# Świniopas

_Hans Christian Andersen_ · 7 min read · ages 5-10

Księżniczka odrzuca prawdziwą różę i słowika od królewicza, a on przebiera się za świniopasa i za grające zabawki żąda od niej całusów. Kiedy cesarz przyłapuje ich przy chlewie i wygania oboje, królewicz ściera farbę z twarzy, mówi, że teraz już tylko nią gardzi, i zamyka przed księżniczką drzwi swojego królestwa.

---

Był sobie raz biedny królewicz. Królestwo miał niewielkie, ale w sam raz na to, żeby się ożenić. A ożenić się właśnie chciał.

Sięgnął wysoko: zapytał samą córkę cesarza, czy zechce zostać jego żoną. Nie była to jednak wielka zuchwałość, bo jego imię znano w całym świecie, a setki księżniczek przyjęłyby go z radością. Co odpowiedziała córka cesarza? Zaraz się przekonamy, ale najpierw trzeba zacząć od początku.

Na grobie ojca królewicza rósł krzak róży, i to krzak niezwykły. Kwitł tylko raz na pięć lat, i to jedną jedyną różą. Ale jaka to była róża! Pachniała tak słodko, że kto ją powąchał, zapominał o wszystkich smutkach i troskach.

Królewicz miał też słowika, który śpiewał tak, jakby w jego małym gardle mieszkały wszystkie najpiękniejsze melodie świata. Różę i słowika postanowił podarować księżniczce. Kazał więc włożyć je do dwóch dużych srebrnych szkatuł i posłał do cesarskiego pałacu.

Cesarz kazał wnieść szkatuły do wielkiej sali, gdzie księżniczka bawiła się z damami dworu w ciuciubabkę. Była to jej ulubiona zabawa. Kiedy zobaczyła szkatuły, klasnęła w dłonie.

— Żeby tylko był tam kotek! — zawołała.

Ale w pierwszej szkatule leżała róża.

— Ach, jak ślicznie zrobiona! — zawołały damy dworu.

— Nie tylko ślicznie — powiedział cesarz. — Wprost uroczo!

Księżniczka dotknęła róży i o mało się nie rozpłakała.

— Fuj, papo! — zawołała. — Ona wcale nie jest sztuczna! To zwyczajna, prawdziwa róża!

— Fuj! — powtórzyły damy dworu. — Prawdziwa!

— Zobaczmy najpierw, co jest w drugiej szkatule, zanim zaczniemy się gniewać — powiedział cesarz.

Wyjęto słowika. Zaśpiewał tak pięknie, że w pierwszej chwili nikt nie umiał powiedzieć o nim nic złego.

— Superbe! Charmant! — zawołały damy dworu, bo wszystkie szczebiotały po francusku, jedna gorzej od drugiej.

— Ten ptak przypomina mi pozytywkę świętej pamięci cesarzowej — powiedział stary dworzanin. — Ten sam ton, ta sama melodia.

— Prawda — przyznał cesarz i rozpłakał się jak dziecko.

— To chyba nie jest prawdziwy ptak? — zapytała księżniczka.

— Ależ tak, najprawdziwszy — odparł poseł, który przywiózł dary.

— To niech sobie leci — powiedziała księżniczka i za nic nie chciała się zgodzić, żeby królewicz przyjechał.

Ale królewicz nie dał się zniechęcić. Wysmarował twarz brunatną i czarną farbą, naciągnął czapkę głęboko na oczy i zapukał do bram cesarskiego pałacu.

— Dzień dobry, cesarzu! — powiedział. — Nie przyjąłbyś mnie do służby?

— Ach — westchnął cesarz — tylu się do mnie zgłasza! Ale niech pomyślę… Właśnie potrzebuję kogoś, kto by pasł moje świnie, bo mam ich bardzo dużo.

Tak królewicz został cesarskim świniopasem. Dostał nędzną izdebkę obok chlewu i przez cały dzień siedział w niej przy pracy. Pod wieczór skończył śliczny garnuszek z dzwoneczkami dookoła brzegu. Kiedy tylko woda w nim zawrzała, dzwoneczki wygrywały starą melodię:

Ach, du lieber Augustin,  
alles ist hin, hin, hin!

Najdziwniejsze było jednak co innego. Kto potrzymał palec w parze, która buchała z garnuszka, od razu wiedział po zapachu, co się gotuje na wszystkich kuchniach w mieście. To było coś o wiele ciekawszego niż róża.

Pewnego dnia szła tamtędy księżniczka z damami dworu. Usłyszała melodię, przystanęła i bardzo się ucieszyła, bo sama umiała ją grać. Prawdę mówiąc, nie umiała zagrać niczego innego, i to tylko jednym palcem.

— Przecież to moja melodia! — zawołała. — Ten świniopas musi być bardzo wykształcony. Idźcie do niego i zapytajcie, ile chce za ten instrument.

Jedna z dam musiała więc pójść do chlewu, ale najpierw włożyła na pantofelki drewniane chodaki.

— Co chcesz za ten garnuszek? — zapytała.

— Dziesięć całusów od księżniczki — powiedział świniopas.

— Boże broń! — zawołała dama.

— Ani jednego mniej — odparł świniopas i wzruszył ramionami.

— No i co powiedział? — zapytała księżniczka, kiedy dama wróciła.

— Doprawdy, nie mogę tego powtórzyć, Wasza Wysokość — odparła dama. — To coś okropnego!

— To szepnij mi do ucha.

Dama szepnęła.

— Co za bezczelny człowiek! — oburzyła się księżniczka i poszła dalej.

Ledwie jednak uszła kilka kroków, dzwoneczki znów zagrały, tak samo ślicznie jak przedtem:

Ach, du lieber Augustin,  
alles ist hin, hin, hin!

