# O tym, który wyruszył, by nauczyć się bać

_Retold by Talerie (talerie.com) from Kinder- und Hausmärchen, after Brothers Grimm_ · 11 min read · ages 7+

Młodszy syn, uważany za głuptasa, idzie w świat nauczyć się, co to ciarki, i spokojnie czuwa trzy noce w zaczarowanym zamku wśród kotów, umarłych i brodatego starca. Chłopak odczarowuje zamek i żeni się z córką króla, a ciarki przechodzą go dopiero, gdy żona chlusta na niego nocą wiadrem zimnej wody z kiełbiami.

---

Żył sobie raz ojciec, który miał dwóch synów. Starszy był mądry i zaradny, a młodszy głupi i niczego nie umiał się nauczyć. Kiedy ojciec posyłał starszego nocą przez cmentarz, ten się wymawiał, że aż go ciarki przechodzą. To samo mówili ludzie, gdy wieczorem przy ogniu opowiadano straszne historie. Młodszy siedział w kącie, słuchał i nic z tego nie rozumiał.

— Mnie żadne ciarki nie przechodzą — mruczał. — To pewnie jakaś sztuka, na której się nie znam.

— Wyrosłeś na dużego i silnego chłopaka — powiedział mu pewnego dnia ojciec. — Czas, żebyś się nauczył zarabiać na chleb.

— Chętnie, ojcze — odparł chłopak. — Najbardziej chciałbym się nauczyć, jak to jest, kiedy przechodzą ciarki.

Starszy brat roześmiał się i pomyślał: „Co za głuptas! Nic z niego w życiu nie wyrośnie”.

— Ciarek to ty się jeszcze nauczysz — westchnął ojciec — ale chleba nimi nie zarobisz.

Wkrótce zajrzał do nich kościelny. Ojciec poskarżył mu się na młodszego syna, a kościelny wziął chłopaka do siebie i obiecał, że nauczy go ciarek. Po kilku dniach obudził go o północy i posłał na wieżę, żeby zadzwonił w dzwon. Sam poszedł po cichu przodem, okrył się czymś białym i stanął na schodach naprzeciw okna dzwonnicy.

Chłopak wszedł na górę i zobaczył na schodach białą postać.

— Kto tam? — zawołał.

Postać milczała.

— Odpowiedz albo się wynoś! — krzyknął chłopak.

Kościelny ani drgnął. Chciał, żeby chłopak wziął go za ducha.

— Czego tu chcesz? — zawołał chłopak po raz drugi. — Mów albo zrzucę cię ze schodów!

„Pewnie nie mówi tego na serio”, pomyślał kościelny i dalej stał jak kamień.

Chłopak zawołał go po raz trzeci, a kiedy i to nic nie dało, rozpędził się i zepchnął ducha ze schodów. Kościelny stoczył się po dziesięciu stopniach i padł w kącie. A chłopak zadzwonił, wrócił i bez słowa poszedł spać.

Żona kościelnego długo czekała na męża, aż w końcu przestraszona obudziła chłopaka i zapytała, gdzie jest jej mąż.

— Nie wiem, gospodyni — odpowiedział chłopak. — Ktoś tylko stał na schodach i milczał, więc go zepchnąłem. Idźcie zobaczyć, czy to nie on.

Kobieta pobiegła i znalazła męża w kącie. Jęczał, bo złamał nogę. Potem z krzykiem popędziła do ojca chłopaka.

— Wasz syn zrzucił mojego męża ze schodów i ten złamał nogę! — wołała. — Zabierzcie tego nicponia z naszego domu!

Ojciec przybiegł przerażony i zbeształ syna.

— Ojcze, jestem niewinny — bronił się chłopak. — Trzy razy wołałem, żeby się odezwał albo odszedł.

— Z tobą mam same zmartwienia — powiedział ojciec. — Masz tu pięćdziesiąt talarów i idź w świat. Nikomu nie mów, skąd jesteś ani kto jest twoim ojcem, bo wstyd mi za ciebie.

— Dobrze, ojcze. Pójdę i nauczę się, co to są ciarki. Z tego będę żył.

O świcie chłopak schował talary do kieszeni i wyszedł na gościniec. Szedł i szedł, a co chwila wzdychał:

— Ach, gdyby mnie choć raz przeszły ciarki!

Usłyszał to jakiś człowiek i pokazał mu szubienicę.

— Wisi tam siedmiu wisielców — powiedział. — Usiądź pod nimi i poczekaj do nocy, a nauczysz się, co to ciarki.

