# Szczęśliwy książę

_Oscar Wilde_ · 7 min read · ages 6-12

Złoty posąg Szczęśliwego Księcia i oddana mu jaskółka poświęcają wszystko, co mają, klejnoty i płatki złota, aby pomóc biednym mieszkańcom miasta, aż jaskółka umiera z zimna u stóp Księcia, a jego ołowiane serce pęka z żalu. Gdy bezwartościowy już posąg zostaje przetopiony, Bóg uznaje pęknięte serce i martwego ptaka za dwie najcenniejsze rzeczy w mieście i daje im wieczne miejsce w swoim raju.

---

Wysoko nad miastem, na wysokiej kolumnie, stał pomnik Szczęśliwego Księcia. Cały pokryty był cienkimi płatkami szczerego złota, miał oczy z dwóch jasnych szafirów, a na rękojeści miecza płonął mu czerwony rubin. Wszyscy w mieście go podziwiali. Kiedy jakiś chłopczyk płakał, bo czegoś nie mógł dostać, matka mówiła mu: „Czemu nie możesz być taki jak Szczęśliwy Książę? On nigdy o nic nie płacze”.

Pewnej nocy mała jaskółka leciała nad dachami miasta, w drodze do Egiptu, dokąd jej wszyscy przyjaciele dawno już odlecieli. Sama została w tyle, bo zakochała się w pięknej Trzcinie rosnącej nad rzeką. Ich zaloty trwały całe lato, lecz gdy nadeszła jesień, jaskółka poczuła, że jest nią zmęczona, bo Trzcina nie umiała prowadzić rozmowy i nie chciała opuścić swego brzegu, by z nią podróżować. Pożegnała się więc i ruszyła sama na ciepłe południe. Noc zastała ją nad miastem, a szukając schronienia, dostrzegła złoty posąg i przysiadła między jego stopami. Uznała, że to dobre miejsce na nocleg: wysoka grzęda i mnóstwo świeżego powietrza.

Ledwie schowała głowę pod skrzydło, gdy spadła na nią kropla wody, a zaraz potem druga. Spojrzała w górę zdziwiona, bo niebo było czyste, i zobaczyła, że oczy Księcia pełne są łez spływających po złotych policzkach.

— Kim jesteś? — spytała jaskółka.

— Jestem Szczęśliwym Księciem.

— Więc czemu płaczesz? Całą mnie zmoczyłeś.

Książę opowiedział jej, że za życia, w swoim pałacu, do którego smutek nigdy nie miał wstępu, bawił się i tańczył cały dzień za wysokimi murami i nigdy nie zapytał, co jest za nimi. Nazywano go szczęśliwym i szczęśliwy rzeczywiście był, jeśli przyjemność to to samo, co szczęście.

— Tak żyłem i tak umarłem — powiedział. — A teraz, gdy nie żyję, postawili mnie tak wysoko, że widzę całą brzydotę i całą nędzę mojego miasta, i choć moje serce jest z ołowiu, nie umiem powstrzymać łez.

Potem Książę opowiedział o biednym domu przy wąskiej uliczce, który widział ze swojej kolumny. Siedziała tam szwaczka, wyszywając kwiaty na sukni, z twarzą wynędzniałą i palcami poranionymi igłą. W kącie leżał jej mały synek, chory z gorączki, i płakał, prosząc o pomarańcze, a ona nie miała mu czego dać prócz wody z rzeki.

— Jaskółko, jaskółko, mała jaskółko — powiedział Książę — czy nie zaniesiesz jej rubinu z mojej rękojeści? Moje stopy są przytwierdzone do cokołu, a sam pójść tam nie mogę.

— Czekają na mnie w Egipcie — odparła jaskółka, lecz Książę wyglądał tak smutno, że zgodziła się zostać jeszcze jedną noc i być jego posłańcem. Wyłuskała rubin z rękojeści i poleciała z nim przez miasto, nad pałacem, gdzie pewna dziewczyna martwiła się suknią balową, aż do ubogiego domu, gdzie położyła klejnot na stole kobiety, a choremu chłopcu owiewała czoło skrzydłami, aż gorączka opadła i dziecko zapadło w słodki sen. Wracając, jaskółka powiedziała Księciu:

— To dziwne, teraz jest mi ciepło, choć noc jest tak zimna.

— To dlatego, że zrobiłaś dobry uczynek — odpowiedział Książę.

Następnego wieczoru jaskółka przyleciała, by pożegnać się naprawdę, lecz Książę poprosił, żeby została jeszcze jedną noc. Po drugiej stronie miasta, na zimnym poddaszu, siedział młody pisarz pochylony nad kartkami, zbyt głodny i zbyt zziębnięty, by dokończyć sztukę, którą pisał.

— Jaskółko, jaskółko, mała jaskółko, zanieś mu jeden z moich szafirowych oczu.

Jaskółka zapłakała na tę myśl, lecz posłuchała i zostawiła klejnot lśniący wśród zwiędłych fiołków na biurku pisarza.

