Przejdź do treści
Młoda kobieta w zwiewnej sukni stoi obok wysokiego zaklętego księcia w oświetlonym księżycem ogrodzie różanym pod rozświetlonym zamkiem.Oryginalna

Piękna i Bestia

Jeanne-Marie Leprince de Beaumont

26 min czytania6–12 lat

Piękna zostaje w zamku Bestii, by ocalić ojca, i co wieczór odrzuca jej oświadczyny, choć poznaje jej dobre serce. Gdy wraca ratować umierającą z żalu Bestię i wyznaje jej miłość, potwór zmienia się w księcia, wróżka czyni Piękną królową, a siostry zamienia w posągi u bramy zamku.


Był sobie kiedyś pewien kupiec, człowiek niezmiernie bogaty. Miał sześcioro dzieci, trzech synów i trzy córki, a ponieważ sam był człowiekiem rozumnym, nie żałował niczego na ich wychowanie i sprowadzał im nauczycieli od wszelkich nauk. Wszystkie trzy córki były bardzo ładne, ale zwłaszcza najmłodsza budziła powszechny podziw. Kiedy była jeszcze mała, nikt nie mówił o niej inaczej niż „ta piękna dziewczynka”, i tak jej już zostało na zawsze: dla wszystkich była po prostu Piękną. Obie starsze siostry patrzyły na to z niemałą zazdrością.

A trzeba wam wiedzieć, że ta najmłodsza, ładniejsza od sióstr, była od nich także lepsza. Dwie starsze bardzo się pyszniły, bo były bogate. Udawały wielkie damy i nie chciały przyjmować u siebie innych kupieckich córek, bo do towarzystwa potrzebowały ludzi z wielkiego świata. Co dzień jeździły na bale, do teatru i na spacery, a z młodszej siostry się śmiały, bo ta największą część czasu spędzała nad dobrymi książkami.

Ponieważ w mieście dobrze wiedziano, że te panny są bardzo bogate, niejeden zamożny kupiec przychodził prosić o ich rękę. Dwie starsze odprawiały jednak każdego z nich i mówiły, że nigdy nie wyjdą za mąż, chyba że trafi im się prawdziwy książę albo przynajmniej hrabia. Najmłodsza, którą wszyscy, jak już wiecie, nazywali Piękną, dziękowała bardzo uprzejmie wszystkim, którzy chcieli ją poślubić.

— Jestem jeszcze za młoda — mówiła im. — Chciałabym przez kilka lat dotrzymywać towarzystwa mojemu ojcu.

I wtedy przyszło nieszczęście. Kupiec stracił z dnia na dzień cały swój majątek i nie zostało mu nic prócz małego wiejskiego domu, bardzo daleko od miasta.

— Trzeba nam się tam przenieść — powiedział dzieciom ze łzami w oczach. — Jeśli będziemy pracować jak wieśniacy, to jakoś z tego wyżyjemy.

— My nie opuścimy miasta — odpowiedziały dwie starsze córki. — Mamy wielu wielbicieli, którzy będą aż nadto radzi, mogąc nas poślubić, choćbyśmy zostały bez posagu.

Poczciwe panny bardzo się jednak myliły. Kiedy tylko zostały bez majątku, żaden z tych wielbicieli nie chciał już nawet na nie spojrzeć.

Ponieważ nikt w mieście nie lubił ich za tę wyniosłość, mówiono o nich tak: „Nie zasługują na to, żeby ich żałować. Radzi jesteśmy, że ta ich duma została poniżona. Niech teraz udają wielkie damy przy pasieniu owiec”. Ale zaraz potem wszyscy dodawali: „Za to Pięknej naprawdę żal nam w jej nieszczęściu. To taka dobra dziewczyna. Do ubogich mówiła zawsze z życzliwością, była taka łagodna i taka uczciwa”.

Znalazło się nawet kilku szlachciców, którzy chcieli poślubić Piękną, choć nie miała już ani grosza. Wszystkim im odpowiadała tak samo.

— Nie potrafię zostawić mojego biednego ojca w nieszczęściu — mówiła. — Pojadę z nim na wieś, żeby go pocieszać i pomagać mu w pracy.

Biedna Piękna z początku bardzo się smuciła tą utratą majątku, ale w końcu powiedziała sobie w duchu tak: „Choćbym płakała najrzewniej, łzy nie wrócą mi tego, co przepadło. Trzeba spróbować być szczęśliwą i bez majątku”.

Kiedy przybyli już do tego wiejskiego domu, kupiec i jego trzej synowie zabrali się do uprawy ziemi. Piękna wstawała o czwartej rano i śpieszyła się, żeby posprzątać dom i przygotować obiad dla całej rodziny. Z początku było jej bardzo ciężko, bo nie była przyzwyczajona do pracy jak służąca, ale po dwóch miesiącach nabrała sił, a zmęczenie dało jej doskonałe zdrowie. Kiedy kończyła swoją robotę, czytała, grała na klawesynie albo śpiewała przy przędzeniu.

