# Muzykanci z Bremy

_Bracia Grimm_ · 6 min read · ages 4-9

Osioł, pies, kot i kogut uciekają z domów, w których stały się niepotrzebne, spotykają się w drodze do Bremy i wieczorem trafiają na oświetlony dom zbójców. Hałasem wypłaszają zbójców w las, a kiedy jeden z nich wraca po ciemku, kot drapie go w twarz, więc zbójcy nie mają już odwagi wracać, a muzykanci zostają w domu.

---

Był sobie człowiek, który miał osła. Osioł przez długie lata cierpliwie nosił worki do młyna, ale siły go już opuszczały i do pracy nadawał się coraz mniej. Gospodarz zaczął więc myśleć, że szkoda dla niego paszy. Osioł wyczuł, że źle się dla niego święci, uciekł i ruszył drogą do Bremy. Tam, pomyślał, mógłby zostać miejskim muzykantem.

Szedł już jakiś czas, gdy zobaczył na drodze leżącego psa myśliwskiego. Dyszał tak, jakby przebiegł pół świata.

— Czego tak dyszysz, Burku? — zapytał osioł.

— Ach — westchnął pies. — Jestem stary, z dnia na dzień słabszy, na polowaniu już nie nadążam, więc mój pan chciał się mnie pozbyć na dobre. Wziąłem nogi za pas, ale co dalej? Czym mam teraz zarobić na chleb?

— Wiesz co? — powiedział osioł. — Ja idę do Bremy i będę tam miejskim muzykantem. Chodź ze mną, ciebie też przyjmą do kapeli. Ja zagram na lutni, a ty będziesz bił w bębny.

Psu to odpowiadało i poszli dalej razem.

Niedługo potem zobaczyli przy drodze kota z miną jak siedem nieszczęść.

— A co tobie się przytrafiło, stary wąsalu? — spytał osioł.

— Któż ma być wesoły, kiedy idzie o skórę? — odpowiedział kot. — Przybyło mi lat, zęby mi się stępiły i wolę siedzieć przy piecu i mruczeć, niż uganiać się za myszami. Moja pani chciała mnie za to utopić. W porę się wymknąłem, ale dokąd mam teraz pójść?

— Chodź z nami do Bremy — powiedział osioł. — Znasz się przecież na nocnej muzyce, będzie z ciebie miejski muzykant.

Kot uznał to za dobrą myśl i przyłączył się do nich.

Wkrótce trzej zbiegowie minęli zagrodę, a na jej bramie siedział kogut i piał, ile sił w gardle.

— Drzesz się tak, że aż w uszach dzwoni — powiedział osioł. — Co ci jest?

— Zapowiadam piękną pogodę — odparł kogut. — Ale jutro niedziela, przyjadą goście, a gospodyni nie ma dla mnie litości: powiedziała kucharce, że jutro mam się znaleźć w rosole. Dlatego pieję na całe gardło, póki jeszcze mogę.

— Ej, kogucie, czerwony grzebieniu — powiedział osioł. — Chodź lepiej z nami. Idziemy do Bremy, a coś lepszego niż śmierć znajdziesz wszędzie. Masz dobry głos, a jak zagramy razem, to będzie muzyka jak się patrzy.

Kogutowi propozycja przypadła do gustu i ruszyli dalej we czwórkę.

Do Bremy nie dało się jednak dojść w jeden dzień. Wieczorem doszli do lasu i tam postanowili przenocować. Osioł i pies położyli się pod wielkim drzewem, kot wdrapał się na gałąź, a kogut wzleciał na sam czubek, gdzie było dla niego najbezpieczniej. Zanim zasnął, rozejrzał się jeszcze na wszystkie cztery strony świata i wydało mu się, że w oddali migocze iskierka. Zawołał do towarzyszy, że musi tam stać dom, bo widać w nim światło.

— To ruszajmy tam — powiedział osioł. — Nocleg mamy tu kiepski.

