
Piernikowy ludzik
2 min czytaniaod 3 lat

Zanim te baśnie trafiły do druku, ktoś je opowiadał na głos, i to nie raz. Najczęściej były to kobiety pracujące u obcych ludzi: służące, kucharki i niańki, a obok nich babcie. Opowiadały je przy pracy albo dzieciom, które miały akurat pod opieką. Zapiski zbieraczy wracają do tego raz po raz, o ile w ogóle coś o tych kobietach mówią.
O jednej z tych baśni wiadomo dokładnie, kto ją komu opowiedział. W maju 1875 roku amerykańskie pismo dla dzieci wydrukowało baśń o piernikowym ludziku, a czytelnik, który ją przysłał, dopisał, skąd ją zna: opowiedziała ją dzieciom służąca z Maine, a ta usłyszała ją w dzieciństwie od starszej pani. Dwie kobiety, dwie opowieści, ani jednego nazwiska.
Nikomu nie przyszło do głowy o te nazwiska zapytać. Na okładce widniało nazwisko tego, kto baśń spisał, bo za poważną pracę uchodziło spisywanie; kobieta, która tę baśń naprawdę umiała, była dla niego źródłem, nie autorką. Baśń opowiadana na głos nie miała zresztą jednego kształtu: za każdym razem brzmiała trochę inaczej, bo ta, która ją opowiadała, dopasowywała ją do dziecka, które miała przed sobą. Kiedy dziecko było zmęczone, skracała ją; kiedy przestawało słuchać, opowiadała byle jak. W druku została jedna taka opowieść, z jednego dnia i od jednej kobiety. Portret na tej stronie nie przedstawia żadnej konkretnej kobiety, bo nie zachował się żaden ich wizerunek. To po prostu jedna z tych, które opowiadały.
1 opowieść

2 min czytaniaod 3 lat