Przejdź do treści
Dziewczyna w jaskrawoczerwonych bucikach tańczy bez końca na skraju ciemnego lasu w blasku księżyca i nie może przestać.

Czerwone trzewiczki

Hans Christian Andersen

7 min czytaniaod 8 lat

Karen tak kocha swoje czerwone trzewiczki, że wkłada je nawet do kościoła, a wtedy buty zaczynają tańczyć same i niosą ją przez pola i ciemny las. Kat odrąbuje jej stopy razem z trzewiczkami, a gdy anioł rozsuwa ściany izdebki, Karen siedzi w kościele, słucha organów, a jej serce napełnia się słońcem, aż pęka.


Była sobie raz mała dziewczynka, drobna i ładna. Latem chodziła boso, bo była biedna, a zimą w wielkich drewniakach, od których stopy czerwieniały jej po kostki.

We wsi mieszkała stara szewcowa i uszyła ze skrawków czerwonego sukna parę niezgrabnych, ale zrobionych z dobrego serca trzewiczków dla tej dziewczynki. Na imię jej było Karen.

Dostała je w dniu, w którym chowano jej matkę. Nie były to buty na żałobę, ale innych nie miała, więc szła w nich za ubogą trumną.

Wtedy nadjechał stary powóz, a w nim stara pani. Zrobiło jej się żal dziewczynki i powiedziała do pastora:

— Oddajcie mi to dziecko, a ja się nim zaopiekuję.

Karen myślała, że stało się tak dzięki czerwonym trzewiczkom, ale stara pani uznała je za szkaradne i kazała spalić. Karen uczyła się czytać i szyć, a ludzie mówili, że jest miła. Lustro mówiło, że jest piękna.

Pewnego razu jechała przez kraj królowa z małą córką, prawdziwą królewną, i ludzie ściągnęli pod zamek, a wśród nich Karen. Królewna stała w oknie, bez trenu i korony, ale w czerwonych trzewiczkach ładniejszych niż te od szewcowej. Nic na świecie nie może się równać z czerwonymi trzewiczkami.

Karen podrosła na tyle, że miała iść do konfirmacji. Bogaty szewc z miasta wziął miarę z jej stopy w izbie, gdzie w szklanych szafach stały śliczne trzewiki. Stara pani widziała słabo. Pośród butów była para czerwonych, takich samych, jakie nosiła królewna: szyto je dla hrabiowskiej córki, ale nie pasowały.

— To chyba lakierowana skóra? — spytała stara pani. — Tak się świecą.

— Tak, świecą się — powiedziała Karen.

Trzewiczki pasowały i zostały kupione. Stara pani nie wiedziała, że są czerwone, bo nigdy nie pozwoliłaby w nich iść do konfirmacji. A Karen poszła.

Wszyscy patrzyli na jej stopy, a jej się zdawało, że wpatrują się w nie nawet stare portrety pastorów na ścianach. Myślała tylko o czerwonych trzewiczkach, gdy pastor mówił o przymierzu z Bogiem, i tylko o nich, gdy grały organy i śpiewały dziecięce głosy.

Po południu stara pani dowiedziała się, że buty były czerwone, i powiedziała, że tak nie wypada: odtąd Karen ma chodzić do kościoła w czarnych.

W następną niedzielę była komunia. Karen popatrzyła na czarne trzewiki, popatrzyła na czerwone, popatrzyła jeszcze raz i włożyła czerwone.

Szły ze starą panią ścieżką przez zboże. Przy drzwiach kościoła stał stary żołnierz o kuli, z długą brodą, bardziej rudą niż siwą. Spytał starą panią, czy może otrzeć jej buty, a Karen też wysunęła stopę.

Zgarbiony starzec o rudej brodzie, wsparty na kuli, sięga ręką do czerwonego trzewiczka dziewczyny w drzwiach kościoła, a obok patrzy staruszka w futrze.

— Patrzcie, jakie śliczne trzewiczki do tańca! — powiedział żołnierz. — Trzymajcie się mocno, kiedy będziecie tańczyć!

I klepnął w podeszwy. Stara pani dała mu jałmużnę i weszły do kościoła.

Wszyscy patrzyli na czerwone trzewiczki, patrzyły na nie i obrazy. Kiedy Karen klęczała przed ołtarzem ze złotym kielichem przy ustach, zdawało jej się, że trzewiczki pływają w winie. Zapomniała psalmu i Ojcze nasz.

Potem stara pani wsiadła do powozu, a Karen podniosła nogę, żeby wsiąść za nią. Wtedy stary żołnierz powiedział:

— Patrzcie, jakie śliczne trzewiczki do tańca!

Karen nie mogła się powstrzymać. Zrobiła kilka tanecznych kroków i nogi tańczyły dalej same, jakby trzewiczki dostały nad nią władzę. Woźnica musiał biec za nią wokół kościoła i wsadzić ją do powozu, ale stopy tańczyły i kopały dobrą starą panią. Uspokoiły się dopiero, gdy ściągnięto jej trzewiczki.

