Przejdź do treści
We wnętrzu ubogiej chaty gospodarz z żoną stawiają jedzenie przed dwoma wędrowcami, a naczynie z miodem przelewa się przez brzeg.

Piast Kołodziej

Lucjan Siemieński

3 min czytaniaod 5 lat

Ubogi Piast z Kruszwicy ugaszcza dwóch pielgrzymów odprawionych z książęcego dworu, a potem karmi tłum ze swojej maleńkiej spiżarni, w której jedzenia wciąż przybywa. Możni uznają, że to Bóg dał im go za pana, więc starszyzna prowadzi Piasta na zamek w siermiędze i łapciach z łyka.


Dawno temu, kiedy panował jeszcze książę Popiel, żył w Kruszwicy człowiek imieniem Piast. Był krępy, barczysty i już niemłody. Utrzymywał się z małego kawałka pola i z barci, czyli leśnych uli, w których hodował pszczoły.

Piast był człowiekiem prostym, ale sprawiedliwym i dobrym. Choć sam miał niewiele, chętnie wspierał biednych, a każdego gościa przyjmował z szacunkiem. Jego żona, Rzepicha, była taka sama jak on.

Kiedy ich jedyny syn trochę podrósł, przyszedł czas na postrzyżyny. Tak nazywano dawną uroczystość, podczas której chłopcu po raz pierwszy obcinano włosy i nadawano mu imię. Piast zabił na ucztę wieprza, przygotował całą kadź miodu pitnego i zaprosił przyjaciół.

Zanim jednak nadszedł ten dzień, do jego chaty zapukało dwóch nieznajomych młodzieńców w pielgrzymich płaszczach. Chwilę wcześniej odprawiono ich z kwitkiem z książęcego dworu.

Piast serdecznie zaprosił ich do środka. Nakrył do stołu i postawił przed nimi to, co odłożył na postrzyżyny syna: pieczone mięso i miód.

Brodaty mężczyzna w lnianej koszuli otwiera drewniane drzwi chaty, z wnętrza bije blask ognia, a przed progiem stoją dwaj młodzieńcy w łatanych płaszczach.

Wtedy stało się coś dziwnego. Mięsa, zamiast ubywać, przybywało, a miód wzbierał w kadzi, aż przelał się przez brzegi.

Goście poradzili Piastowi, żeby pożyczył od sąsiadów więcej naczyń. Przelał do nich miód, a potem, znowu za radą gości, zaprosił na ucztę nie tylko sąsiadów i przyjaciół, lecz także samego księcia z całym dworem. W tamtych czasach panowie nie wywyższali się jeszcze tak jak później, więc takie zaproszenie nikogo nie dziwiło.

W dniu uczty obaj pielgrzymi wrócili. Do chaty Piasta zjechało się mnóstwo ludzi, a wielu z nich było tak głodnych, że ledwo trzymali się na nogach.

Na polecenie gości Piast karmił wszystkich ze swojej maleńkiej spiżarni. Ile kto nabrał, tyle w tej samej chwili znów przybywało, więc jedzenia starczyło dla każdego.

Brodaty gospodarz sięga po bochny chleba i płaty mięsa piętrzące się w skrzyni, a w otwartych drzwiach tłoczą się zdumieni sąsiedzi, kobiety i dzieci.

Wieść o tym cudzie szybko się rozeszła. Wszyscy zawołali jednym głosem, że Piasta nie wybrali ludzie, tylko sam Bóg dał go im za pana.

Zaraz do jego chaty zbiegło się wielu możnych panów. Prosili go i nalegali, żeby wziął w swoje ręce kraj, któremu działo się coraz gorzej, i podniósł go z upadku. Piast jednak odmawiał.

Dał się przekonać dopiero wtedy, gdy pozwolili mu na to jego dwaj goście. Starszyzna poprowadziła go na zamek tak, jak stał: w prostej chłopskiej siermiędze i w łapciach z łyka.

Brodaty mężczyzna w długiej, szorstkiej siermiędze przepasanej rzemieniem wchodzi przez drewnianą bramę grodu, obok idą siwobrodzi starcy, płoną dwie pochodnie.

A pielgrzymi, kiedy spełnili to, po co przyszli, zniknęli bez śladu. Mówiono potem, że byli to aniołowie Boży. Przyszli nagrodzić Piasta za dobroć i szczodrość, choć był jeszcze poganinem.

Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie (otwiera się w nowym oknie)Licencja: Domena publiczna