# Szczęśliwy Jaś

_Retold by Talerie (talerie.com) from Kinder- und Hausmärchen, after Brothers Grimm_ · 9 min read · ages 4+

Jaś dostaje za siedem lat służby bryłę złota i w drodze do domu zamienia ją kolejno na konia, krowę, prosiaka i gęś, a w końcu na osełkę szlifierza i zwykły kamień polny. Kiedy przy studni oba kamienie wpadają do wody, Jaś dziękuje Bogu, że uwolnił go od ciężaru, i z lekkim sercem biegnie do domu, do matki.

---

Był sobie Jaś, który przez siedem lat służył u pewnego gospodarza. Kiedy te siedem lat minęło, poszedł do niego i poprosił o zapłatę.

— Gospodarzu, mój czas się skończył. Chciałbym już wrócić do domu, do matki. Dajcie mi, co mi się należy.

— Służyłeś mi wiernie i uczciwie, Jasiu — odpowiedział gospodarz. — Jaka służba, taka zapłata.

I dał mu bryłę złota wielką jak głowa Jasia. Jaś wyjął z kieszeni chusteczkę, zawinął w nią złoto, zarzucił tobołek na ramię i ruszył w drogę do domu.

Szedł tak i szedł, stawiał nogę za nogą, aż zobaczył jeźdźca, który kłusował raźno i wesoło na żwawym koniu.

— Ach — powiedział Jaś na głos — jaka to piękna rzecz, taka jazda konna! Siedzi człowiek jak na krześle, o żaden kamień się nie potknie, butów nie zdziera, a jedzie i jedzie, ani się obejrzy, a już jest daleko.

Jeździec to usłyszał i ściągnął cugle.

— Hej, Jasiu, a czemu ty idziesz piechotą? — zawołał.

— Ano muszę — odpowiedział Jaś. — Niosę do domu taką bryłę. Złoto to wprawdzie, ale gniecie mnie w ramię i głowy przez nie prosto trzymać nie mogę.

— Wiesz co? — powiedział jeździec. — Zamieńmy się. Ja ci dam konia, a ty mi dasz tę bryłę.

— Z największą chęcią! — zawołał Jaś. — Ale uprzedzam was, że się z nią nadźwigacie.

Jeździec zsiadł, wziął złoto, pomógł Jasiowi wsiąść na konia i wcisnął mu wodze w ręce, żeby trzymał je mocno.

— Jak zechcesz jechać naprawdę szybko, mlaśnij językiem i krzyknij „wio, wio!” — powiedział na odchodnym.

Jaś był w siódmym niebie, kiedy tak siedział na koniu i jechał sobie swobodnie przed siebie. Po chwili przyszło mu jednak do głowy, że koń mógłby iść jeszcze prędzej. Zaczął więc mlaskać językiem i wołać „wio, wio!”. Koń puścił się ostrym kłusem i zanim Jaś się obejrzał, już leżał w rowie, który oddzielał pola od gościńca.

Koń byłby uciekł, gdyby nie chłop, który szedł tą samą drogą i pędził przed sobą krowę. To on go zatrzymał. Jaś jakoś się pozbierał i stanął na nogi, ale humor miał kiepski.

— Marna to zabawa, ta jazda konna — powiedział do chłopa. — Zwłaszcza jak się trafi na taką szkapę jak ta: rzuca się i zrzuca człowieka, że można kark skręcić. Już nigdy w życiu na nią nie wsiądę. Wasza krowa to co innego! Idzie się za nią spokojnie, a do tego co dzień ma się pewne mleko, masło i ser. Czego bym nie dał za taką krowę!

— Skoro tak wam na tym zależy — powiedział chłop — to mogę wam dać krowę za konia.

Jaś zgodził się z ogromną radością. Chłop wskoczył na konia i odjechał co prędzej.

Jaś pędził spokojnie krowę przed sobą i myślał, jaki to dobry interes zrobił: „Byle tylko kawałek chleba się znalazł, a o to chyba nietrudno, to będę jadł do niego masło i ser, ile dusza zapragnie. A jak mi się zachce pić, wydoję krowę i napiję się mleka. Czego więcej trzeba do szczęścia?”