Jej dwie siostry, przeciwnie, nudziły się tam śmiertelnie. Wstawały dopiero o dziesiątej rano, spacerowały cały boży dzień, a całą ich rozrywką było wzdychanie do pięknych sukien i do dawnego towarzystwa.

W skromnej chacie przy kominku dziewczyna w zielonej sukni ceruje tkaninę obok śpiącego kota, a dwie starsze siostry siedzą opodal bezczynnie.

— Popatrz tylko na naszą siostrzyczkę — mówiła jedna do drugiej. — Ma duszę służącej.

— I jest tak niemądra — dodawała druga — że w tym nieszczęsnym położeniu czuje się zadowolona.

Poczciwy kupiec nie myślał wcale tak jak jego starsze córki. Wiedział dobrze, że to Piękna lepiej niż one umiałaby błyszczeć w wielkim towarzystwie. Podziwiał cnotę tej dziewczyny, a nade wszystko jej cierpliwość, bo siostry nie dość, że zostawiały jej całą pracę w domu, to jeszcze dokuczały jej przy każdej okazji.

Rodzina żyła w tym odosobnieniu już cały rok, kiedy pewnego dnia kupiec dostał list z wiadomością, że okręt, na którym miał swoje towary, właśnie szczęśliwie zawinął do portu. Ta nowina omal nie przewróciła w głowach dwóm starszym córkom, bo pomyślały, że wreszcie opuszczą wieś, na której tak się nudzą. Kiedy zobaczyły ojca gotowego do drogi, zaczęły go prosić o podarunki.

— Przywieź nam suknie, futrzane peleryny, czepki i tysiąc innych drobiazgów — mówiły jedna przez drugą.

Piękna nie prosiła ojca o nic, bo myślała sobie, że wszystkie pieniądze za ten towar nie wystarczyłyby nawet na to, czego chcą jej siostry.

— A ty nie poprosisz mnie o nic? — zapytał ojciec.

— Skoro jesteś tak dobry, że o mnie myślisz — odpowiedziała — to przywieź mi jedną różę, bo tutaj żadna nie rośnie.

Nie było wcale tak, żeby Pięknej naprawdę zależało na tej róży, ale nie chciała swoim przykładem potępiać sióstr, bo powiedziałyby zaraz, że o nic nie prosi tylko po to, żeby się przed wszystkimi wyróżnić.

Poczciwy człowiek wyruszył w drogę. Kiedy jednak dotarł na miejsce, wytoczono mu o te towary proces, a po wielu trudach i staraniach wracał do domu równie biedny, jak przedtem. Zostało mu już tylko trzydzieści mil drogi i z góry cieszył się na tę chwilę, kiedy znowu zobaczy swoje dzieci. Ale zanim mógł dotrzeć do domu, trzeba było przejechać przez wielki las, i właśnie w tym lesie zabłądził. Śnieg padał okropny, a wiatr wiał tak silnie, że dwa razy zrzucił kupca z konia na ziemię. Kiedy zaś zapadła noc, kupiec pomyślał, że umrze z głodu albo z zimna, albo że pożrą go wilki, słyszał bowiem, jak wyją dokoła.

Nagle, patrząc w głąb długiej alei drzew, zobaczył wielkie światło, choć zdawało się jeszcze bardzo odległe. Poszedł w tamtą stronę i przekonał się, że światło bije z ogromnego pałacu, rozjaśnionego od piwnic po sam dach. Kupiec podziękował Bogu za ten ratunek, jaki mu zsyłał, i pośpieszył do tego zamku, ale bardzo się zdziwił, kiedy nie zastał na dziedzińcach żywej duszy.

Jego koń, który szedł za nim, zobaczył otwartą wielką stajnię i sam wszedł do środka. Znalazł tam siano i owies, a że biedne zwierzę umierało z głodu, rzuciło się na paszę łapczywie. Kupiec przywiązał konia w stajni i poszedł ku samemu pałacowi, ale i tam nie znalazł nikogo. Wszedł do wielkiej sali i zastał w niej buzujący ogień i stół zastawiony jedzeniem, a na tym stole stało jedno tylko nakrycie.

Deszcz i śnieg przemoczyły go do samych kości, więc przysunął się do ognia, żeby wyschnąć, i mówił sobie w duchu: „Pan tego domu albo jego służba wybaczą mi śmiałość, jakiej się dopuściłem, i pewnie zaraz nadejdą”. Czekał dość długo, ale kiedy zegar wybił jedenastą, a wciąż nikt się nie pokazał, nie mógł już dłużej opierać się głodowi. Wziął więc kurczę i zjadł je w dwóch kęsach, cały przy tym drżąc. Wypił też kilka łyków wina, a kiedy nabrał od niego śmiałości, wyszedł z sali i przeszedł przez kilka wielkich komnat, wspaniale umeblowanych. W końcu znalazł izbę, w której stało wygodne łóżko, a że minęła już północ i był bardzo zmęczony, postanowił zamknąć drzwi i się położyć.