Pies dodał, że parę kości z odrobiną mięsa też by mu dobrze zrobiło.

Poszli więc w stronę światła. Wkrótce widzieli je coraz wyraźniej, a ono rosło i rosło, aż stanęli przed rozświetlonym domem zbójców. Osioł, jako największy, podszedł do okna i zajrzał do środka.

— Co widzisz, siwku? — zapytał kogut.

— Co widzę? — odpowiedział osioł. — Nakryty stół, a na nim jedzenie i picie, i zbójców, którym jest przy nim bardzo dobrze.

— To byłoby coś dla nas — powiedział kogut.

— Oj, żebyśmy tak tam byli! — westchnął osioł.

Zaczęły się więc zwierzęta naradzać, jak wypłoszyć zbójców z domu, i w końcu coś wymyśliły. Osioł miał oprzeć przednie kopyta o okno, pies wskoczyć mu na grzbiet, kot wdrapać się na psa, a na samej górze kogut miał usiąść kotu na głowie.

Kiedy już tak stanęli, na dany znak zagrali wszyscy razem: osioł ryczał, pies szczekał, kot miauczał, a kogut piał. Potem runęli przez okno do izby, aż szyby zadzwoniły. Zbójcy poderwali się od stołu, pewni, że wchodzi do nich duch, i w wielkim strachu uciekli w las.

Wtedy czterej towarzysze siedli do stołu, zadowolili się tym, co zostało, i jedli tak, jakby przed nimi były cztery tygodnie głodu.

Kiedy skończyli, zgasili światło i każdy poszukał sobie posłania wedle swojej natury i wygody. Osioł położył się na gnoju, pies za drzwiami, kot na palenisku przy ciepłym popiele, a kogut usiadł na grzędzie. Zmęczeni długą drogą, szybko posnęli.

Minęła północ i zbójcy zobaczyli z daleka, że w domu nie pali się już żadne światło, a wszystko wydaje się spokojne.

— Nie powinniśmy byli dać się tak nastraszyć — powiedział herszt i kazał jednemu z nich iść i obejrzeć dom.

Wysłany zbójca zastał wszędzie ciszę. Wszedł do kuchni, żeby zapalić światło, a że żarzące się oczy kota wziął za rozżarzone węgielki, przytknął do nich zapałkę. Ale kot nie znał się na żartach: skoczył mu na twarz, prychnął i podrapał go. Zbójca przeraził się okropnie i pobiegł do tylnych drzwi, tam jednak zerwał się leżący pies i ugryzł go w nogę. Kiedy zbójca przebiegał przez podwórze obok gnoju, osioł wymierzył mu jeszcze porządnego kopniaka tylnym kopytem, a kogut, obudzony hałasem, zawołał z grzędy:

— Kukuryku!

Zbójca uciekał, ile sił w nogach, prosto do herszta.

— Ach, w tym domu siedzi okropna wiedźma! — wysapał. — Chuchnęła na mnie i podrapała mi twarz długimi palcami. Przy drzwiach stoi człowiek, który dźgnął mnie nożem w nogę. Na podwórzu leży czarne straszydło, które zdzieliło mnie drewnianą maczugą. A na górze, na dachu, siedzi sędzia i woła: „Dawajcie mi tu tego łotra!”. Ledwo stamtąd uszedłem.

Od tej pory zbójcy nie mieli odwagi wracać do tego domu, a czterem muzykantom z Bremy tak się w nim spodobało, że nie chcieli już z niego wychodzić.

---

- Read online: https://talerie.com/pl/bajki/muzykanci-z-bremy
- Source: Kinder- und Hausmärchen, 7. Auflage (1857) (https://de.wikisource.org/wiki/Die_Bremer_Stadtmusikanten_(1857))
- Public-domain basis: Talerie contemporary retelling (CC0 2026), based on: Kinder- und Hausmärchen, 7. Auflage (1857) — original: author died 1859/1863 (+70 passed)
- License: CC0-1.0 (https://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/)
