
Piękna i Bestia
Jeanne-Marie Leprince de Beaumont
8 min czytania8–15 lat
Najmłodsza córka zrujnowanego kupca poświęca się dla ojca i zamieszkuje w zamku przerażającej, lecz dobrej Bestii, gdzie stopniowo odkrywa, że pod straszliwym wyglądem kryje się czułe serce. Gdy w końcu wyznaje jej miłość, zaklęcie pryska i Bestia zmienia się w księcia, z którym Piękna żyje odtąd długo i szczęśliwie.
Dawno, dawno temu żył pewien bogaty kupiec, który miał sześcioro dzieci: trzech synów i trzy córki. Był człowiekiem mądrym, więc każdemu z nich zapewnił jak najlepsze wykształcenie. Wszystkie córki były piękne, lecz najmłodsza zachwycała wszystkich najbardziej. Już jako małą dziewczynkę nazywano ją Pięknością i tak już zostało.
Dwie starsze siostry były dumne ze swego bogactwa. Całe dnie spędzały na balach i przechadzkach, a z młodszej siostry, która wolała czytać dobre książki, tylko się naśmiewały. Piękna odmawiała wszystkim, którzy się o nią starali, bo chciała jeszcze zostać przy ojcu.
Pewnego dnia spotkało ich wielkie nieszczęście: kupiec stracił cały majątek. Została mu tylko mała chatka na wsi, do której musiała się przenieść cała rodzina, aby żyć z pracy na roli. Starsze siostry z początku nie chciały opuszczać miasta, wierząc, że ich zalotnicy ożenią się z nimi mimo wszystko. Ci jednak, ledwie usłyszeli o biedzie rodziny, nie chcieli już nawet na nie spojrzeć. Ludzie mówili wtedy, że dumne siostry wcale nie zasługują na współczucie, ale Pięknej to naprawdę żal, bo była tak dobra dla biednych ludzi.
Sama Piękna nie płakała długo. Pomyślała, że łzy i tak nie zwrócą jej majątku, więc trzeba nauczyć się być szczęśliwą bez niego. Na wsi wstawała o świcie, żeby zająć się domem, a wieczorem grywała na klawesynie albo śpiewała przy przędzeniu wełny. Jej siostry za to nudziły się śmiertelnie i całymi dniami tęskniły za pięknymi sukniami.
Minął tak cały rok. Pewnego dnia kupiec dowiedział się, że jeden z jego okrętów, który uważał za stracony, właśnie zawinął do portu. Starsze córki, uszczęśliwione, prosiły, by przywiózł im suknie i klejnoty. Piękna nie prosiła o nic, a gdy ojciec nalegał, poprosiła tylko o jedną różę, bo w ich okolicy róże nie rosły.
Podróż jednak skończyła się źle: towar zabrano, a kupiec wrócił równie biedny jak przedtem. W drodze do domu zabłądził w lesie podczas śnieżycy. Wokół wyły wilki, a on myślał już, że nadeszła jego ostatnia godzina. Wtem w głębi długiej alei zobaczył światła oświetlonego zamku.
Schronił się w nim. Nie spotkał tam żywej duszy, lecz palił się dobry ogień, stół był nakryty, a łóżko czekało gotowe. Nazajutrz rano znalazł nawet nowy strój, dopasowany dokładnie na jego miarę. Wyszedłszy poszukać swojego konia, przeszedł pod pergolą pełną róż i przypomniał sobie obietnicę daną Pięknej. Zerwał więc jedną gałązkę.
W tej samej chwili, z okropnym łoskotem, zjawiła się przed nim Bestia tak straszna, że kupiec omal nie zemdlał.
— Jesteście bardzo niewdzięczni. Przyjęłam was pod swój dach, a wy w podzięce kradniecie mi róże, które kocham nade wszystko. Za to musicie umrzeć.
Kupiec padł na kolana i błagał o wybaczenie, tłumacząc, że różę chciał zawieźć córce.