Była dziesiąta rano, kiedy nazajutrz wstał, i bardzo się zdziwił, bo na miejscu swojego ubrania, zupełnie już zniszczonego, znalazł czyste i porządne. „Z pewnością ten pałac należy do jakiejś dobrej wróżki, która ulitowała się nad moim położeniem”, pomyślał. Wyjrzał przez okno i nie zobaczył już ani śladu śniegu, tylko altany pełne kwiatów, które zachwycały oczy. Wrócił do wielkiej sali, gdzie poprzedniego wieczoru jadł kolację, i zobaczył mały stolik, a na nim czekoladę.

— Dziękuję ci, dobra wróżko — powiedział na głos — że byłaś tak łaskawa i pomyślałaś o moim śniadaniu.

Kiedy wypił czekoladę, poczciwy człowiek wyszedł po konia, a gdy przechodził pod altaną z różami, przypomniał sobie, że Piękna prosiła go o różę, i ułamał gałązkę, na której było ich kilka. W tej samej chwili usłyszał za sobą wielki łoskot i zobaczył, że idzie ku niemu Bestia tak straszna, że omal nie zemdlał ze strachu.

Rogata bestia w granatowym płaszczu stoi naprzeciw starca w podróżnej opończy, który trzyma różę przy oświetlonych drzwiach wśród ośnieżonych krzewów róż.

— Jesteś bardzo niewdzięczny — powiedziała Bestia okropnym głosem. — Ocaliłam ci życie, przyjmując cię w moim zamku, a ty w podzięce kradniesz mi róże, które kocham bardziej niż wszystko na świecie. Musisz za to umrzeć. Daję ci kwadrans, żebyś poprosił Boga o przebaczenie.

Kupiec padł przed nią na kolana i złożył ręce.

— Panie, wybacz mi — powiedział. — Nie sądziłem, że cię obrażę, zrywając jedną różę dla mojej córki, która mnie o nią prosiła.

— Nie jestem żadnym panem — odparł potwór. — Nazywam się Bestia. Nie lubię komplementów. Chcę, żeby mówiono to, co się myśli, więc nie licz na to, że wzruszysz mnie pochlebstwem. Powiedziałeś jednak, że masz córki. Zgodzę się ci wybaczyć pod warunkiem, że jedna z nich przyjdzie tu dobrowolnie i umrze zamiast ciebie. Nie próbuj się ze mną spierać. Jedź, a jeśli twoje córki nie zechcą umrzeć za ciebie, przysięgnij, że wrócisz tu za trzy miesiące.

Poczciwy człowiek nie zamierzał poświęcać żadnej ze swoich córek temu wstrętnemu potworowi, ale pomyślał sobie: „Przynajmniej będę miał tę radość, że uściskam je jeszcze raz”. Przysiągł więc, że wróci.

— Możesz odjechać, kiedy tylko zechcesz — powiedziała mu na to Bestia. — Nie chcę jednak, żebyś odjechał z pustymi rękami. Wróć do izby, w której spałeś. Znajdziesz tam wielki pusty kufer. Włóż do niego wszystko, co ci się spodoba, a ja każę go odnieść do twojego domu.

Zaraz potem Bestia się oddaliła, a poczciwy człowiek został sam i powiedział sobie w duchu: „Jeśli mam umrzeć, będę miał przynajmniej tę pociechę, że zostawię chleb moim biednym dzieciom”.

Wrócił do izby, w której spał, a kiedy znalazł tam mnóstwo złotych monet, napełnił nimi ten wielki kufer, o którym mówiła Bestia, i zamknął wieko. Potem odebrał ze stajni swojego konia i wyjechał z pałacu tak smutny, jak radosny był wtedy, kiedy do niego wjeżdżał. Koń sam wybrał jedną z leśnych dróg i już po kilku godzinach poczciwy człowiek stanął przed swoim domkiem. Dzieci zbiegły się do niego zewsząd, ale zamiast cieszyć się z ich powitania, kupiec patrzył na nie i płakał. W ręku trzymał wciąż tę gałązkę róż. Podał ją Pięknej i powiedział:

— Weź te róże, Piękna. Drogo kosztują twojego nieszczęśliwego ojca.

I zaraz opowiedział całej rodzinie, jaka zgubna przygoda spotkała go w tym lesie. Na to opowiadanie obie starsze córki podniosły wielki krzyk i zaczęły obrzucać obelgami Piękną, która nie uroniła przy tym ani jednej łzy.