Kiedy doszedł do karczmy, zatrzymał się i z wielkiej radości zjadł do ostatniego okruszka wszystko, co miał ze sobą, i obiad, i kolację. Za ostatnie grosze kazał sobie nalać pół kufla piwa. Potem pognał krowę dalej, wciąż w stronę wsi, w której mieszkała jego matka.

Im bliżej było południa, tym bardziej doskwierał upał. Jaś szedł akurat przez wrzosowisko, które ciągnęło się jeszcze na dobrą godzinę drogi. Zrobiło mu się tak gorąco, że z pragnienia język przysechł mu do podniebienia.

„Na to jest prosta rada”, pomyślał Jaś. „Wydoję teraz krowę i napiję się mleka do syta.”

Przywiązał krowę do uschniętego drzewa, a że nie miał wiadra, podstawił pod nią swoją skórzaną czapkę. Ale choć się starał, jak mógł, z wymienia nie poleciała ani jedna kropla. Dojenie szło mu tak niezgrabnie, że zniecierpliwione zwierzę w końcu kopnęło go tylną nogą w głowę. Jaś zatoczył się, upadł na ziemię i długo leżał bez przytomności.

Na szczęście tą samą drogą szedł właśnie rzeźnik, który wiózł na taczce młodego prosiaka.

— Co tu się wyprawia! — zawołał i pomógł poczciwemu Jasiowi wstać.

Jaś opowiedział mu, co się stało. Rzeźnik podał mu swoją flaszkę.

— Napijcie się i dojdźcie do siebie — powiedział. — Ta krowa mleka już wam nie da, to stare bydlę. Nadaje się najwyżej do zaprzęgu albo na rzeź.

— No, no — powiedział Jaś i przygładził sobie włosy. — Kto by pomyślał! Pewnie dobrze jest mieć takie zwierzę w domu: jak się je zarżnie, mięsa będzie co niemiara. Tylko że ja za wołowiną nie przepadam, jest dla mnie za mało soczysta. Co innego taki młody prosiak! To dopiero smak, a do tego jeszcze kiełbasy.

— Słuchajcie, Jasiu — odezwał się wtedy rzeźnik. — Niech będzie, dla was się zamienię. Oddam wam prosiaka za krowę.

— Niech wam Bóg wynagrodzi tę życzliwość — powiedział Jaś.

Oddał rzeźnikowi krowę, a ten odwiązał prosiaka od taczki i włożył mu do ręki sznurek, na którym zwierzak był uwiązany.

Jaś szedł dalej i myślał, jak dobrze wszystko mu się układa. Nawet jeśli spotkała go po drodze jakaś przykrość, zaraz potem wszystko znowu obracało się na dobre.

Po jakimś czasie dołączył do niego chłopak, który niósł pod pachą piękną białą gęś. Powiedzieli sobie dzień dobry i Jaś zaczął opowiadać o swoim szczęściu i o tym, jak zawsze korzystnie się zamieniał. Chłopak powiedział mu, że niesie gęś na chrzciny.

— Weźcie ją no do ręki — ciągnął chłopak i chwycił gęś za skrzydła. — Zobaczcie, jaka ciężka! Tuczyli ją przez osiem tygodni. Kto skosztuje tej pieczeni, ten będzie potem ocierał tłuszcz z obu policzków.

— Prawda — przyznał Jaś i zważył ją w jednej ręce. — Swoje waży. Ale i mój prosiak jest niczego sobie.

Tymczasem chłopak rozglądał się z niepokojem na wszystkie strony i raz po raz kręcił głową.

— Słuchajcie — odezwał się w końcu. — Z tym waszym prosiakiem może być coś nie w porządku. We wsi, przez którą szedłem, sołtysowi właśnie ukradli świnię z chlewa. Boję się, oj, boję, że to ją trzymacie na sznurku. Rozesłali już ludzi, żeby jej szukali, i źle by było, gdyby was z nią złapali. Wsadziliby was co najmniej do ciemnego lochu.

Poczciwy Jaś przestraszył się nie na żarty.