Księżniczka stanęła jak wryta.

— Posłuchaj — powiedziała do damy. — Idź i zapytaj go, czy nie weźmie dziesięciu całusów od moich dam dworu.

— O nie, dziękuję — odparł świniopas. — Dziesięć całusów od samej księżniczki albo garnuszek zostaje u mnie.

— Co za nieznośny człowiek! — westchnęła księżniczka. — Trudno. Stańcie dookoła mnie, żeby nikt nas nie widział.

Damy dworu obstąpiły ją i rozpostarły suknie. Świniopas dostał dziesięć całusów, a księżniczka garnuszek.

Ależ była z nim zabawa! Przez cały dzień i do późnej nocy woda w garnuszku wrzała. Damy dworu wiedziały już, co się gotuje w każdym domu w mieście, od szambelana po najbiedniejszego szewca. Tańczyły z radości i klaskały w dłonie.

— Wiemy, kto dziś je zupę migdałową i knedle! — wołały. — Wiemy, kto ma kaszę i kotlety cielęce! Ach, jakie to ciekawe!

— Bardzo ciekawe — przyznała księżniczka. — Ale trzymajcie język za zębami, bo jestem córką cesarza.

— Ani słówka, Wasza Wysokość! — zapewniły damy dworu.

Nikt nie wiedział, że świniopas jest naprawdę królewiczem. A on nie pozwolił, żeby choć jeden dzień minął mu bez pracy. Tym razem zrobił drewnianą kołatkę. Kiedy się nią zakręciło, grała wszystkie walce, polki i tańce, jakie znano od stworzenia świata.

— Ach, to jest superbe! — powiedziała księżniczka, przechodząc obok. — Nigdy nie słyszałam piękniejszej muzyki. Idźcie i zapytajcie, ile chce za ten instrument. Ale całować świniopasa już nie będę!

— Chcę sto całusów od księżniczki — oświadczył świniopas damie, która przyszła zapytać.

— Chyba oszalał! — powiedziała księżniczka i poszła dalej. Wkrótce jednak przystanęła. — Sztukę trzeba wspierać — oznajmiła. — W końcu jestem córką cesarza! Powiedzcie mu, że dostanie ode mnie dziesięć całusów, jak ostatnio, a resztę dadzą mu moje damy.

— Ach, ale my nie chcemy! — zawołały damy dworu.

— Nie gadajcie głupstw! — odparła księżniczka. — Skoro ja mogę go całować, to wy tym bardziej. Pamiętajcie, że to ja was żywię i płacę wam pensję.

Nic nie pomogło i jedna z dam znów musiała zejść do chlewu.

— Sto całusów od księżniczki albo każdy zostanie przy swoim — odpowiedział stanowczo świniopas.

— Stańcie dookoła! — rozkazała księżniczka. Damy dworu otoczyły ją, a świniopas zaczął całować.

Tymczasem cesarz wyszedł na balkon.

— Co to za zbiegowisko przy chlewie? — zdziwił się. Przetarł oczy i włożył okulary. — Aha! To znowu damy dworu coś broją. Muszę zejść i zobaczyć.

Wsunął na nogi pantofle, wciągnął je porządnie na pięty, bo były już rozdeptane, i pospieszył na dół. Ach, jak on się spieszył!

Po podwórzu skradał się cichutko. Damy dworu były tak zajęte liczeniem całusów, że niczego nie słyszały. Pilnowały przecież, żeby wszystko odbyło się uczciwie i żeby zapłata zgadzała się co do jednego. Żadna nie zauważyła cesarza. Stanął za nimi na palcach i zajrzał do środka.

— A to co znowu?! — krzyknął, kiedy zobaczył, że jego córka całuje się ze świniopasem. Zdjął pantofel i zaczął ich nim trzepać po głowach, akurat gdy świniopas dostawał osiemdziesiątego szóstego całusa.

— Precz! Precz mi z oczu! — zawołał rozgniewany cesarz. I wygnał ze swojego cesarstwa i księżniczkę, i świniopasa.

Znaleźli się oboje daleko od pałacu. Księżniczka stała i płakała, świniopas łajał ją, a deszcz lał jak z cebra.

— Ach, ja nieszczęsna! — szlochała księżniczka. — Czemu nie wyszłam za tego pięknego królewicza! Co ja teraz pocznę?

Świniopas zaszedł za drzewo, starł farbę z twarzy, zrzucił nędzne ubranie i wyszedł w królewskich szatach. Wyglądał tak wspaniale, że księżniczka mimo woli dygnęła przed nim.

— Teraz już tylko tobą gardzę — powiedział królewicz. — Nie chciałaś uczciwego królewicza. Nie poznałaś się na róży ani na słowiku. A świniopasa całowałaś za marną zabawkę. Dostałaś to, na co zasłużyłaś!

Potem wrócił do swojego królestwa, zamknął za sobą drzwi i zaryglował je porządnie. A księżniczka została za drzwiami i mogła sobie śpiewać do woli:

Ach, du lieber Augustin,  
alles ist hin, hin, hin!

---

- Read online: https://talerie.com/pl/bajki/swiniopas
- Wikidata: https://www.wikidata.org/wiki/Q1196800
- Source: Książę Świniarek oraz inne bajki, przeł. Franciszek Mirandola (Księgarnia Literacka, Warszawa 1928) (https://pl.wikisource.org/wiki/Książę_Świniarek)
- Public-domain basis: Talerie contemporary retelling (CC0 2026), based on: Książę Świniarek oraz inne bajki, przeł. Franciszek Mirandola (Księgarnia Literacka, Warszawa 1928) — translation: author died 1875 (+70 passed); translator Franciszek Mirandola died 1930 (+70 passed)
- License: CC0-1.0 (https://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/)