— Wybaczę wam, ale pod jednym warunkiem: albo jedna z waszych córek zgodzi się przyjść tu i umrzeć zamiast was, albo przysięgnijcie, że sami wrócicie tu za trzy miesiące.
Kupiec przysiągł, mając jedynie nadzieję, że zdąży jeszcze uściskać swoje dzieci. Zanim go wypuściła, Bestia kazała mu napełnić wielką skrzynię złotem, aby jego dzieciom niczego nie brakowało.
Wrócił do domu zapłakany i opowiedział wszystko. Siostry oskarżyły Piękną, że to przez jej różę spadło na nich to nieszczęście. Lecz Piękna odpowiedziała spokojnie, że sama pójdzie do Bestii i z radością ocali ojca.
Bracia chcieli ruszyć walczyć z potworem, ale ojciec ich powstrzymał, bo moc Bestii była zbyt wielka. Nic nie zdołało zmienić postanowienia Pięknej. Wyruszyła z ojcem bez jednej łzy, żeby nie pogłębiać jego smutku.
Wieczorem dotarli do rozświetlonego zamku. Czekała tam kolacja nakryta dla dwojga. Wkrótce rozległ się głośny łoskot: to szła Bestia. Piękna zadrżała, lecz stała prosto.
— Czy przyszliście tu z własnej woli?
— Tak, przyszłam z własnej woli — odpowiedziała, choć głos jej lekko drżał.
— Jesteście dobrą duszą. Wy, dobry człowieku, odjedźcie jutro rano i nigdy tu nie wracajcie. Żegnaj, Piękna.
— Żegnaj, Bestio — odpowiedziała łagodnie.
Tej nocy we śnie ukazała się Pięknej piękna pani i powiedziała jej, że cieszy się z jej dobrego serca i że ten szlachetny czyn nie pozostanie bez nagrody.
Nazajutrz ojciec musiał odjechać sam, ze złamanym sercem. Piękna została sama w zamku i odkryła komnatę oznaczoną swoim imieniem, pełną książek, instrumentów muzycznych i wszystkiego, co lubiła. W bibliotece, w złotych literach, widniał napis: „Życz sobie, rozkazuj: jesteś tu panią i królową”. Westchnęła, że pragnie tylko jednego, znów zobaczyć ojca. I wtedy w wielkim lustrze ujrzała rodzinny dom oraz ojca wracającego ze smutną twarzą.
Każdego wieczoru, punktualnie o dziewiątej, Bestia przychodziła dotrzymać jej towarzystwa przy kolacji. Rozmawiała rozsądnie, bez polotu, lecz zawsze z dobrocią. Powoli Piękna przywykła do jej strasznego wyglądu i sama zaczęła czekać na tę godzinę.
Jedno tylko ją smuciło: każdego wieczoru, nim odeszła, Bestia pytała ją tymi samymi słowami:
— Piękna, czy zostaniesz moją żoną?
I za każdym razem odpowiadała łagodnie, lecz stanowczo:
— Nie, Bestio.
Wtedy potwór wzdychał tak ciężko, że cały zamek zdawał się drżeć, i odchodził smutny, oglądając się jeszcze wiele razy. Piękna myślała sobie, że wielka szkoda, iż jest tak brzydka, skoro ma tak dobre serce.
Minęły trzy miesiące. Pewnego dnia Piękna zobaczyła w lustrze, że ojciec choruje z tęsknoty za nią. Poprosiła Bestię, by pozwoliła jej go odwiedzić.
— Wolę umrzeć, niż sprawić ci ból. Pozwalam ci odjechać. Obiecaj mi jednak, że wrócisz za osiem dni. Gdy zechcesz wrócić, połóż wieczorem swój pierścień na stole, a rano znajdziesz się tutaj.