— Ach, mój Boże — powiedział. — Ratujcie mnie z tej biedy! Wy się tu lepiej znacie. Weźcie mojego prosiaka i dajcie mi swoją gęś.

— Trochę ryzykuję — odpowiedział chłopak — ale nie chcę być winny, że was spotka nieszczęście.

Chłopak wziął więc sznurek do ręki i szybko popędził prosiaka boczną ścieżką. A poczciwy Jaś, wolny od zmartwień, ruszył z gęsią pod pachą w stronę domu.

— Jak się dobrze zastanowić — mówił sam do siebie — to jeszcze na tej zamianie zyskałem. Po pierwsze, będzie dobra pieczeń. Potem cała masa tłuszczu, który z niej skapnie: wystarczy mi na chleb ze smalcem na całe trzy miesiące. A na koniec te piękne białe pióra! Każę je sobie wsypać do poduszki i zasnę na niej bez kołysania. Ależ matka się ucieszy!

Kiedy przeszedł przez ostatnią wieś, zobaczył szlifierza, który stał przy swoim wózku. Koło furczało, a szlifierz śpiewał do wtóru:

Ostrzę nożyce, kołem kręcę żwawo,  
płaszczyk wieszam z wiatrem, to w lewo, to w prawo.

Jaś przystanął i długo mu się przyglądał. W końcu go zagadnął.

— Dobrze wam się musi powodzić, skoro tak wesoło wam przy tej robocie.

— A pewnie — odpowiedział szlifierz. — Rzemiosło ma złote dno. Prawdziwy szlifierz to taki człowiek, który za każdym razem, kiedy sięgnie do kieszeni, znajdzie w niej pieniądze. A gdzie kupiliście taką piękną gęś?

— Nie kupiłem, tylko dostałem w zamian za prosiaka — odpowiedział Jaś.

— A prosiaka?

— Prosiaka wziąłem za krowę.

— A krowę? — dopytywał szlifierz.

— Krowę dostałem za konia.

— A konia?

— Za konia dałem bryłę złota wielką jak moja głowa — powiedział Jaś.

— A złoto?

— Ech, złoto to była moja zapłata za siedem lat służby.

— Widzę, że zawsze umieliście sobie poradzić — powiedział szlifierz. — Gdybyście jeszcze tak to urządzili, żeby wam pieniądze brzęczały w kieszeni, ilekroć wstajecie, mielibyście szczęście na całe życie.

— A jak to zrobić? — zapytał Jaś.

— Musicie zostać szlifierzem, tak jak ja. Wiele do tego nie trzeba, tylko osełki, a reszta przyjdzie sama. Mam tu jedną, wprawdzie trochę wytartą, ale nie chcę za nią nic poza waszą gęsią. Zgoda?

— Jeszcze pytacie? — odpowiedział Jaś. — Przecież będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Skoro znajdę pieniądze, ilekroć sięgnę do kieszeni, to czym mam się jeszcze martwić?

Podał szlifierzowi gęś i wziął od niego osełkę.

— No to proszę — powiedział szlifierz i podniósł zwykły, ciężki kamień polny, który leżał obok. — Dorzucam wam jeszcze porządny kamień. Dobrze się na nim klepie, będziecie mogli prostować stare gwoździe. Weźcie go i dobrze pilnujcie.

Jaś zarzucił oba kamienie na plecy i ruszył dalej z radością w sercu. Oczy błyszczały mu ze szczęścia.

— Muszę być w czepku urodzony! — zawołał. — Czego tylko zapragnę, zaraz mi się spełnia. Szczęściarz ze mnie, jakich mało!

Ale że był na nogach od samego świtu, zaczęło go ogarniać zmęczenie. Dokuczał mu też głód, bo z radości po zamianie na krowę zjadł od razu cały zapas. W końcu szedł już z wielkim trudem i co chwila musiał przystawać, a kamienie okropnie mu ciążyły. Nie mógł się więc opędzić od myśli, jak dobrze by było, gdyby akurat teraz nie musiał ich dźwigać.

