# Piernikowy ludzik

_Joseph Jacobs_ · 4 min read · ages 4-8

Staruszka piecze piernikowego ludzika, który tuż po wyjęciu z pieca zeskakuje z blachy i ucieka z domu, wykrzykując swój przekorny wierszyk kolejnym napotkanym postaciom. Uciekając przed coraz dłuższą listą pościgów, dociera nad rzekę, gdzie chytry lis podstępem przewozi go na drugi brzeg i tam go połyka.

---

Dawno, dawno temu, na skraju małej wioski stał niewielki domek, w którym mieszkali staruszka i staruszek. Pewnego słonecznego poranka staruszka postanowiła upiec dla męża wyjątkowy przysmak: piernikowego ludzika z uśmiechem z lukru i dwoma rodzynkami zamiast oczu.

Rozwałkowała ciasto, wykroiła zgrabnego ludzika i wsunęła go do pieca. Kiedy jednak otworzyła piekarnik, żeby go wyjąć, piernikowy ludzik usiadł prosto, zeskoczył z blachy i wybiegł drzwiami na dwór.

— Wracaj! — zawołała staruszka i rzuciła się za nim, biegnąc, jak tylko mogła. Staruszek usłyszał zamieszanie i pospieszył za żoną, machając czapką.

Piernikowy ludzik tylko się roześmiał i zawołał przez ramię:

— Biegnij, biegnij, ile masz w nogach sił, nikt mnie jeszcze nie złapał, jestem piernikowym ludzikiem!

I pobiegł tak szybko, że wkrótce staruszka i staruszek zostali daleko w tyle, zziajani, i musieli przystanąć, żeby złapać oddech.

Biegł dalej drogą, a potem przez pole, na którym dwaj młocarze młócili zboże cepami.

— Poczekajcie! — zawołali. — Dokąd tak pędzisz?

— Uciekłem staruszce i staruszkowi — odpowiedział piernikowy ludzik — i wam też ucieknę, ucieknę, ucieknę!

— Biegnij, biegnij, ile masz w nogach sił, nikt mnie jeszcze nie złapał, jestem piernikowym ludzikiem!

Młocarze rzucili cepy i puścili się w pogoń, lecz był dla nich za szybki, i wkrótce usiedli, żeby odsapnąć.

Biegł dalej i minął krowę pasącą się na łące.

— Muu! Dokąd tak śpieszysz? — spytała krowa.

— Uciekłem staruszce, staruszkowi i dwóm młocarzom — powiedział piernikowy ludzik — i tobie też ucieknę, ucieknę, ucieknę!

— Biegnij, biegnij, ile masz w nogach sił, nikt mnie jeszcze nie złapał, jestem piernikowym ludzikiem!

Krowa ruszyła za nim, jak tylko niosły ją nogi, lecz nic to nie dało. On był już daleko na drodze.

Później minął konia w zagrodzie, który strzygł uszami i puścił się za nim kłusem.

— Uciekłem staruszce, staruszkowi, dwóm młocarzom i krowie — zawołał piernikowy ludzik — i tobie też ucieknę, ucieknę, ucieknę!

— Biegnij, biegnij, ile masz w nogach sił, nikt mnie jeszcze nie złapał, jestem piernikowym ludzikiem!

Koń pędził z całych sił, lecz piernikowy ludzik był szybszy, i wkrótce zwierzę zostało w tyle, dysząc ciężko.

Piernikowy ludzik czuł się już bardzo z siebie zadowolony, bo nikt na całym świecie nie zdołał go dogonić. Biegł tak długo, aż dotarł do rzeki, szerokiej i wartkiej, bez żadnego mostu w zasięgu wzroku. Zatrzymał się gwałtownie na brzegu, nie wiedząc, jak przeprawić się na drugą stronę.

W trawie opodal leżał lis i przyglądał mu się z chytrym błyskiem w oku.

— No, no — powiedział lis. — Musisz być niezłym biegaczem, żeby tak pędzić w taki ciepły dzień.

— Uciekłem staruszce, staruszkowi, dwóm młocarzom, krowie i koniowi — odparł piernikowy ludzik dumnie.

— Biegnij, biegnij, ile masz w nogach sił, nikt mnie jeszcze nie złapał, jestem piernikowym ludzikiem!

— Ależ ja wcale nie mam ochoty cię łapać — powiedział gładko lis. — Ta rzeka jest jednak o wiele za głęboka, żeby taki mały jak ty przeprawił się przez nią sam. Wskocz mi na ogon, a przewiozę cię bezpiecznie na drugi brzeg.

Piernikowy ludzik zastanowił się chwilę, lecz lis wydawał się dość przyjazny, a innej drogi na drugą stronę nie było, więc wskoczył lisowi na ogon, a lis zaczął płynąć.

— Zamoczysz się tam — powiedział lis po chwili. — Wejdź mi na grzbiet.

Piernikowy ludzik tak zrobił.

Chwilę później lis odezwał się znowu:

— Wejdź teraz na moje ramię, bo woda robi się coraz głębsza.

Piernikowy ludzik wszedł mu na ramię.

— Wejdź mi na nos — powiedział wreszcie lis — bo inaczej przemoczysz się do suchej nitki.

Piernikowy ludzik wszedł na sam czubek lisiego nosa, tuż przy brzegu, zupełnie pewny, że jest już bezpieczny.

Lecz gdy tylko znalazł się dostatecznie blisko, lis otworzył paszczę i jednym szybkim kęsem połknął piernikowego ludzika. I tak skończyła się wędrówka tego, który uciekł przed tyloma, tak daleko i tak szybko, lecz nigdy nie dość daleko.

---

- Read online: https://talerie.com/pl/bajki/piernikowy-ludzik
- Source: English Fairy Tales, collected by Joseph Jacobs (Project Gutenberg #7439) (https://www.gutenberg.org/ebooks/7439)
- Public-domain basis: Talerie contemporary retelling (CC0 2026), based on: English Fairy Tales, collected by Joseph Jacobs (Project Gutenberg #7439) — original: author died 1916 (+70 passed)
- License: CC0-1.0 (https://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/)