— Zaczynają mnie doceniać! — zawołał młodzieniec, pełen radości, nawet nie domyślając się, skąd wziął się ten dar.

Trzeciej nocy Książę poprosił raz jeszcze. Na placu w dole stała mała dziewczynka z zapałkami, która upuściła swój towar do rynsztoka i wszystkie zapałki zniszczyła; gdyby wróciła do domu bez pieniędzy, ojciec by ją zbił.

— Jaskółko, jaskółko, mała jaskółko — powiedział Książę — wyjmij moje drugie oko i daj je jej.

— Wtedy oślepniesz — powiedziała jaskółka, lecz zrobiła, o co prosił, i włożyła klejnot w dłoń dziewczynki. Ta roześmiała się na widok ładnego kawałka szkła i pobiegła szczęśliwa. Gdy jaskółka wróciła, powiedziała:

— Nie widzisz już nic, więc teraz zostanę z tobą na zawsze.

I choćby Książę błagał ją, by poleciała dalej, do ciepłego Egiptu, nie chciała odejść.

Usiadła mu na ramieniu i opowiadała o dalekich krajach, które widziała, o złotych świątyniach i barwnych ptakach, lecz Książę powiedział, że nic nie jest bardziej niezwykłe niż cierpienie zwykłych ludzi, i poprosił, żeby poleciała jeszcze raz nad miasto i opowiedziała mu, co tam zobaczy. Jaskółka poleciała więc nad ulicami i zobaczyła bogaczy ucztujących, podczas gdy żebracy siedzieli przed ich bramami, blade, wygłodniałe dzieci wyglądające apatycznie z ciemnych progów, i dwóch małych chłopców tulących się do siebie pod mostem, żeby się ogrzać. Wróciła i opowiedziała Księciu wszystko.

— Jestem pokryty szczerym złotem — powiedział Książę. — Zdejmij je, listek po listku, i zanieś moim biednym.

Jaskółka zdejmowała więc złoto, płatek za płatkiem, aż Książę zrobił się zupełnie szary i matowy, i zanosiła je biednym w mieście, a ich blade twarze różowiały na nowo, a dzieci śmiały się i bawiły na ulicach.

— Mamy teraz chleb! — mówiły.

Potem spadł śnieg, a po śniegu przyszedł mróz, i ulice zrobiły się białe i lśniące. Mała jaskółka z każdym dniem marzła coraz bardziej, lecz kochała Księcia zbyt mocno, by go opuścić. Jadła okruszki, jakie udało jej się znaleźć, i trzepotała skrzydłami, żeby się rozgrzać, lecz w końcu poczuła, że nie starczy jej sił, by jeszcze polecieć. Zebrała się w sobie i wzniosła się po raz ostatni na ramię Księcia.

— Żegnaj, drogi Książę — szepnęła. — Czy pozwolisz mi ucałować twoją dłoń?

— Cieszę się, że w końcu polecisz do Egiptu, mała jaskółko — powiedział Książę. — Zbyt długo już tu zostawałaś. Ale pocałuj mnie w usta, bo cię kocham.

— Nie do Egiptu teraz lecę — powiedziała cicho jaskółka. — Lecę do Domu Śmierci.

I pocałowała Szczęśliwego Księcia w usta, i padła martwa u jego stóp. W tej samej chwili coś pękło we wnętrzu posągu, jakby stłukła się rzecz bardzo cenna. To ołowiane serce rozpadło się po cichu na dwie części.

Nazajutrz rano burmistrz przechadzał się pod kolumną wraz z radnymi.

— Doprawdy, jak nędznie wygląda teraz Szczęśliwy Książę! — powiedział. — Rubin spadł mu z rękojeści, oczu już nie ma, i wcale nie jest złoty. Wygląda niewiele lepiej niż żebrak, a patrzcie, u jego stóp leży martwy ptak.

Posąg więc zdjęto i przetopiono w piecu hutniczym. Lecz pęknięte ołowiane serce nie chciało się stopić, choćby ogień płonął jak najgoręcej, więc robotnicy wyrzucili je na śmietnik, gdzie leżała już mała martwa jaskółka.

— Przynieś mi dwie najcenniejsze rzeczy w tym mieście — powiedział Bóg do jednego ze swoich aniołów, a anioł przyniósł Mu ołowiane serce i martwego ptaka.

— Dobrze wybrałeś — powiedział Bóg. — Bo w moim rajskim ogrodzie ten mały ptak będzie śpiewał na wieki, a w moim złotym mieście Szczęśliwy Książę będzie mnie wysławiał.

---

- Read online: https://talerie.com/pl/bajki/szczesliwy-ksiaze
- Source: The Happy Prince and Other Tales, by Oscar Wilde (Project Gutenberg #30120) (https://www.gutenberg.org/ebooks/30120)
- Public-domain basis: Talerie contemporary retelling (CC0 2026), based on: The Happy Prince and Other Tales, by Oscar Wilde (Project Gutenberg #30120) — original: author died 1900 (+70 passed)
- License: CC0-1.0 (https://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/)