Wlókł się jak ślimak, aż doszedł do studni w polu. Chciał przy niej odpocząć i napić się świeżej wody. Żeby nie uszkodzić kamieni, kiedy będzie siadał, położył je ostrożnie obok siebie na cembrowinie. Potem usiadł i pochylił się nad wodą, ale przez nieuwagę trącił je leciutko i oba kamienie, chlup, chlup, wpadły do studni.

Kiedy Jaś zobaczył, jak idą na dno, podskoczył z radości. Potem ukląkł i ze łzami w oczach dziękował Bogu, że okazał mu jeszcze i tę łaskę. Uwolnił go przecież od ciężkich kamieni, które jako jedyne jeszcze mu zawadzały, i to tak zgrabnie, że Jaś nie miał sobie nic do zarzucenia.

— Nie ma pod słońcem człowieka tak szczęśliwego jak ja! — zawołał.

Z lekkim sercem, wolny od wszelkiego ciężaru, pobiegł dalej i biegł, aż stanął w domu przed swoją matką.

---

## About this tale

Baśń „Szczęśliwy Jaś”, po niemiecku „Hans im Glück”, weszła do zbioru braci Grimmów dopiero w drugim wydaniu z 1819 roku, jako numer 83. Grimmowie nie spisali jej sami. Przejęli ją od Augusta Wernickego, który rok wcześniej wydrukował ją w getyńskim czasopiśmie „Wünschelruthe” i w podtytule nazwał opowieścią z ust ludu.

Grimmowie przeredagowali ten tekst. U Wernickego Hans Wohlgemut sam prosi o świnię i o osełkę, u nich proponują mu je rzeźnik i szlifierz. Do siódmego, ostatniego wydania z 1857 roku baśń zmieniła się już tylko w drobiazgach i właśnie na nim opieramy obie nasze wersje: krótszą „Łagodniejszą” i obszerniejszą „Oryginalną”.

> Ostrzę nożyce, kołem kręcę żwawo,
> płaszczyk wieszam z wiatrem, to w lewo, to w prawo.
>
> Grimmowie, 1857: ich schleife die Scheere und drehe geschwind, / und hänge mein Mäntelchen nach dem Wind.

### Wernicke (1818) i Grimmowie (1857): dwa nasze źródła

|  | Wernicke 1818 | Grimmowie 1857 (podstawa naszego tekstu) |
| --- | --- | --- |
| Bohater | Hans Wohlgemut | Hans |
| Bryła złota | niesie ją bez trudu | ciąży mu i gniecie w ramię |
| Prosiak za krowę | Hans sam prosi o zamianę | zamianę proponuje rzeźnik |
| Osełka | Hans o nią błaga, dostaje najgorszą | szlifierz sam ją proponuje |
| Nazwy miejsc | matka w Susewedel, chrzciny w Gernefraß | brak, tylko wieś matki |
| Kamienie w studni | wpadają nagle, przyczyny nie podano | Hans niechcący je trąca |

### Jak opowiadamy tę baśń

Po siedmiu latach służby Jaś dostaje od gospodarza bryłę złota wielką jak jego głowa i rusza do domu, do matki. Po drodze zamienia ją na konia, konia na krowę, krowę na prosiaka, a prosiaka na gęś. Zamianę za każdym razem proponuje mu ktoś napotkany, tylko o gęś Jaś prosi sam, kiedy chłopak, który ją niesie, ostrzega go, że sołtysowi ukradziono świnię. Czy chłopak mówi prawdę, tekst nie rozstrzyga. Na koniec szlifierz daje mu za gęś trochę startą osełkę i dorzuca zwykły polny kamień. Przy studni Jaś niechcący trąca oba kamienie, a one wpadają do wody. Jaś ze łzami w oczach dziękuje Bogu, że uwolnił go od ciężkich kamieni, i to tak, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Potem z lekkim sercem biegnie do matki. „Łagodniejsza” wersja jest krótsza, w „Oryginalnej” jest więcej szczegółów, ale zamiany i zakończenie są w obu takie same.

Kiedy Jaś niezgrabnie próbuje wydoić krowę, ta kopie go w głowę i Jaś pada na ziemię; na szczęście nadchodzi rzeźnik i pomaga mu wstać. Chłopak z gęsią mówi mu jeszcze, że z tym prosiakiem może trafić do lochu, ale do niczego takiego nie dochodzi.

