Przejdź do treści
Talerie
Krasnoludki i szewc

Krasnoludki i szewc

Brüder Grimm

3 min czytania5–10 lat

Ubogi, ale uczciwy szewc budzi się każdego ranka i znajduje na stole gotowe, misternie uszyte buty, choć nie wie, kto mu pomaga. Gdy razem z żoną odkrywają w nocy dwoje krasnoludków i w podzięce szyją im maleńkie ubranka, wdzięczne stworzonka tańczą z radości i odchodzą na zawsze, zostawiając szewcowi szczęście na resztę życia.


Dawno, dawno temu żył sobie pewien szewc, uczciwy i pracowity, który bez własnej winy zubożał tak bardzo, że zostało mu już tylko tyle skóry, ile trzeba na jedną parę butów. Pewnego wieczoru wykroił ją starannie, bo nazajutrz rano zamierzał wziąć się do szycia. Miał czyste sumienie, więc położył się spokojnie do łóżka, zawierzył dobremu Bogu i zasnął.

Rano odmówił modlitwę i usiadł do pracy, lecz na stole czekały już gotowe buty, uszyte od początku do końca. Szewc patrzył na nie ze zdumieniem i nie wiedział, co ma o tym myśleć. Wziął je do ręki, żeby przyjrzeć się im dokładnie: każdy ścieg był tak równy i pewny, jakby to było prawdziwe mistrzowskie dzieło. Niedługo potem wszedł do warsztatu klient i tak mu się buty spodobały, że zapłacił za nie więcej niż zwykle. Za te pieniądze szewc kupił skóry na dwie pary butów.

Wieczorem wykroił skórę i myślał, że rano znowu zabierze się do roboty od samego początku. Nie musiał jednak, bo kiedy wstał, buty czekały już gotowe. Kupcy też nie kazali długo na siebie czekać: zapłacili mu tyle, że starczyło na skórę na cztery pary. I znów rano wszystkie cztery pary stały gotowe na stole. Tak już zostało: co wieczorem wykrawał, to rano było uszyte, ścieg w ścieg. Szewcowi zaczęło się dobrze powodzić, aż w końcu stał się człowiekiem zamożnym.

Pewnego wieczoru, niedługo przed Bożym Narodzeniem, szewc jak zwykle wykroił skórę na nowe buty. Zanim położył się spać, powiedział do żony: — A gdybyśmy tej nocy nie spali i zobaczyli, kto nam tak pomaga?

Żona chętnie się zgodziła. Zapaliła świecę, oboje schowali się w kącie izby za wiszącymi tam ubraniami i czekali cicho.

O północy do izby weszły dwa maleńkie, nagie, urocze ludziki. Usiadły przy stole szewca, wzięły wykrojoną skórę i zaczęły szyć tak zręcznie i szybko małymi paluszkami, że szewc nie mógł oderwać od nich oczu ze zdumienia. Pracowały bez przerwy, dopóki wszystko nie było gotowe, a potem czym prędzej wyskoczyły za drzwi.

Nazajutrz rano żona powiedziała: — Te krasnoludki uczyniły nas bogatymi, powinniśmy im się jakoś odwdzięczyć. Biegają tak bez ubrania i pewnie marzną. Wiesz co? Uszyję im koszulki, kubraczki, kaftaniki i spodenki, i zrobię na drutach po parze pończoszek, a ty zrób dla każdego po parze małych bucików.

Mąż odpowiedział: — Z chęcią to zrobię.

Kiedy wieczorem wszystko było gotowe, położyli na stole prezenty zamiast wykrojonej skóry i znowu się schowali, żeby zobaczyć, co powiedzą na to krasnoludki.

O północy przybiegły jak zwykle i chciały od razu zabrać się do pracy. Kiedy jednak zamiast skóry znalazły śliczne ubranka, najpierw bardzo się zdziwiły, a potem ucieszyły się ogromnie. Ubrały się błyskawicznie, wygładziły na sobie piękne stroje i zaśpiewały:

„Czyż nie jesteśmy chłopcy, gładcy i mili? Po cóż byśmy jeszcze szewcami byli!”

Potem podskakiwały, tańczyły, przeskakiwały przez krzesła i ławki, aż w końcu wytańczyły przez drzwi na dwór. Od tej pory już nigdy nie wróciły. Szewcowi zaś powodziło się dobrze do końca życia, a wszystko, czego się dotknął, udawało mu się jak najlepiej.