
Dziewczynka z zapałkami
3 min czytaniaod 6 lattalerie.com/pl/bajki/dziewczynka-z-zapalkami
W ostatni wieczór starego roku bosa dziewczynka nie sprzedaje ani jednej zapałki i kuli się z zimna w kącie między dwoma domami. W blasku kolejnych płomyków stają przed nią piec, gęś i choinka, aż babcia bierze ją na ręce, a rankiem dziewczynka siedzi zamarznięta przy murze, z uśmiechem na ustach.
Był ostatni wieczór roku. Padał śnieg, robiło się ciemno, a mróz szczypał w policzki.
Ulicą szła mała dziewczynka z gołą głową i bosymi stopami. Wychodząc z domu, miała pantofle, ale po matce i o wiele za duże.
Zgubiła je, uciekając przed dwoma pędzącymi powozami. Jednego nie znalazła już wcale, a drugi porwał jakiś chłopiec i uciekł z nim.
Szła więc boso, a stopy miała czerwone i sine z zimna. W fartuszku niosła zapałki, a jedną wiązkę trzymała w dłoni. Przez cały dzień nikt niczego od niej nie kupił.
Śnieg osiadał na jej jasnych lokach, ale ona wcale o tym nie myślała. Z okien biło światło i pachniało pieczoną gęsią: był przecież sylwester.
W kącie między dwoma domami usiadła i skuliła się. Podciągnęła pod siebie zmarznięte nogi, ale zrobiło jej się jeszcze zimniej.
Do domu wracać nie śmiała. Nie sprzedała ani jednej zapałki, a ojciec czekał na pieniądze i byłby na nią zły. Zresztą i w domu było zimno, bo wiatr gwizdał przez szpary w dachu.
Ręce miała już prawie zdrętwiałe. „Gdybym tak wyjęła jedną zapałkę”, pomyślała, „potarła ją o mur i ogrzała palce”.
Wyjęła jedną. Trzask! Jak zaiskrzyła, jak zapłonęła! Płomień był ciepły i jasny niczym maleńka świeczka.
Wydało jej się, że siedzi przed wielkim żelaznym piecem na mosiężnych nóżkach. Ogień buzował tak miło, że wyciągnęła nogi, żeby je także ogrzać. Wtedy płomyk zgasł i został jej w dłoni tylko wypalony patyczek.
Potarła drugą zapałkę. Blask padł na mur, a ten zrobił się przejrzysty jak firanka i dziewczynka zajrzała do środka.
Na białym obrusie lśniła porcelana, a pośrodku parowała gęś nadziewana jabłkami i śliwkami. I nagle gęś zeskoczyła z półmiska i, kołysząc się, poczłapała po podłodze prosto do niej.

Zapałka zgasła i został tylko gruby, wilgotny mur.
Zapaliła następną i nagle siedziała pod choinką większą i piękniejszą niż ta, którą widziała przez szklane drzwi u bogatego kupca. Na zielonych gałązkach paliły się tysiące światełek.
Wyciągnęła do nich ręce, ale zapałka zgasła. Światełka uniosły się wysoko i stały się gwiazdami na niebie. Jedna z nich spadła i zostawiła za sobą długą ognistą smugę.

„Ktoś teraz odchodzi”, pomyślała dziewczynka. Tak mówiła jej babcia, jedyna, która ją kochała, a której już nie było: kiedy spada gwiazda, czyjaś dusza wznosi się do Boga.
Potarła jeszcze jedną zapałkę. Zrobiło się jasno, a w tym blasku stanęła babcia, łagodna i pogodna.
— Babciu! — zawołała dziewczynka. — Weź mnie ze sobą! Wiem, że odejdziesz, kiedy zapałka zgaśnie, tak jak zniknął ciepły piec i pieczona gęś, i piękna choinka.
Szybko potarła całą wiązkę zapałek, bo chciała zatrzymać babcię przy sobie. Rozbłysły takim światłem, że zrobiło się jaśniej niż w biały dzień.
Babcia nigdy jeszcze nie była tak piękna. Wzięła dziewczynkę na ręce i obie uniosły się w blasku wysoko ponad ziemię, tam, gdzie nie ma już ani zimna, ani głodu, ani strachu. I były u Boga.

A rankiem w kącie przy murze siedziała mała dziewczynka z rumianymi policzkami i uśmiechem na ustach. Zamarzła w ostatni wieczór starego roku.
Nad miastem wzeszło słońce nowego roku. Ludzie widzieli tylko wypalone zapałki i mówili, że chciała się ogrzać.
Nikt nie domyślał się, jakie piękne rzeczy zobaczyła i w jakim blasku weszła razem z babcią w nowy rok.
Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Sämmtliche Märchen (otwiera się w nowym oknie)Licencja: Domena publicznaTen tekst możesz kopiować, zmieniać i wykorzystywać dowolnie. Link do Talerie nas ucieszy, ale nie jest wymagany.CC0 1.0 (otwiera się w nowym oknie)