W domu schowano je do szafy, ale Karen wciąż na nie patrzyła.

Wkrótce stara pani zachorowała i mówiono, że już nie wstanie. Trzeba było przy niej czuwać, a nikomu nie wypadało to bardziej niż Karen, ale w mieście był wielki bal. Karen popatrzyła na czerwone trzewiczki, pomyślała, że nie ma w tym grzechu, włożyła je i poszła tańczyć.

Ale kiedy chciała w prawo, trzewiczki tańczyły w lewo, a kiedy chciała w głąb sali, tańczyły ku drzwiom i w dół, po schodach, przez ulicę i za bramę miasta, prosto w ciemny las.

W sali balowej pełnej świec dziewczyna z rozłożonymi rękami wiruje przerażona ku ciemnym drzwiom, a goście cofają się przed jej żarzącymi się trzewiczkami.

Coś zaświeciło w górze między drzewami. Myślała, że to księżyc, ale to była twarz starego żołnierza z rudą brodą. Kiwał głową i mówił:

— Patrzcie, jakie śliczne trzewiczki do tańca!

Przelękła się i chciała zrzucić trzewiczki, ale przyrosły jej do stóp. Tańczyła przez pola i łąki, w deszczu i w słońcu, w dzień i w nocy, a najstraszniej było nocą.

Wtańczyła na cmentarz, ale umarli nie tańczyli, mieli lepsze rzeczy do roboty. Chciała usiąść na grobie biedaka, lecz dla niej nie było odpoczynku. A gdy tańczyła w stronę otwartych drzwi kościoła, stanął w nich anioł w białej szacie, ze skrzydłami do samej ziemi. Twarz miał surową, a w ręku lśniący miecz.

Nocą w bramie kościoła stoi anioł w bieli ze skrzydłami do ziemi, trzymający oburącz wzniesiony miecz, a dziewczyna tańczy tuż obok, wśród grobów.

— Będziesz tańczyć — powiedział — tańczyć w swoich czerwonych trzewiczkach, aż zbledniesz i zziębniesz! Będziesz tańczyć od drzwi do drzwi, a tam, gdzie mieszkają dumne i próżne dzieci, zapukasz, żeby cię usłyszały i przestraszyły się! Będziesz tańczyć, tańczyć!

— Zmiłuj się! — zawołała Karen.

Nie usłyszała, co anioł odpowiedział, bo trzewiczki poniosły ją na pole i wciąż musiała tańczyć.

Pewnego ranka tańczyła obok drzwi, które dobrze znała. W środku śpiewano psalmy, a na zewnątrz wynoszono trumnę w kwiatach. Wtedy poznała, że stara pani umarła, i poczuła się przez wszystkich opuszczona.

Tańczyła w ciemną noc, przez ciernie i pnie, aż przetańczyła wrzosowisko do samotnego domu, w którym mieszkał kat. Zapukała palcami w szybę i zawołała:

— Wyjdź! Wyjdź! Nie mogę wejść, bo muszę tańczyć!

A kat odpowiedział:

— Chyba nie wiesz, kim jestem. Ścinam głowy złym ludziom i słyszę, że mój topór już dzwoni.

— Nie ścinaj mi głowy — powiedziała Karen — bo wtedy nie zdążę odpokutować za swój grzech! Odrąb mi stopy razem z czerwonymi trzewiczkami!

Wyznała mu całą swoją winę, a kat zrobił, o co prosiła. Czerwone trzewiczki odtańczyły z jej stopami przez pole, w głąb ciemnego lasu.

Kat wystrugał jej drewniane stopy i kule i nauczył ją psalmu, który śpiewają grzesznicy. Ucałowała rękę, która trzymała topór, i odeszła przez wrzosowisko.

— Dosyć się już nacierpiałam za czerwone trzewiczki — powiedziała. — Teraz pójdę do kościoła, żeby mnie zobaczyli.

Poszła szybko, ale gdy doszła do drzwi, czerwone trzewiczki zatańczyły przed nią. Przelękła się i zawróciła.

Cały tydzień wylewała gorzkie łzy, a gdy przyszła niedziela, powiedziała sobie:

— Dosyć już cierpiałam i walczyłam. Chyba jestem tak samo dobra jak niejeden z tych, którzy siedzą w kościele i zadzierają nosa.

I poszła odważnie, ale doszła tylko do cmentarnej furtki. Znowu zobaczyła przed sobą tańczące trzewiczki, zawróciła i z całego serca żałowała za swój grzech.

Poszła na plebanię i poprosiła o służbę bez zapłaty, byle mieć dach nad głową i być wśród dobrych ludzi. Pastorowa ulitowała się i wzięła ją do siebie. Karen słuchała cicho, kiedy pastor czytał wieczorami z Biblii, a gdy dzieci mówiły o strojach i urodzie, kręciła głową.

W następną niedzielę pytali, czy pójdzie z nimi do kościoła, a ona spojrzała ze łzami na swoje kule. Inni poszli, a ona została w ciasnej izdebce z modlitewnikiem. Wiatr przyniósł jej od kościoła dźwięki organów, więc podniosła zapłakaną twarz i powiedziała:

— Boże, pomóż mi!