— Patrzcie, do czego doprowadziła pycha tego małego stworzenia — wołała starsza. — Czemu nie poprosiła o stroje, tak jak my?

— Ale nie, jaśnie panienka musiała się wyróżnić — dodawała druga. — Sprowadzi śmierć na naszego ojca i nawet nie płacze.

— Płacz na nic by się nie zdał — odpowiedziała Piękna. — Po co miałabym opłakiwać śmierć ojca, skoro on wcale nie zginie? Skoro potwór godzi się przyjąć jedną z jego córek, oddam mu się na pastwę całej jego wściekłości. Uważam się nawet za bardzo szczęśliwą, bo umierając, będę miała tę radość, że ocalę ojca i okażę mu moją miłość.

— Nie, siostro — powiedzieli trzej bracia — ty nie umrzesz. To my pójdziemy do tego potwora i zginiemy pod jego ciosami, jeśli nie zdołamy go zabić.

— Nie miejcie takiej nadziei, moje dzieci — powiedział kupiec. — Moc tej Bestii jest tak wielka, że nie zostaje mi cienia nadziei na jej zgładzenie. Wzrusza mnie dobre serce Pięknej, ale nie chcę narażać jej na śmierć. Jestem stary, mało mi już życia zostało, stracę więc tylko kilka lat, których żałuję jedynie ze względu na was, moje drogie dzieci.

— Zapewniam cię, ojcze — powiedziała Piękna — że nie pojedziesz do tego pałacu beze mnie. Nie możesz mi zabronić, żebym poszła za tobą. Choć jestem młoda, nie jestem tak bardzo przywiązana do życia i wolę, żeby pożarł mnie ten potwór, niż żebym umarła ze zgryzoty po twojej stracie.

Nadaremnie ojciec i bracia ją przekonywali. Piękna koniecznie chciała jechać do tego pięknego pałacu, a obie siostry były tym nawet zachwycone, bo cnoty najmłodszej od dawna budziły w nich zazdrość. Kupiec był tak pochłonięty bólem po utracie córki, że zupełnie zapomniał o kufrze pełnym złota. Ale ledwie zamknął się wieczorem w swojej izbie, żeby się położyć, zdumiał się bardzo, bo ten sam kufer stał teraz przy jego łóżku. Postanowił nie mówić dzieciom, że stał się tak bogaty, bo starsze córki chciałyby zaraz wracać do miasta, a on postanowił dokończyć życia na tej wsi. Zwierzył się jednak Pięknej.

— Podczas twojej nieobecności przyjechało do nas kilku szlachciców — powiedziała mu na to córka. — Dwaj z nich pokochali moje siostry. Wydaj je za mąż, ojcze.

Była bowiem tak dobra, że kochała siostry i z całego serca wybaczała im wszystko zło, jakie jej wyrządziły.

Kiedy Piękna wyjeżdżała z ojcem, obie niegodziwe siostry natarły sobie oczy cebulą, żeby móc przy pożegnaniu płakać. Bracia płakali naprawdę, i kupiec także. Tylko Piękna nie uroniła ani jednej łzy, bo nie chciała powiększać ich bólu. Koń sam ruszył w drogę i pod wieczór oboje zobaczyli pałac rozświetlony tak samo jak za pierwszym razem. Koń poszedł prosto do stajni, a poczciwy człowiek wszedł z córką do wielkiej sali, gdzie zastali stół wspaniale zastawiony, a na nim dwa nakrycia. Kupcowi jedzenie nie przechodziło przez gardło, ale Piękna starała się wydawać spokojna, usiadła do stołu i sama usługiwała ojcu. „Bestia chce mnie utuczyć, zanim mnie zje, skoro tak dobrze mnie karmi”, myślała przy tym.

Siwy starzec prowadzi konia, na którym siedzi ciemnowłosa dziewczyna w zielonej sukni, przed rozświetlonym pałacem pod sierpem księżyca, wśród alei drzew.

Kiedy skończyli kolację, rozległ się wielki łoskot. Kupiec pomyślał, że to nadchodzi Bestia, i ze łzami w oczach pożegnał swoją biedną córkę. Piękna nie mogła powstrzymać dreszczu na widok tej strasznej postaci, ale opanowała się, jak umiała. Potwór stanął przed nią i zapytał:

— Czy przyszłaś tu z własnej woli?

— Tak — odpowiedziała drżącym głosem.

— Jesteś bardzo dobra — powiedziała Bestia — i jestem ci za to zobowiązana. A ty, poczciwy człowieku, wyjedź jutro rano i nie waż się nigdy tu wracać. Żegnaj, Piękna.

— Żegnaj, Bestio — odpowiedziała, a potwór natychmiast się oddalił.

