
Czerwony Kapturek
6 min czytania6–10 lat
Mała dziewczynka w czerwonym czepeczku niesie chorej babci ciasto i wino, ale w lesie daje się zwieść przebiegłemu wilkowi, który dociera do domu babci pierwszy. Na szczęście przechodzący obok myśliwy ratuje obie z opresji, a Czerwony Kapturek, mądrzejsza po doświadczeniu, następnym razem sama przechytrza kolejnego wilka.
Dawno, dawno temu żyła sobie mała, urocza dziewczynka, którą kochał każdy, kto tylko na nią spojrzał, a najbardziej kochała ją babcia. Pewnego razu babcia podarowała jej czerwony aksamitny czepeczek, i tak dobrze jej w nim było, że nie chciała nosić nic innego. Od tamtej pory wszyscy nazywali ją Czerwonym Kapturkiem.
Pewnego dnia matka powiedziała do niej:
— Chodź, Czerwony Kapturku. Weź ten kawałek ciasta i butelkę wina i zanieś je babci. Jest chora i słaba, to jej dobrze zrobi. Wyrusz, zanim zrobi się gorąco, i idź grzecznie, nie schodź z drogi, bo się przewrócisz i stłuczesz butelkę, a wtedy babcia nic nie dostanie. A kiedy wejdziesz do jej izby, nie zapomnij powiedzieć dzień dobry i nie zaglądaj wszędzie po kątach.
— Zrobię wszystko, jak trzeba — odpowiedziała Czerwony Kapturek i podała matce rękę na zgodę.
Babcia mieszkała za wsią, w lesie, pół godziny drogi od domu.
Gdy Czerwony Kapturek weszła do lasu, spotkała wilka. Nie wiedziała jednak, jakie to złe zwierzę, więc się nie przestraszyła.
— Dzień dobry, Czerwony Kapturku — powiedział wilk.
— Dziękuję, wilku.
— Dokąd to tak wcześnie?
— Do babci.
— A co niesiesz pod fartuszkiem?
— Ciasto i wino. Wczoraj piekłyśmy, więc niech to wzmocni chorą babcię.
— A gdzie mieszka twoja babcia?
— Jeszcze z kwadrans drogi w głąb lasu, pod trzema wielkimi dębami stoi jej dom, a niżej rosną leszczyny. Na pewno wiesz, gdzie to jest — powiedziała Czerwony Kapturek.
Wilk pomyślał sobie: „Ta miękka, mała istotka to smaczniejszy kąsek niż stara kobieta. Muszę to sprytnie rozegrać, żeby dostać obie.” Poszedł kawałek obok Czerwonego Kapturka i powiedział:
— Popatrz tylko na te piękne kwiaty dokoła. Czemu się nie rozglądasz? Chyba w ogóle nie słyszysz, jak ślicznie śpiewają ptaszki. Idziesz prosto przed siebie, jakbyś szła do szkoły, a tu, w lesie, jest przecież tak pięknie.
Czerwony Kapturek podniosła oczy, a kiedy zobaczyła, jak słońce tańczy między drzewami i jak wszędzie pełno kwiatów, pomyślała sobie: „Gdybym zaniosła babci świeży bukiet, na pewno by się ucieszyła. Jeszcze wcześnie, na pewno zdążę.” I zbiegła z drogi, żeby zbierać kwiaty. Za każdym razem, gdy zerwała jeden, wydawało jej się, że dalej rośnie jeszcze piękniejszy, i tak zapuszczała się coraz głębiej w las.
Tymczasem wilk poszedł prosto do domu babci i zapukał do drzwi.
— Kto tam?
— To ja, Czerwony Kapturek, niosę ciasto i wino. Otwórz.
— Naciśnij tylko klamkę — zawołała babcia — jestem za słaba, nie mogę wstać.
Wilk nacisnął klamkę, drzwi się otworzyły, a on bez słowa podszedł do łóżka i połknął staruszkę jednym haustem. Potem włożył jej ubranie, założył czepek, położył się w jej łóżku i zaciągnął zasłonki.
Czerwony Kapturek wciąż jeszcze biegała za kwiatami, a kiedy uzbierała ich tyle, że nie mogła już unieść więcej, przypomniała sobie o babci i szybko ruszyła w drogę. Zdziwiła się, że drzwi są otwarte, a kiedy weszła do izby, wszystko wydało jej się dziwne. Pomyślała sobie: „Ach, jak mi dziś jakoś nieswojo, a przecież tak lubię być u babci!” Zawołała:
— Dzień dobry!