— Jeśli tylko tyle trzeba, to nic trudnego — odpowiedział chłopak. — A jeśli się tego nauczę, dostaniecie moje pięćdziesiąt talarów. Przyjdźcie jutro rano.

Usiadł pod szubienicą i rozpalił ogień, ale o północy powiał tak zimny wiatr, że wcale nie mógł się rozgrzać.

„Ja marznę przy ogniu, a co dopiero oni tam, w górze”, pomyślał chłopak. Zrobiło mu się ich żal, więc zdjął ich po kolei i posadził wszystkich siedmiu dookoła ognia, żeby się ogrzali. Ale oni siedzieli bez ruchu, aż ogień zajął im ubrania.

— Uważajcie, bo was z powrotem powieszę! — ostrzegł ich.

Umarli nic nie słyszeli.

— Skoro nie chcecie uważać, to nie zamierzam spłonąć razem z wami — rozzłościł się chłopak i powiesił ich z powrotem, jednego po drugim.

Potem zasnął przy ogniu. Rano przyszedł tamten człowiek po talary.

— Wiesz już, co to ciarki? — zapytał.

— Skąd miałbym wiedzieć? — odpowiedział chłopak. — Ci na górze nie otworzyli ust i byli tacy głupi, że dali sobie spalić łachy na grzbiecie.

Człowiek odszedł z niczym, mrucząc, że takiego jeszcze nie spotkał.

Chłopak ruszył dalej i znowu zaczął wzdychać:

— Ach, gdyby mnie choć raz przeszły ciarki!

Usłyszał to woźnica, który szedł za nim.

— Kim jesteś i skąd? — zapytał.

— Nie wiem — odpowiedział chłopak.

— A kto jest twoim ojcem?

— Tego nie wolno mi powiedzieć — odparł chłopak. — Chcę tylko, żeby mnie przeszły ciarki.

— Daj spokój z tym gadaniem i chodź ze mną — powiedział woźnica.

Wieczorem doszli do karczmy. Ledwie chłopak przestąpił próg, znów powiedział na cały głos:

— Ach, gdyby mnie choć raz przeszły ciarki!

— Jeśli tak ci na tym zależy, to tu będziesz miał okazję — roześmiał się karczmarz.

— Cicho bądź! — skarciła go karczmarka. — Niejeden śmiałek stracił już przez to życie.

— Choćby to było nie wiem jak trudne, chcę się tego nauczyć — odparł chłopak.

Nie dał karczmarzowi spokoju, aż ten mu opowiedział. Niedaleko stoi zaczarowany zamek i kto przesiedzi w nim trzy noce, ten na pewno się dowie, co to ciarki. Król obiecał temu śmiałkowi rękę swojej córki, najpiękniejszej panny pod słońcem.

W zamku leżą też wielkie skarby, których pilnują złe duchy. Kto odczaruje zamek, uwolni i skarby. Wielu już tam weszło, ale żaden nie wyszedł.

Nazajutrz chłopak stanął przed królem i poprosił o pozwolenie, żeby czuwać trzy noce w zamku.

— Możesz zabrać ze sobą trzy rzeczy — powiedział król. — Ale nie może być wśród nich nic żywego.

— W takim razie proszę o ogień, tokarkę i warsztat do rzeźbienia z nożem, Najjaśniejszy Panie.

O zmroku chłopak rozpalił w komnacie jasny ogień, postawił obok warsztat z nożem i usiadł na ławie przy tokarce.

— Ach, gdyby mnie choć raz przeszły ciarki! — powiedział. — Ale tutaj też się tego nie nauczę.

Koło północy z kąta rozległo się:

— Miau, miau! Ale nam zimno!

— Głuptasy, czego krzyczycie? — zawołał chłopak. — Chodźcie do ognia i się ogrzejcie.

Jednym susem przyskoczyły dwa wielkie czarne koty i usiadły po obu jego stronach. Kiedy już się ogrzały, zapytały:

— Kamracie, może zagramy w karty?

— Czemu nie? — odparł chłopak. — Ale pokażcie mi łapy.

Koty wysunęły pazury.

— Ojej, jakie długie! — zawołał chłopak. — Najpierw muszę wam je przyciąć.

Chwycił je za karki, położył na warsztacie i przykręcił im łapy.

— Przejrzałem was — powiedział. — Odechciało mi się grać.

