Przejdź do treści
Dwa maleńkie bose skrzaty szyją przy świecy małe buciki na warsztacie szewca pełnym skóry i narzędzi.

Krasnoludki i szewc

Bracia Grimm

3 min czytaniaod 3 lat

Ubogi szewc wykrawa wieczorem skórę, a rano znajduje buty uszyte tak mistrzowsko, że kupcy płacą więcej niż zwykle. W podzięce szewc z żoną szyją ubranka i buciki dwóm małym ludkom, a te przeskakują krzesła i ławy, wybiegają za drzwi i nigdy nie wracają, a szewcowi wiedzie się dobrze do końca życia.


Był sobie szewc, który bez własnej winy zubożał tak bardzo, że została mu w końcu skóra już tylko na jedną jedyną parę butów.

Wieczorem wykroił z niej cholewki i podeszwy, żeby rano zabrać się do szycia. Sumienie miał czyste, więc położył się spokojnie, zmówił pacierz i zasnął.

Rano odmówił modlitwę i usiadł przy warsztacie. Na stole stały gotowe buty. Aż przetarł oczy.

Wziął je do ręki i obejrzał z bliska. Ani jeden ścieg nie był krzywy. Robota była taka, jakby wyszła spod ręki mistrza nad mistrzami.

Szewc w skórzanym fartuchu trzyma w obu rękach parę gotowych butów i ogląda je szeroko otwartymi oczami, obok młotek i skrawki skóry, za oknem ranek.

Jeszcze przed południem zajrzał do warsztatu kupiec. Buty tak mu się spodobały, że zapłacił więcej niż zwykle, a szewc kupił za te pieniądze skóry na dwie pary.

Wykroił je wieczorem i postanowił, że rano weźmie się do pracy ze świeżym zapałem. Nie zdążył. Kiedy wstał, obie pary stały gotowe na stole.

Kupców nie brakowało i tym razem. Dali mu tyle, że starczyło na skórę na cztery pary. Nazajutrz wczesnym rankiem znalazł i te cztery uszyte.

I tak szło dalej dzień po dniu: co wieczorem wykroił, to nad ranem było gotowe. Wkrótce znów uczciwie zarabiał na życie, a z czasem stał się człowiekiem zamożnym.

Pewnego wieczoru, niedługo przed Bożym Narodzeniem, kiedy szewc znów wykroił robotę, powiedział do żony przed snem:

— A gdybyśmy tak tej nocy nie kładli się spać i zobaczyli, kto nam tak pomaga?

Żona zgodziła się chętnie i zapaliła świecę. Potem oboje schowali się w kącie izby, za ubraniami wiszącymi na kołkach, i czekali.

O północy zjawiły się dwa małe krasnoludki, zgrabne, obdarte i bose. Usiadły przy szewskim stole, wzięły całą wykrojoną robotę i zabrały się do niej.

Paluszki tylko im się migały. Krasnoludki kłuły, szyły, stukały młoteczkiem tak szybko, że szewc ze zdumienia nie mógł oderwać od nich oczu.

Szewc i żona wyglądają zza płaszczy wiszących na drążku, a po drugiej stronie stołu, przy świecy, dwa bose ludki zszywają brązowe buciki.

Ludki nie przerwały pracy ani na chwilę, dopóki wszystko nie było skończone i nie stało równiutko na stole. Wtedy zeskoczyły z ławy i wybiegły.

Następnego ranka żona powiedziała:

— Te małe ludki nas wzbogaciły. Powinniśmy im się jakoś odwdzięczyć. Biegają po nocy bose i obdarte, pewnie marzną. Wiesz co? Uszyję im koszulki, kamizelki i spodenki, a do tego zrobię na drutach po parze pończoch. A ty zrób każdemu buciki.

— Bardzo chętnie — odpowiedział szewc.

Szyli i stukali cały dzień. Wieczorem ułożyli podarunki na stole, tam gdzie zwykle leżała wykrojona skóra, i znów schowali się za ubraniami, żeby zobaczyć, co też ludki na to powiedzą.

O północy przybiegły i chciały od razu siadać do pracy. Ale zamiast skóry znalazły śliczne ubranka. Najpierw zdziwiły się bardzo, a potem ucieszyły tak, że aż zabrakło im słów.

W mgnieniu oka się ubrały, wygładziły na sobie piękne rzeczy i zaśpiewały:

Jacy z nas chłopcy gładcy i mili!Już nie będziem szewcować ani chwili!

Potem tańczyły i skakały przez krzesła i przez ławy. W końcu tanecznym krokiem wybiegły za drzwi i zniknęły w nocy.

Dwa wesołe ludki w koszulach, kamizelkach, spodenkach, pończochach i bucikach skaczą: jeden nad przechylonym krzesłem i ławą, drugi przez otwarte drzwi w noc.

Już nigdy nie wróciły. Szewcowi zaś wiodło się dobrze do końca życia i udawało mu się wszystko, czego się tknął.

Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Kinder- und Hausmärchen (otwiera się w nowym oknie)Licencja: Domena publiczna