Nikt jej nie odpowiedział. Podeszła więc do łóżka i odsunęła zasłonkę. Babcia leżała z czepkiem nasuniętym głęboko na twarz i wyglądała bardzo dziwnie.
— Babciu, a czemu masz takie wielkie uszy?
— Żeby cię lepiej słyszeć.
— Babciu, a czemu masz takie wielkie oczy?
— Żeby cię lepiej widzieć.
— Babciu, a czemu masz takie wielkie ręce?
— Żeby cię lepiej chwycić.
— Ale babciu, a czemu masz taką strasznie wielką paszczę?
— Żeby cię lepiej zjeść!
Ledwie wilk to powiedział, zerwał się z łóżka i połknął też biednego Czerwonego Kapturka.
Wilk był teraz tak najedzony i śpiący, że wrócił do łóżka, zasnął i zaczął głośno chrapać. Akurat w tej chwili obok domu przechodził myśliwy i pomyślał sobie: „Ale ta staruszka dziś chrapie. Sprawdzę, czy jej czegoś nie brakuje.” Wszedł do izby, a gdy podszedł do łóżka, zobaczył, że leży w nim wilk.
— A więc tu cię znalazłem, stary łotrze — powiedział — długo cię szukałem.
Chciał już unieść strzelbę, gdy przyszło mu do głowy, że wilk mógł połknąć babcię i że może jeszcze da się ją uratować. Nie strzelił więc, tylko wyjął nóż i ostrożnie rozciął brzuch śpiącego wilka, który niczego nie zauważył. Najpierw pokazał się czerwony czepeczek, potem wyskoczyła Czerwony Kapturek i zawołała:
— Ach, jak się przestraszyłam, jak tam było ciemno!
A zaraz potem wyszła też babcia, cała bez tchu, ale żywa.
Czerwony Kapturek pobiegła szybko po duże, ciężkie kamienie i napchała nimi brzuch wilka, póki jeszcze spał. Kiedy się obudził i chciał uciec, kamienie były tak ciężkie, że od razu upadł na ziemię i tam został, martwy i nieruchomy.
Uradowali się wtedy wszyscy troje. Myśliwy zabrał skórę wilka do domu, babcia zjadła ciasto i wypiła wino, które przyniosła jej Czerwony Kapturek, i szybko odzyskała siły. Czerwony Kapturek zaś pomyślała sobie: „Nigdy więcej w życiu nie zejdę z drogi i nie pobiegnę sama do lasu, skoro matka mi tego zabroniła.”
Opowiada się też, że innym razem, gdy Czerwony Kapturek znów niosła babci pieczywo, zaczepił ją inny wilk, który chciał sprowadzić ją z drogi. Ale Czerwony Kapturek była już ostrożna i szła prosto przed siebie. U babci opowiedziała:
— Spotkałam wilka, powiedział mi dzień dobry, ale patrzył na mnie tak groźnie. Gdyby droga nie była taka otwarta, na pewno by mnie zjadł.
— Chodź — powiedziała babcia — zamkniemy drzwi, żeby nie mógł tu wejść.
Niedługo potem ktoś rzeczywiście zapukał, a wilk zawołał:
— Otwórz, babciu, to ja, Czerwony Kapturek, przynoszę ci pieczywo.
Ale obie siedziały cicho i nie otworzyły drzwi. Wilk okrążył kilka razy dom, a w końcu wskoczył na dach. Chciał poczekać, aż wieczorem Czerwony Kapturek pójdzie do domu, żeby złapać ją w ciemności.
Babcia jednak domyśliła się jego planu. Przed domem stało wielkie kamienne koryto.
— Weź wiadro — powiedziała do Czerwonego Kapturka. — Wczoraj gotowałam kiełbasy, więc znieś tę wodę, w której się gotowały, do koryta.
Czerwony Kapturek nosiła wodę, aż koryto było pełne po brzegi. Zapach kiełbas doszedł aż do nosa wilka. Wciągał powietrze, wyciągał szyję coraz dalej nad krawędź dachu, aż w końcu się poślizgnął, spadł z dachu prosto do koryta i w nim utonął.
Czerwony Kapturek wróciła wesoło do domu, a od tego dnia nikt jej już nigdy nie skrzywdził.