:

Drzewko, drzewko, otrząśnij się,  
złotem i srebrem obsyp mnie.

Wtedy ptaszek zrzucił jej suknię jeszcze o wiele wspanialszą niż poprzedniego dnia. A kiedy w tej sukni pojawiła się na balu, wszyscy zdumieli się jej urodą. Królewicz czekał, aż przyjdzie, zaraz wziął ją za rękę i tańczył już tylko z nią. Kiedy inni podchodzili i prosili ją do tańca, mówił:

— To moja tancerka.

Gdy nastał wieczór, dziewczyna chciała odejść, a królewicz poszedł za nią, żeby zobaczyć, do którego domu wejdzie. Ona jednak uciekła mu do ogrodu za domem. Rosło tam piękne, duże drzewo, na którym wisiały najwspanialsze gruszki. Dziewczyna wspięła się między gałęzie zwinnie jak wiewiórka i królewicz nie wiedział, gdzie się podziała. Poczekał więc, aż nadejdzie jej ojciec, i powiedział mu:

— Obca panna mi się wymknęła. Zdaje mi się, że wskoczyła na gruszę.

„Czyżby to był Kopciuszek?”, pomyślał ojciec. Kazał sobie przynieść siekierę i ściął to drzewo, ale nikogo na nim nie było. A kiedy weszli do kuchni, Kopciuszek leżał tam w popiele jak zwykle, bo zeskoczył z drugiej strony drzewa, oddał ptaszkowi na leszczynie piękną suknię i włożył swój szary kitel.

Trzeciego dnia, kiedy rodzice i siostry wyszli z domu, dziewczyna znowu poszła na grób matki i powiedziała do drzewka:

Drzewko, drzewko, otrząśnij się,  
złotem i srebrem obsyp mnie.

Tym razem ptaszek zrzucił jej suknię tak wspaniałą i lśniącą, jakiej jeszcze nigdy nie miała, a pantofelki były całe ze złota. Kiedy w tej sukni przyszła na bal, nikt nie wiedział, co powiedzieć, tak wielkie ogarnęło wszystkich zdumienie. Królewicz tańczył tylko z nią, a kiedy ktoś prosił ją do tańca, mówił:

— To moja tancerka.

Gdy nastał wieczór, dziewczyna chciała odejść, a królewicz chciał ją odprowadzić, ale wymknęła mu się tak szybko, że nie zdołał za nią nadążyć. Królewicz użył jednak podstępu: kazał wysmarować całe schody smołą. Kiedy dziewczyna z nich zbiegała, lewy pantofelek przykleił się i został na stopniu. Królewicz podniósł go: był mały, zgrabny i cały ze złota.

Następnego ranka poszedł z nim do ojca dziewczyny i powiedział:

— Moją żoną nie zostanie żadna inna, tylko ta, na której nogę pasuje ten złoty trzewiczek.

Ucieszyły się na to obie siostry, bo miały ładne stopy. Starsza wzięła trzewiczek i poszła z nim do komory, żeby go przymierzyć, a matka stała obok. Starsza nie mogła jednak wsunąć do niego dużego palca, trzewiczek był na nią za mały. Wtedy matka podała jej nóż i powiedziała:

— Odetnij palec. Kiedy zostaniesz królową, nie będziesz już chodzić pieszo.

Dziewczyna odcięła palec, wcisnęła stopę w trzewiczek, zagryzła zęby z bólu i wyszła do królewicza. On zaś wziął ją na konia jako swoją narzeczoną i odjechał z nią. Musieli jednak przejechać obok grobu, a tam na leszczynowym drzewku siedziały dwa gołąbki i wołały:

Gruchu, gru, gruchu, gru,  
krew w trzewiczku tu!  
Trzewiczek za ciasny,  
prawdziwa panna młoda siedzi w domu.

Królewicz spojrzał wtedy na jej stopę i zobaczył, że sączy się z niej krew. Zawrócił konia i odwiózł fałszywą narzeczoną do domu.

— To nie jest ta właściwa — powiedział. — Niech trzewiczek przymierzy druga siostra.

Ta poszła do komory i szczęśliwie wsunęła w trzewiczek palce, ale pięta była za duża. Wtedy matka podała jej nóż i powiedziała:

— Odetnij kawałek pięty. Kiedy zostaniesz królową, nie będziesz już chodzić pieszo.

Dziewczyna odcięła kawałek pięty, wcisnęła stopę w trzewiczek, zagryzła zęby z bólu i wyszła do królewicza. On wziął ją na konia jako swoją narzeczoną i odjechał z nią. A kiedy przejeżdżali obok leszczynowego drzewka, siedziały na nim dwa gołąbki i wołały:

Gruchu, gru, gruchu, gru,  
krew w trzewiczku tu!  
Trzewiczek za ciasny,  
prawdziwa panna młoda siedzi w domu.

Spojrzał w dół na jej stopę i zobaczył, że z trzewiczka sączy się krew, a biała pończocha jest już czerwona wysoko ponad kostką. Zawrócił więc konia i odwiózł fałszywą narzeczoną do domu.

— To także nie jest ta właściwa — powiedział. — Czy nie macie innej córki?

— Nie — odparł ojciec. — Po mojej zmarłej żonie został tu jeszcze tylko mały, zabiedzony Kopciuszek. To niemożliwe, żeby to była panna młoda.

— To poślijcie po nią — powiedział królewicz.

Macocha jednak odpowiedziała:

— Ach nie, ona jest o wiele za brudna, nie może się pokazywać.

On jednak koniecznie chciał ją zobaczyć i trzeba było zawołać Kopciuszka. Dziewczyna umyła najpierw ręce i twarz, potem podeszła i skłoniła się przed królewiczem, a on podał jej złoty trzewiczek. Usiadła na stołku, wysunęła stopę z ciężkiego drewniaka i wsunęła ją w pantofelek, a ten pasował jak ulany. A kiedy się wyprostowała i królewicz spojrzał jej w twarz, poznał piękną dziewczynę, z którą tańczył, i zawołał:

— To jest ta właściwa panna młoda!

Macocha i obie siostry przestraszyły się i pobladły ze złości, on jednak wziął Kopciuszka na konia i odjechał z nią. A kiedy przejeżdżali obok leszczynowego drzewka, dwa białe gołąbki zawołały:

Gruchu, gru, gruchu, gru,  
krwi ani kropli tu!  
Trzewiczek w sam raz,  
prawdziwą pannę młodą wiezie do domu.

A kiedy to zawołały, obydwa sfrunęły w dół i usiadły Kopciuszkowi na ramionach, jeden z prawej, drugi z lewej strony, i tam już zostały.

Kiedy miało się odbyć wesele z królewiczem, przyszły fałszywe siostry, żeby się przypochlebić i mieć udział w jej szczęściu. Gdy państwo młodzi szli do kościoła, starsza szła po prawej, a młodsza po lewej stronie. Wtedy gołębie wydziobały każdej z nich po jednym oku. A kiedy wychodzili z kościoła, starsza szła po lewej, a młodsza po prawej stronie, i gołębie wydziobały każdej z nich drugie oko. Tak zostały ukarane ślepotą na całe życie za swoją złość i fałsz.

---

- Read online: https://talerie.com/pl/bajki/kopciuszek-original
- Source: Kinder- und Hausmärchen, 7. Auflage (1857) (https://de.wikisource.org/wiki/Aschenputtel_(1857))
- Public-domain basis: Talerie contemporary retelling (CC0 2026), based on: Kinder- und Hausmärchen, 7. Auflage (1857) — original: author died 1859/1863 (+70 passed)
- License: CC0-1.0 (https://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/)
