
Pani Zima
5 min czytania5–10 lat
Pracowita dziewczyna trafia za dobrą radą losu do krainy Pani Zimy, gdzie sumiennie służy i codziennie wytrzepuje jej pierzynę, aż na górnym świecie zaczyna padać śnieg. Wierna służba przynosi jej deszcz złota, a gdy leniwa siostra próbuje przejść tę samą drogę bez chęci do pracy, wraca do domu pokryta smołą.
Dawno, dawno temu żyła sobie wdowa z dwiema córkami. Jedna była piękna i pracowita, druga brzydka i leniwa, lecz to właśnie tę leniwą matka kochała bardziej, ponieważ była jej rodzoną córką. Druga dziewczyna musiała robić całą robotę i być w domu kopciuszkiem. Codziennie siadała przy wielkiej drodze, tuż nad studnią, i przędła tak długo, aż krew tryskała jej z palców.
Pewnego dnia wrzeciono całe umazało się krwią. Dziewczyna pochyliła się nad studnią, żeby je opłukać, lecz wrzeciono wyśliznęło się jej z ręki i wpadło do wody. Zapłakana pobiegła do macochy i opowiedziała jej o nieszczęściu. Macocha jednak skarciła ją surowo i bez cienia litości kazała jej wrzeciono odzyskać.
Dziewczyna wróciła nad studnię i nie wiedziała, co począć. Z rozpaczy skoczyła do środka, żeby odnaleźć zgubę. Straciła przytomność, a gdy się ocknęła, leżała na pięknej łące, gdzie świeciło słońce i kwitły tysiące kwiatów.
Poszła dalej przez łąkę i doszła do pieca pełnego chleba. Bochenki zawołały do niej:
— Wyjmij nas, wyjmij, bo się przypalimy! Jesteśmy upieczone już od dawna, wyjmij nas prędko, dziewczyno sprawna!
Podeszła więc i łopatą wyjęła z pieca wszystkie po kolei.
Potem szła dalej i doszła do jabłoni, na której wisiały ciężkie od owoców gałęzie. Drzewo zawołało:
— Potrząśnij mną, potrząśnij! Jabłka dojrzałe od dawna, czas je otrząsnąć, dziewczyno sprawna!
Potrząsnęła więc drzewem, aż jabłka posypały się jak deszcz, i potrząsała, dopóki nie spadło ostatnie. Ułożyła je na kupkę i poszła dalej.
W końcu doszła do małego domku. Wyjrzała z niego stara kobieta, a że miała tak wielkie zęby, dziewczyna się przestraszyła i chciała uciekać. Lecz starowinka zawołała za nią:
— Czego się boisz, drogie dziecko? Zostań u mnie. Jeśli będziesz sumiennie wykonywać wszystkie prace domowe, dobrze ci się powiedzie. Musisz tylko dbać o to, żeby dobrze słać moje łóżko i mocno wytrzepywać pierzynę, aż pierze będzie fruwać, wtedy na świecie pada śnieg. Jestem Pani Zima.
Starowinka mówiła tak łagodnie, że dziewczyna nabrała odwagi, zgodziła się i została u niej w służbie. Robiła wszystko ku jej zadowoleniu i zawsze mocno trzepała pierzynę, aż pióra fruwały niczym płatki śniegu. Za to wiodło jej się u Pani Zimy dobrze: żadnego złego słowa, a każdego dnia dobre jedzenie.
Po jakimś czasie dziewczynę ogarnął smutek, choć sama z początku nie wiedziała, czego jej brakuje. W końcu zrozumiała, że tęskni za domem. Chociaż wiodło jej się tu tysiąc razy lepiej niż u macochy, serce ciągnęło ją do swoich. Powiedziała więc Pani Zimie:
— Zatęskniłam za domem. I choćby mi tu było jeszcze lepiej, nie mogę dłużej zostać. Muszę wrócić do swoich.
Pani Zima odparła:
— Podoba mi się, że chcesz wrócić do domu, a ponieważ służyłaś mi tak wiernie, sama cię odprowadzę.
Wzięła ją za rękę i zaprowadziła do wielkiej bramy. Brama się otworzyła, a gdy dziewczyna stanęła pod nią, spadł na nią obfity złoty deszcz i całe złoto przywarło do niej, tak że była nim pokryta od stóp do głów.
— To dla ciebie, bo byłaś tak pracowita — powiedziała Pani Zima i oddała jej wrzeciono, które wpadło niegdyś do studni.
Brama się zamknęła, a dziewczyna znalazła się znowu na górnym świecie, niedaleko domu matki. Gdy weszła na podwórze, kogut siedzący na studni zapiał:
— Kukuryku, nasza złota panna wróciła!
Weszła do domu, a że przybyła cała pokryta złotem, matka i siostra przyjęły ją bardzo serdecznie.
Dziewczyna opowiedziała wszystko, co ją spotkało. Gdy matka usłyszała, jak córka zdobyła takie bogactwo, postanowiła zapewnić ten sam los swojej brzydkiej i leniwej córce. Kazała jej usiąść przy studni i prząść. Żeby wrzeciono było krwawe, leniwa dziewczyna ukłuła się w palce i wsadziła rękę w krzak cierni. Potem wrzuciła wrzeciono do studni i sama za nim skoczyła.
Podobnie jak siostra, znalazła się na pięknej łące i poszła tą samą ścieżką. Gdy doszła do pieca, chleb znowu zawołał:
— Wyjmij nas, wyjmij, bo się przypalimy! Jesteśmy upieczone już od dawna, wyjmij nas prędko, dziewczyno sprawna!
Leniwa odpowiedziała:
— Jeszcze czego, będę się brudzić — i poszła dalej.
Wkrótce doszła do jabłoni, która zawołała:
— Potrząśnij mną, potrząśnij! Jabłka dojrzałe od dawna, czas je otrząsnąć, dziewczyno sprawna!
Ona jednak mruknęła:
— A to dobre! Jeszcze mi jakieś jabłko spadnie na głowę — i poszła dalej, nie oglądając się za siebie.
Gdy stanęła przed domkiem Pani Zimy, wcale się nie przestraszyła, bo już wcześniej słyszała o jej wielkich zębach, i od razu zgłosiła się do służby. Pierwszego dnia zmuszała się do pracy i słuchała, co Pani Zima jej mówi, myśląc wciąż o złocie, jakie miała dostać. Drugiego dnia zaczęła się już obijać, a trzeciego jeszcze bardziej: rano nie chciała nawet wstać z łóżka. Łóżka Pani Zimy też nie słała jak trzeba i nie trzepała pierzyny tak, żeby pióra fruwały.
Pani Zimie szybko się to znudziło i wypowiedziała jej służbę. Leniwa dziewczyna ucieszyła się, myśląc, że teraz spadnie na nią złoty deszcz. Pani Zima zaprowadziła ją więc do tej samej bramy, lecz gdy dziewczyna pod nią stanęła, zamiast złota wylał się na nią wielki kocioł smoły.
— To nagroda za twoją służbę — powiedziała Pani Zima i zamknęła bramę.
Leniwa dziewczyna wróciła do domu cała oblepiona smołą, a kogut na studni, widząc ją, zapiał:
— Kukuryku, nasza brudna panna wróciła!
Smoła zaś przylgnęła do niej tak mocno, że nie zeszła z niej już do końca życia.
Dlatego w Hesji mówi się, kiedy pada śnieg, że to Pani Zima słała swoje łóżko.