### Pokrewne opowieści i jedna pomyłka

Bolte i Polívka zestawiają z tą baśnią wiele opowieści o człowieku, który w kolejnych zamianach krok po kroku pozbywa się swojego dobytku. Część z nich opatrują hasłem „Wette über die Frau”: bohater zakłada się, że żona nie zrobi mu w domu wyrzutów, i wygrywa. Wśród wymienionych przez nich wersji polskich i kaszubskich też są takie, w których pojawia się ten zakład. Nasz Jaś nie ma żony i z nikim się nie zakłada, po prostu wraca do matki. Sami Grimmowie przywołują żart o Blocku i krawcu Bocku: z sukna kupionego na płaszcz wychodzi kolejno kurtka, spodnie, pończochy, rękawiczki i osłonka na kciuk, aż w końcu tylko pasek.

Łatwo pomylić tę baśń z inną z naszych baśni, „Jasiem i magiczną fasolą”. Tam też chłopiec ma na imię Jaś i oddaje krowę, tyle że za fasolę. W „Szczęśliwym Jasiu” zamian jest pięć, a na końcu bohater wraca do matki z pustymi rękami.

Sources (claims checked against them on 2026-10-30):
- 1818: Hans Wohlgemut. Eine Erzählung aus dem Munde des Volkes, August Wernicke, w: Wünschelruthe. Ein Zeitblatt, nr 33, Göttingen 1818, s. 129–131 (https://de.wikisource.org/wiki/Hans_Wohlgemut)
- 1819: Hans im Glück, Kinder- und Haus-Märchen, wyd. 2, Berlin 1819, t. 1, nr 83, s. 423–430 (https://de.wikisource.org/wiki/Hans_im_Gl%C3%BCck_(1819))
- 1857: Hans im Glück, Kinder- und Hausmärchen, wyd. 7, Göttingen 1857, t. 1, nr 83, s. 417–422 [our source] (https://de.wikisource.org/wiki/Hans_im_Glück_(1857))
- 1856: Kinder- und Haus-Märchen, Band 3: Anmerkungen, wyd. 3, Göttingen 1856, nr 83, s. 144 (https://de.wikisource.org/wiki/Kinder-_und_Haus-M%C3%A4rchen_Band_3_(1856)/Anmerkungen)
- 1915: Johannes Bolte, Georg Polívka: Anmerkungen zu den Kinder- und Hausmärchen der Brüder Grimm, Leipzig 1915, t. 2, nr 83, s. 199–203 (skany w Wikimedia Commons) (https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Grimms_M%C3%A4rchen_Anmerkungen_(Bolte_Polivka)_II_199.jpg)
- Wikidata Q11827, ATU 1415 (https://www.wikidata.org/wiki/Q11827)

---

- Read online: https://talerie.com/pl/bajki/szczesliwy-jas-original
- Version: longer, more faithful retelling; the gentler retelling: https://talerie.com/pl/bajki/szczesliwy-jas.md
- Also in: [English](https://talerie.com/en/tales/hans-in-luck-original.md), [German](https://talerie.com/de/maerchen/hans-im-glueck-original.md), [French](https://talerie.com/fr/contes/jean-le-chanceux-original.md), [Spanish](https://talerie.com/es/cuentos/juan-con-suerte-original.md), [Portuguese](https://talerie.com/pt/contos/joao-felizardo-original.md), [Czech](https://talerie.com/cs/pohadky/jak-honza-ke-stesti-prisel-original.md)
- Author's country: Germany (https://talerie.com/pl/bajki/kraj/niemcy)
- Wikidata: https://www.wikidata.org/wiki/Q11827
- Tale type: ATU 1415 (per Wikidata)
- Source: Kinder- und Hausmärchen, 7. Auflage (1857) (https://de.wikisource.org/wiki/Hans_im_Glück_(1857))
- Public-domain basis: Talerie contemporary retelling (CC0 2026), based on: Kinder- und Hausmärchen, 7. Auflage (1857) — original: author died 1859/1863 (+70 passed)
- License: CC0-1.0 (https://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/)