Zabił oba koty i wrzucił je do wody. Ledwie wrócił do ognia, z każdego kąta zaczęły wyłazić czarne koty i czarne psy na rozżarzonych łańcuchach, coraz więcej i więcej. Wyły okropnie i rozrzucały mu ogień, żeby go zgasić. W końcu chłopak chwycił nóż.

— Precz stąd, hołoto! — zawołał.

Część zwierząt uciekła, a resztę chłopak zabił i wyrzucił do stawu. Potem zaczęły mu się kleić oczy, a w kącie stało wielkie łoże, więc się w nim położył. Ledwie zmrużył oczy, łoże samo ruszyło i zaczęło jeździć po całym zamku.

— Dobrze, dobrze — powiedział chłopak. — Tylko szybciej!

Łoże pędziło, jakby ciągnęło je sześć koni. Aż tu nagle hop, hop! Przekoziołkowało i przygniotło go jak góra. Chłopak wygramolił się spod pierzyn i powiedział:

— Niech teraz jeździ, kto ma ochotę.

Położył się przy ogniu i spał do białego dnia. Rano przyszedł król, zobaczył go na podłodze i pomyślał, że duchy go zabiły.

— Szkoda takiego pięknego chłopca — powiedział.

Chłopak usłyszał to i usiadł.

— Jeszcze nie jest ze mną tak źle! Jedna noc minęła, miną i dwie pozostałe.

Kiedy wrócił do karczmy, karczmarz zrobił wielkie oczy.

— Nie myślałem, że cię jeszcze zobaczę żywego. Wiesz już, co to ciarki?

— Nie — odparł chłopak. — Gdyby mi to ktoś choć powiedział!

Drugiej nocy znów usiadł przy ogniu i zaczął swoje:

— Ach, gdyby mnie choć raz przeszły ciarki!

Koło północy z wielkim wrzaskiem spadła przez komin połowa człowieka.

— Hej tam! — zawołał chłopak. — Za mało, brakuje drugiej połowy!

Znów rozległ się wrzask i spadła druga połowa. Po chwili obie połowy się zrosły, a na ławce chłopaka siedział szkaradny człowiek.

— Tak się nie umawialiśmy — powiedział chłopak. — Ta ławka jest moja.

Szkaradny człowiek chciał go odepchnąć, ale chłopak zepchnął go z całej siły i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Wtedy przez komin spadło jeszcze kilku ludzi. Ustawili dziewięć kości jak kręgle i zaczęli grać dwiema czaszkami zamiast kul.

— Mogę z wami? — zapytał chłopak.

— Możesz, jeśli masz pieniądze — odpowiedzieli gracze.

— Pieniędzy mam dosyć, ale wasze kule nie są okrągłe.

Założył czaszki na tokarkę i toczył je, aż zrobiły się zupełnie okrągłe.

— No, teraz będzie zabawa! — powiedział.

Grali, aż wybiła dwunasta i wszystko zniknęło. Chłopak położył się i spokojnie zasnął. Rano znów przyszedł król.

— I nie przeszły cię ciarki? — zapytał.

— Gdzie tam, Najjaśniejszy Panie — odpowiedział chłopak. — Grałem w kręgle i przegrałem kilka groszy. Gdybym tylko wiedział, co to są ciarki!

Trzeciej nocy chłopak usiadł na swojej ławce i westchnął z goryczą:

— Ach, gdyby mnie choć raz przeszły ciarki!

Późno w nocy sześciu rosłych mężczyzn wniosło trumnę.

— Ha, ha, to na pewno mój kuzynek! — zawołał chłopak. — Chodź, kuzynku, chodź!

Zdjął wieko. W trumnie leżał nieboszczyk, zimny jak lód.

— Zaczekaj, ogrzeję cię trochę — powiedział chłopak.

Wyjął go z trumny, wziął na kolana przy ogniu i rozcierał mu ręce. Kiedy i to nie pomogło, przypomniał sobie, że we dwóch w łóżku jest cieplej. Zaniósł nieboszczyka do łóżka i położył się obok. Po chwili nieboszczyk się rozgrzał i zaczął się ruszać.

— Widzisz, kuzynku? — ucieszył się chłopak. — Dobrze, że cię ogrzałem!

— A teraz cię uduszę! — krzyknął nieboszczyk.

— Tak mi się odwdzięczasz? — oburzył się chłopak. — Zaraz wrócisz do trumny!

Wrzucił go do trumny i zamknął wieko, a sześciu mężczyzn znów ją wyniosło.