— Ach, córko — powiedział kupiec, ściskając Piękną — jestem na wpół żywy ze strachu. Wierz mi, zostaw mnie tutaj.

— Nie, ojcze — powiedziała Piękna stanowczo. — Wyjedziesz jutro rano i zostawisz mnie opiece nieba. Może się nade mną ulituje.

Poszli spać pewni, że przez całą noc nie zmrużą oka, ale ledwie znaleźli się w swoich łóżkach, oczy same im się zamknęły. We śnie Piękna zobaczyła piękną panią, która powiedziała jej:

— Cieszy mnie twoje dobre serce, Piękna. Dobry uczynek, który spełniasz, oddając własne życie, aby ocalić życie ojca, nie pozostanie bez nagrody.

Ciemnowłosa dziewczyna śpi w zasłoniętym łożu, a pochyla się nad nią siwowłosa kobieta w fioletowej szacie, kładąc dłoń na jej ramieniu w blasku księżyca.

Kiedy się obudziła, opowiedziała ten sen ojcu. Trochę go to pocieszyło, ale i tak zapłakał w głos w tej chwili, gdy przyszło mu rozstać się z ukochaną córką.

Kiedy ojciec odjechał, Piękna usiadła w wielkiej sali i sama także się rozpłakała. Ale ponieważ miała wiele odwagi, poleciła się Bogu i postanowiła nie zamartwiać się przez tę odrobinę czasu, jaka jej została do życia, bo mocno wierzyła, że Bestia zje ją jeszcze tego samego wieczoru. Postanowiła więc, że tymczasem przejdzie się po zamku i dobrze go sobie obejrzy. Chodziła po nim długo i nie mogła nadziwić się jego pięknu. Ale najbardziej zdziwiła się wtedy, kiedy znalazła drzwi z napisem: „Komnata Pięknej”.

Otworzyła je szybko i olśnił ją przepych, jaki tam panował. Najbardziej jednak uderzyły ją wielka biblioteka, klawesyn i całe stosy nut.

„Widać nie chcą, żebym się nudziła”, powiedziała cicho do siebie, a zaraz potem pomyślała: „Gdybym miała tu zostać tylko jeden dzień, nikt by mi tego wszystkiego nie przygotował”.

Ta myśl ożywiła jej odwagę. Otworzyła bibliotekę i zobaczyła księgę, w której złotymi literami napisano: „Życz sobie, rozkazuj: jesteś tu królową i panią”.

„Ach”, westchnęła w duchu, „nie pragnę niczego prócz jednego: zobaczyć mojego biednego ojca i wiedzieć, co on teraz robi”.

Powiedziała to tylko sama do siebie, a jakież było jej zdziwienie, kiedy rzuciła okiem na wielkie lustro i zobaczyła w nim swój rodzinny dom oraz ojca, który właśnie przyjeżdżał z niezmiernie smutną twarzą. Siostry wybiegły mu naprzeciw i mimo min, jakie robiły, żeby wydać się strapione, radość z utraty siostry biła im wprost z oczu. Po chwili wszystko to zniknęło, a Piękna nie mogła powstrzymać się od myśli, że Bestia jest jednak bardzo uczynna i że nie ma się czego jej bać.

W południe zastała już nakryty stół, a przy posiłku słuchała wspaniałego koncertu, choć nie zobaczyła przy tym ani jednego grajka. Wieczorem, kiedy znowu miała siadać do stołu, usłyszała ten łoskot, jaki robiła Bestia, i mimo woli zadrżała.

— Piękna — powiedział potwór — czy pozwolisz, żebym popatrzyła, jak jesz kolację?

— Ty tu rządzisz — odpowiedziała Piękna, drżąc.

— Nie — odpowiedziała Bestia — nie ma tu innej pani niż ty. Powiedz mi tylko, żebym odeszła, jeśli cię nudzę, a wyjdę natychmiast. Powiedz szczerze, prawda, że wydaję ci się bardzo brzydka?

— To prawda — powiedziała Piękna — bo nie umiem kłamać. Ale myślę, że jesteś bardzo dobra.

— Masz rację — odparł potwór. — Tyle że oprócz tego, że jestem brzydka, nie mam też rozumu. Dobrze wiem, że jestem tylko Bestią.

— Nie jest bestią ten, kto sam uważa, że nie ma rozumu — odpowiedziała Piękna. — Głupiec nigdy o tym nie wie.

— Jedz więc, Piękna — powiedział potwór — i staraj się nie nudzić w swoim domu, bo wszystko to należy do ciebie, a byłoby mi przykro, gdybyś nie była zadowolona.

— Jesteś bardzo dobra — powiedziała Piękna. — Przyznam ci się, że twoje serce bardzo mnie cieszy. Kiedy o nim myślę, nie wydajesz mi się już taka brzydka.