Wtedy zaświeciło jasne słońce i stanął przed nią anioł Boży, ten sam, którego widziała przy drzwiach kościoła. Nie trzymał już miecza, tylko zieloną gałąź pełną róż. Dotknął nią sufitu, a ten podniósł się wysoko i zabłysła na nim złota gwiazda. Dotknął ścian i ściany się rozstąpiły. Karen zobaczyła grające organy i ludzi w ławkach: kościół sam przyszedł do biednej dziewczyny, a może to ona przyszła do niego. Siedziała z domownikami pastora, a kiedy skończyli psalm, skinęli jej i powiedzieli:

— Dobrze, że przyszłaś, Karen.

— To była łaska — odpowiedziała.

Jasnowłosy anioł z gałęzią róż dotyka ściany ubogiej izby, a ta otwiera się na słoneczny kościół, gdzie dziewczyna siedzi w ławce i patrzy w górę.

Organy grały, a dziecięce głosy brzmiały miękko i słodko. Ciepłe słońce wpadało przez okno prosto do jej ławki. Jej serce napełniło się tym słońcem, spokojem i radością tak bardzo, że pękło. Dusza poleciała po promieniach do Boga, a tam nikt już nie pytał o czerwone trzewiczki.

Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Sämmtliche Märchen (otwiera się w nowym oknie)Licencja: Domena publiczna

Podobne bajki

Kopciuszek

8 min czytaniaod 6 lat

Pinokio

15 min czytaniaod 6 lat

Roszpunka

5 min czytaniaod 6 lat

O tej bajce

„Czerwone trzewiczki” to baśń Hansa Christiana Andersena, którą sam wymyślił i napisał, a nie zapisał z ludowej tradycji. Duński tekst pod tytułem „De røde Skoe” ukazał się 7 kwietnia 1845 roku w zeszycie „Nye Eventyr. Tredie Samling”, razem z czterema innymi baśniami Andersena.

Nie korzystaliśmy z polskiego przekładu. Podstawą naszej opowieści jest niemieckie wydanie „Sämmtliche Märchen” z Lipska. Trzyma się ono Andersena bardzo wiernie i odchodzi od niego tylko w paru drobiazgach. Z tego wydania powstały obie nasze wersje baśni: „Łagodniejsza” jest krótsza, a w „Oryginalnej” zostało więcej szczegółów.

Duński tekst Andersena a niemieckie wydanie, na którym się opieramy

Andersen, tekst duńskiWydanie niemieckie (Lipsk)
Imię dziewczynkiKarentak samo
Broda żołnierzabardziej ruda niż siwa, bo była rudatylko: bardziej ruda niż siwa
Przed balemKaren patrzy na starą panią, która i tak umrzebez tego zdania
Grób biedakagorzki wrotyczgorzka paproć
Rozmowy dziecio strojach i urodzie jak u królowejo strojach i urodzie, bez królowej
Stopy Karenkat odcina je na jej prośbętak samo
Zakończenieserce pęka, dusza leci do Bogatak samo
Pokaż więcej
Patrzcie, jakie śliczne trzewiczki do tańca!
H. C. Andersen, 1845: See, hvilke deilige Dandseskoe!

Co opowiadają nasze dwie wersje

Obie wersje opowiadają całą historię w kolejności Andersena: od trzewiczków uszytych przez starą szewcową, przez konfirmację i komunię, taniec, którego Karen nie może przerwać, i dom kata, aż po służbę u pastorowej i niedzielę w ciasnej izdebce. W „Łagodniejszej” anioł zapowiada Karen, że będzie tańczyć, aż zblednie i zziębnie, a o kacie czytamy tylko, że zrobił, o co prosiła. „Oryginalna” mówi więcej. Anioł grozi w niej Karen, że skóra skurczy się jej na kościach. Gdy Karen widzi, jak wynoszą trumnę starej pani, czuje, że anioł Boży ją potępił. Później kat, tak jak prosiła, odrąbuje jej stopy.

Jeśli czytasz dziecku, pamiętaj, że w obu wersjach Karen sama prosi kata, żeby odciął jej stopy, a na końcu umiera. Jej serce tak bardzo napełnia się słońcem, spokojem i radością, że pęka, a dusza leci do Boga.

Zeszyt z 1845 roku i inne czerwone buciki

W zeszycie z 7 kwietnia 1845 roku obok „De røde Skoe” znalazły się między innymi „Elverhøi” i „Holger Danske”; tych baśni na naszej stronie nie ma. Później baśń trafiła do tomów „Eventyr” (1850) i „Eventyr og Historier” (1863).

Czerwone buciki ma też Gerda w „Królowej Śniegu”: obiecuje je rzece, jeśli ta odda jej Kaja. To jednak zupełnie inna baśń Andersena.

Źródła

Dawne wydania

Komentarz

Dane sprawdziliśmy w tych źródłach 14 października 2026.

Kolorowanki do wydruku

Gdzie jeszcze znajdziesz tę bajkę