— Nie przechodzą mnie ciarki i już — powiedział chłopak. — Tutaj się tego do śmierci nie nauczę.

Wtedy wszedł starzec, olbrzymi i straszny, z długą białą brodą.

— Ty mizeroto! — zawołał. — Zaraz się dowiesz, co to ciarki, bo zaraz umrzesz.

— Powoli, powoli — odpowiedział chłopak. — Jestem tak samo silny jak ty, a może i silniejszy.

— Zobaczymy — powiedział starzec. — Jeśli jesteś silniejszy, puszczę cię wolno.

Poprowadził go ciemnymi korytarzami do kuźni, wziął siekierę i jednym uderzeniem wbił kowadło w ziemię.

— Ja umiem lepiej — powiedział chłopak i podszedł do drugiego kowadła.

Starzec stanął obok, żeby patrzeć, a jego biała broda zwisała nad kowadłem. Chłopak jednym ciosem siekiery rozłupał kowadło i przytrzasnął w szczelinie brodę starca.

— Teraz cię mam — powiedział. — Teraz to ty umrzesz.

Złapał żelazny pręt i bił starca, aż ten zaczął jęczeć i błagać o litość. W zamian obiecał chłopakowi wielkie bogactwa. Chłopak wyciągnął siekierę i uwolnił mu brodę. Starzec pokazał mu w piwnicy zamku trzy skrzynie pełne złota.

— Jedna dla biednych, druga dla króla, a trzecia dla ciebie — powiedział.

Wtem wybiła dwunasta i starzec zniknął. Chłopak po omacku wrócił do komnaty i zasnął przy ogniu. Rano przyszedł król.

— Teraz już wiesz, co to ciarki?

— Nie, Najjaśniejszy Panie — odparł chłopak. — Był tu mój zmarły kuzyn i jakiś brodaty starzec, ale nikt mi nie powiedział, co to są ciarki.

— Odczarowałeś zamek — powiedział król. — Ożenisz się z moją córką.

— Bardzo to piękne, ale ja wciąż nie wiem, co to są ciarki.

Wyniesiono złoto i wyprawiono wesele. Młody król bardzo kochał żonę i był szczęśliwy, a mimo to ciągle powtarzał:

— Ach, gdyby mnie choć raz przeszły ciarki!

W końcu królową zaczęło to złościć. Wtedy jej pokojówka powiedziała:

— Ja temu zaradzę, Najjaśniejsza Pani. Już on się nauczy, co to ciarki.

Pokojówka poszła nad strumień, który płynął przez ogród, i kazała przynieść pełne wiadro kiełbi. W nocy, kiedy młody król spał, królowa ściągnęła z niego kołdrę i chlusnęła na niego wiadrem zimnej wody z kiełbiami, które zaczęły się trzepotać dookoła. Młody król zerwał się z krzykiem:

— Ach, żono, jakie mnie przeszły ciarki! Teraz już wiem, co to są ciarki!

---

- Read online: https://talerie.com/pl/bajki/o-tym-ktory-wyruszyl-by-nauczyc-sie-bac
- Also known as: Bajka o jednym takim, co wyruszył w świat by strach poznać
- Version: gentler retelling; the longer, more faithful retelling: https://talerie.com/pl/bajki/o-tym-ktory-wyruszyl-by-nauczyc-sie-bac-original.md
- Also in: [English](https://talerie.com/en/tales/the-youth-who-went-forth-to-learn-what-fear-was.md), [German](https://talerie.com/de/maerchen/von-einem-der-auszog-das-fuerchten-zu-lernen.md), [French](https://talerie.com/fr/contes/histoire-de-celui-qui-s-en-alla-apprendre-la-peur.md), [Spanish](https://talerie.com/es/cuentos/juan-sin-miedo.md), [Czech](https://talerie.com/cs/pohadky/o-tom-kdo-se-chtel-naucit-bat.md)
- Author's country: Germany (https://talerie.com/pl/bajki/kraj/niemcy)
- Wikidata: https://www.wikidata.org/wiki/Q694844
- Tale type: ATU 326 (per Wikidata)
- Source: Kinder- und Hausmärchen, 7. Auflage (1857) (https://de.wikisource.org/wiki/Mährchen_von_einem,_der_auszog_das_Fürchten_zu_lernen_(1857))
- Public-domain basis: Talerie contemporary retelling (CC0 2026), based on: Kinder- und Hausmärchen, 7. Auflage (1857) — original: author died 1863 (+70 passed)
- License: CC0-1.0 (https://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/)