— O tak — odpowiedziała Bestia — serce mam dobre, ale jestem potworem.

— Wielu ludzi jest większymi potworami od ciebie — powiedziała Piękna. — I wolę ciebie w twojej postaci niż tych, którzy pod ludzką twarzą kryją serce fałszywe, zepsute i niewdzięczne.

— Gdybym miała rozum — odparła Bestia — powiedziałabym ci teraz piękny komplement, żeby ci podziękować. Ale jestem niemądra i umiem powiedzieć tylko tyle, że jestem ci bardzo zobowiązana.

Piękna zjadła całą kolację z apetytem. Prawie już się tego potwora nie bała, ale omal nie umarła ze strachu, kiedy usłyszała:

— Piękna, czy zostaniesz moją żoną?

Przez dłuższą chwilę nie umiała nic odpowiedzieć, bo bała się, że rozgniewa potwora swoją odmową. W końcu jednak powiedziała drżącym głosem:

— Nie, Bestio.

Biedny potwór chciał wtedy westchnąć, ale z jego piersi wydobył się świst tak przeraźliwy, że rozszedł się echem po całym pałacu. Piękna szybko się jednak uspokoiła, bo Bestia powiedziała jej tylko smutno:

— Żegnaj więc, Piękna.

I wyszła z komnaty, oglądając się co chwila za siebie, żeby jeszcze na nią popatrzeć. Kiedy dziewczyna została sama, poczuła wielką litość dla tej biednej Bestii. „Jaka szkoda, że jest taka brzydka”, mówiła sobie, „skoro jest taka dobra”.

Piękna spędziła w tym pałacu całe trzy miesiące dość spokojnie. Bestia odwiedzała ją co wieczór i przy kolacji rozmawiała z nią rozsądnie, choć nigdy tak, jak się to na świecie nazywa błyskotliwie. Każdego dnia Piękna odkrywała w potworze jakąś nową dobroć. Nawyk patrzenia na niego sprawił, że przywykła do jego brzydoty, i zamiast bać się pory tych odwiedzin, coraz częściej spoglądała na zegarek, żeby sprawdzić, czy zaraz będzie dziewiąta, bo Bestia nigdy nie omieszkała przyjść właśnie o tej godzinie.

Dziewczyna w zielonej sukni i rogata bestia w granatowym płaszczu siedzą przy przeciwległych końcach długiego, oświetlonego świecami stołu z owocami i różami.

Jedno tylko sprawiało Pięknej przykrość. Zanim potwór odchodził na noc, zawsze pytał ją tymi samymi słowami:

— Piękna, czy zostaniesz moją żoną?

I zawsze słyszał w odpowiedzi to samo:

— Nie, Bestio.

Wtedy odchodził tak przejęty bólem, że Pięknej ściskało się serce. Pewnego dnia powiedziała mu:

— Sprawiasz mi przykrość, Bestio. Chciałabym móc cię poślubić, ale jestem zbyt szczera, żeby ci wmawiać, że to się kiedykolwiek stanie. Zawsze będę twoją przyjaciółką. Spróbuj się tym zadowolić.

— Cóż, muszę — odpowiedziała Bestia. — Nie mam co do siebie żadnych złudzeń. Wiem, że jestem okropna, ale bardzo cię kocham. A i tak jestem aż nadto szczęśliwa, że chcesz tu zostać. Obiecaj mi, że nigdy mnie nie opuścisz.

Na te słowa Piękna się zaczerwieniła. Widziała bowiem w swoim lustrze, że ojciec choruje ze zgryzoty po jej stracie, i bardzo pragnęła znowu go zobaczyć.

Dziewczyna w zielonej sukni stoi ze złożonymi dłońmi przed wysokim lustrem, w którym widać siwego starca idącego samotnie z tobołkiem do odległej chaty.

— Mogłabym ci obiecać, że nie opuszczę cię na dobre — powiedziała do Bestii. — Ale tak bardzo pragnę zobaczyć ojca, że umrę z żalu, jeśli mi tego odmówisz.

— Wolę umrzeć sama, niż sprawić ci ból — odpowiedziała Bestia. — Odeślę cię do ojca, ty tam zostaniesz, a twoja biedna Bestia umrze tu ze zgryzoty.

— Nie — powiedziała Piękna przez łzy. — Zbyt cię kocham, żeby chcieć twojej śmierci. Obiecuję ci, że wrócę za osiem dni. Pokazałaś mi, że moje siostry wyszły za mąż, a bracia poszli do wojska. Ojciec został zupełnie sam, pozwól mi więc spędzić u niego tydzień.

— Będziesz u niego jutro rano — powiedziała Bestia. — Pamiętaj tylko o swojej obietnicy. A kiedy zechcesz wrócić, połóż wieczorem pierścień na stole, zanim się położysz. Żegnaj, Piękna.