Nazajutrz Piękna obudziła się w domu ojca, który płakał ze szczęścia, widząc ją znowu. Siostry, tymczasem wydane za mąż, lecz bardzo nieszczęśliwe w małżeństwie, ujrzały ją przybywającą, wystrojoną jak księżniczka, i zazdrość zżerała je bardziej niż kiedykolwiek. Wymyśliły podstęp: zatrzymać ją dłużej niż osiem dni, licząc, że Bestia, wściekła zdradą, wreszcie ją pożre. Otoczyły ją udawaną czułością, a wzruszona Piękna obiecała zostać jeszcze tydzień dłużej.
Lecz dziesiątej nocy przyśniło jej się, że Bestia leży w trawie w ogrodzie, konająca, i wyrzuca jej nieobecność. Piękna zbudziła się we łzach. Pomyślała, że jest okrutna, skoro sprawia ból tak dobremu stworzeniu. To nie uroda ani błyskotliwość czynią szczęśliwym, lecz dobroć serca, a Bestia miała jej tak wiele. Sądziła, że nie czuje do niej miłości, lecz teraz wiedziała już, że nie mogłaby bez niej żyć.
Położyła pierścień na stole i zasnęła. Rano obudziła się w zamku. Lecz wieczorem, gdy wybiła dziewiąta, Bestia się nie zjawiła. Zaniepokojona, Piękna biegała po całym pałacu, aż przypomniała sobie swój sen i pobiegła nad kanał w ogrodzie. Znalazła tam Bestię leżącą bez sił, jakby martwą.
Rzuciła się przy niej bez cienia odrazy, a wyczuwając, że serce jeszcze bije, polała jej czoło wodą. Bestia otworzyła oczy.
— Zapomniałaś o swojej obietnicy. Żal po twojej stracie odebrał mi apetyt. Ale umieram spokojna, bo widzę cię jeszcze raz.
— Nie, droga Bestio, ty nie umrzesz — powiedziała Piękna przez łzy. — Będziesz żyła i zostaniesz moim mężem. Daję ci swoją rękę, będę twoja na zawsze. Myślałam, że czuję dla ciebie tylko przyjaźń, lecz ból, który teraz czuję, dowodzi, że cię kocham.
Ledwie wypowiedziała te słowa, zamek rozbłysnął tysiącem świateł, a w powietrzu popłynęła radosna muzyka. Piękna odwróciła się do Bestii, lecz w jej miejscu, u swoich stóp, ujrzała księcia piękniejszego niż dzień.
— Gdzie jest Bestia? — zapytała zdumiona.
— Widzisz ją przed sobą — odpowiedział książę. — Zła wróżka skazała mnie na tę postać, dopóki jakaś dziewczyna nie zgodzi się mnie poślubić, i zabroniła mi okazywać mój rozum. Tylko ty, dzięki swojej dobroci, potrafiłaś dostrzec coś więcej niż wygląd.
Poszli razem do wielkiej sali, gdzie Piękna z radością odnalazła ojca i całą rodzinę, przeniesionych tam przez wróżkę ze snu. Ta sama wróżka, wspaniała, jaśniejąca pani, zwróciła się do Pięknej i powiedziała, że skoro przedłożyła dobroć nad urodę i błyskotliwość, zasługuje, by odnaleźć wszystkie trzy naraz w jednym sercu, dlatego zostanie królową.
Potem zwróciła się do zazdrosnych sióstr i powiedziała, że zna złość ich serc. Zamieniła je w kamienne posągi, które miały stanąć przy bramie pałacu Pięknej, aby patrzeć na jej szczęście, same nie mogąc go zaznać. Miały odzyskać dawną postać dopiero w dniu, w którym uznają swoje winy, lecz wróżka obawiała się, że ten dzień może nigdy nie nadejść.
Jednym skinieniem różdżki przeniosła wszystkich do królestwa księcia. Lud powitał swojego władcę okrzykami radości, a książę poślubił Piękną. Żyli potem razem długo i szczęśliwie, bo ich szczęście opierało się na dobroci serca.