Mówiąc te słowa, Bestia westchnęła swoim zwyczajem, a Piękna położyła się spać cała smutna, bo widziała jej zmartwienie. Kiedy obudziła się rano, była już w domu swojego ojca. Zadzwoniła dzwonkiem, który stał przy łóżku, i przyszła służąca, a na jej widok aż krzyknęła. Na ten krzyk przybiegł poczciwy kupiec i omal nie umarł z radości, widząc znowu swoją ukochaną córkę. Trzymali się w objęciach dłużej niż kwadrans.

Kiedy minęły pierwsze wzruszenia, Piękna pomyślała, że nie ma się w co ubrać. Ale służąca właśnie zaglądała do sąsiedniej izby.

— Stoi tam wielki kufer pełen sukien haftowanych złotem i wysadzanych diamentami — powiedziała.

Piękna podziękowała w duchu dobrej Bestii za tę troskę i wybrała z kufra najskromniejszą suknię.

— Resztę schowaj — poleciła służącej. — Chcę je podarować moim siostrom.

Ledwie jednak wypowiedziała te słowa, kufer zniknął.

— Bestia chce, żebyś zatrzymała wszystko dla siebie — wyjaśnił jej ojciec.

I wtedy suknie razem z kufrem natychmiast wróciły na dawne miejsce.

Piękna się ubrała, a tymczasem posłano po jej siostry, które przyjechały ze swoimi mężami. Obie były bardzo nieszczęśliwe. Starsza wyszła za szlachcica pięknego jak dzień, ale tak zakochanego we własnej twarzy, że od rana do wieczora zajmował się tylko sobą i lekceważył urodę żony. Druga poślubiła człowieka bardzo bystrego, tyle że swojego rozumu używał wyłącznie po to, żeby doprowadzać wszystkich do rozpaczy, a najbardziej swoją żonę. Obie siostry omal nie umarły z żalu, kiedy zobaczyły Piękną ubraną jak księżniczka i piękniejszą niż dzień. Na próżno je ściskała i tuliła: nic nie mogło zdusić ich zazdrości, a wzrosła ona jeszcze bardziej, kiedy opowiedziała im, jaka jest w tym pałacu szczęśliwa.

Obie zeszły do ogrodu, żeby się tam wypłakać do woli.

— Dlaczego to małe stworzenie ma być szczęśliwsze od nas? — mówiła jedna. — Czy nie jesteśmy milsze od niej?

— Przyszła mi do głowy pewna myśl, siostro — odpowiedziała starsza. — Spróbujmy zatrzymać ją tu dłużej niż osiem dni. Jej głupia Bestia rozgniewa się, że to ona nie dotrzymała słowa, i może ją pożre.

— Masz rację, siostro — odparła druga. — Trzeba w tym celu obsypać ją czułością.

Kiedy powzięły to postanowienie, wróciły na górę i okazały siostrze tyle serdeczności, że Piękna rozpłakała się ze wzruszenia. A kiedy minęło osiem dni, obie rwały sobie włosy z głowy i tak rozpaczały nad jej wyjazdem, że w końcu obiecała im zostać u ojca jeszcze jeden tydzień.

Przez cały ten czas Piękna wyrzucała sobie przykrość, jaką sprawia swojej biednej Bestii, którą kochała z całego serca, i tęskniła za nią coraz mocniej. Dziesiątej nocy, którą spędziła w domu ojca, przyśniło jej się, że jest w pałacowym ogrodzie i widzi Bestię, która leży na trawie bliska śmierci i wypomina jej niewdzięczność. Piękna zbudziła się nagle i zalała się łzami.

„Czy nie jestem bardzo zła”, mówiła sobie, „skoro zadaję ból Bestii, która ma dla mnie tyle dobroci? Czy to jej wina, że jest taka brzydka i ma tak mało rozumu? Jest dobra, a to warte więcej niż wszystko inne. Czemu nie chciałam za nią wyjść? Byłabym z nią szczęśliwsza niż moje siostry ze swoimi mężami. To nie uroda ani bystrość męża dają żonie zadowolenie, tylko dobroć charakteru, cnota i życzliwość, a Bestia ma wszystkie te zalety. Nie czuję do niej miłości, ale mam dla niej szacunek, przyjaźń i wdzięczność. Nie wolno mi jej unieszczęśliwiać, bo do końca życia wyrzucałabym sobie swoją niewdzięczność”.

Po tych słowach Piękna wstała, położyła pierścień na stole i wróciła do łóżka. Ledwie się w nim znalazła, już spała, a kiedy obudziła się rano, z radością zobaczyła, że jest z powrotem w pałacu Bestii. Ubrała się jak najwspanialej, żeby sprawić jej przyjemność, i nudziła się śmiertelnie przez cały dzień, czekając dziewiątej wieczorem. Ale zegar wybił tę godzinę na próżno, bo Bestia się nie zjawiła.

Wtedy Piękna przelękła się, że sprowadziła na Bestię śmierć. Biegała po całym pałacu, wołając ją głośno, i była bliska rozpaczy. Kiedy przeszukała już wszystko, przypomniała sobie swój sen i pobiegła do ogrodu, nad kanał, gdzie widziała ją we śnie. Znalazła tam biedną Bestię leżącą bez czucia i myślała, że już nie żyje. Rzuciła się na jej ciało, nie czując najmniejszej odrazy do jej postaci, a kiedy poczuła, że serce jeszcze bije, nabrała wody z kanału i skropiła jej głowę. Bestia otworzyła oczy i powiedziała:

— Zapomniałaś o swojej obietnicy. Żal po twojej stracie sprawił, że postanowiłam umrzeć z głodu. Ale umieram szczęśliwa, bo mam tę radość, że widzę cię jeszcze raz.

Dziewczyna klęczy wśród róż przy osłabionej bestii leżącej na trawie koło fontanny i podaje jej wodę zaczerpniętą w dłoniach, w poświacie księżyca.

— Nie, droga Bestio, ty nie umrzesz — powiedziała Piękna. — Będziesz żyła i zostaniesz moim mężem. Od tej chwili oddaję ci moją rękę i przysięgam, że będę należeć tylko do ciebie. Ach, myślałam, że czuję do ciebie jedynie przyjaźń, ale ból, który mnie teraz ściska, pokazuje mi, że nie mogłabym żyć, nie widując ciebie.

Ledwie Piękna wypowiedziała te słowa, zobaczyła, że cały zamek rozbłysnął tysiącem świateł. Ognie sztuczne, muzyka, wszystko to zapowiadało wielkie święto. Ale te wspaniałości wcale nie zatrzymały jej wzroku. Odwróciła się z powrotem do swojej drogiej Bestii, o którą wciąż drżała ze strachu. I jakież było jej zdziwienie! Bestia zniknęła, a u jej stóp klęczał teraz książę piękniejszy niż sama miłość, który dziękował jej za to, że zdjęła z niego czar.

Choć ten książę wart był całej jej uwagi, nie mogła powstrzymać się od tego, żeby zapytać, gdzie jest Bestia.

— Widzisz ją u swoich stóp — powiedział książę. — Zła wróżka skazała mnie na to, żebym pozostał w tej postaci, dopóki jakaś piękna dziewczyna nie zgodzi się mnie poślubić, i zabroniła mi pokazywać rozum. Tylko ty jedna na całym świecie byłaś tak dobra, żeby dać się poruszyć dobroci mojego serca. Nawet ofiarowując ci moją koronę, nie zdołam się wypłacić z tego, co ci jestem winien.

Piękna, mile zdziwiona, podała rękę pięknemu księciu, żeby mógł wstać, i razem poszli do zamku. W wielkiej sali omal nie umarła z radości, bo zastała tam swojego ojca i całą swoją rodzinę, przeniesionych do zamku przez tę piękną panią, która ukazała jej się we śnie.

— Piękna — powiedziała ta pani, a była ona wielką wróżką — przyjdź odebrać nagrodę za swój dobry wybór. Ceniłaś cnotę wyżej niż urodę i bystrość, zasługujesz więc, żeby znaleźć wszystkie te przymioty połączone w jednej osobie. Zostaniesz wielką królową i mam nadzieję, że tron nie zniszczy twoich cnót.

Potem wróżka zwróciła się do obu sióstr Pięknej.

— A co do was, moje panny, znam wasze serca i całą złość, jaką w sobie kryją. Staniecie się dwoma posągami, ale pod kamieniem, który was otoczy, zachowacie cały swój rozum. Staniecie u bramy pałacu waszej siostry i nie wyznaczam wam innej kary niż ta, że macie być świadkami jej szczęścia. Dawną postać odzyskacie dopiero w tej chwili, w której przyznacie się do swoich win, ale bardzo się obawiam, że pozostaniecie posągami na zawsze. Z pychy, z gniewu, z łakomstwa i z lenistwa człowiek się poprawia, lecz odmiana złego i zazdrosnego serca to niemal cud.

W tej samej chwili wróżka skinęła swoją różdżką i przeniosła wszystkich, którzy byli w tej sali, prosto do królestwa księcia. Wszyscy poddani powitali swojego pana z wielką radością, a on poślubił Piękną i żył z nią potem bardzo długo i w zupełnym szczęściu, bo szczęście to opierało się na cnocie.

Na nowo opowiedziane przez Talerie, Źródło: La Belle et la Bête (otwiera się w nowym oknie)

Licencja: Domena publiczna