Przejdź do treści
Brodaty mężczyzna osłania oczy i patrzy na wielkie gniazdo w koronie drzewa, gdzie biały orzeł rozkłada skrzydła; w tle mężczyźni stawiają ostrokół.

Legenda o Lechu, Czechu i Rusie

Cecylia Niewiadomska

2 min czytaniaod 5 lat

Lech żegna się z braćmi, Czechem i Rusem, i po długiej wędrówce staje nad Wartą, gdzie ziemia jest żyzna, a w rzece roi się od ryb. Kiedy ludzie Lecha ścinają drzewa na domy i pale, wysoko w gałęziach znajdują gniazdo białych orłów, więc Lech nazywa swój gród Gnieznem, a biały orzeł zostaje w polskim herbie.


Dawno, bardzo dawno temu, kiedy nasza ziemia była jeszcze młoda i pusta, żyło trzech braci. Nazywali się Lech, Czech i Rus.

Każdy z nich chciał mieć własny kraj i własny lud. Pewnego ranka pożegnali się więc serdecznie i rozeszli w trzy strony świata, żeby założyć trzy nowe państwa.

Trzej mężczyźni na wrzosowisku trzymają się za ręce; brodaty w jasnej tunice stoi między ciemnowłosym w brązowej a rudym w zielonej, wokół wiją się ścieżki.

Lech ruszył na północ.

Szedł długo, o wiele dłużej, niż się spodziewał. Naszą ziemię okrywały wtedy ogromne, nieprzebyte puszcze. Lech przedzierał się przez gąszcze i brnął przez moczary, a lasu wciąż nie było końca.

Nie miał ani drogi, ani ścieżki, ani nikogo, kto wskazałby mu kierunek. Kierował się tylko słońcem nad głową i biegiem rzek.

Brodaty mężczyzna w jasnej tunice brodzi po kolana w ciemnej wodzie wśród trzcin i pałek, w gęstym lesie; w głębi między pniami sączy się światło.

Aż pewnego dnia drzewa się przerzedziły, zrobiło się jaśniej i Lech wyszedł na szeroką równinę nad brzegami Warty.

Stanął i długo nie mógł oderwać oczu od tego widoku. Ziemia była żyzna, łąki szerokie, w rzece aż roiło się od ryb, a w okolicznych lasach nie brakowało zwierzyny.

Brodaty mężczyzna klęczy na trawiastym brzegu szerokiej rzeki i patrzy na ławicę ryb w płytkiej wodzie; za rzeką na równinie pasą się jelenie.

„Tu zostanę i tu zbuduję gród”, postanowił.

Grodem nazywano wtedy miejsce warowne, takie, w którym można się było obronić przed napaścią. Stawiano w nim drewniane domy, a dokoła ostrokół, czyli płot z ostro zaciosanych pali. Czasem dodawano jeszcze rów wypełniony wodą.

Nazajutrz ludzie Lecha wzięli siekiery i weszli między drzewa. Potrzeba było wielu pni: na domy, na pale, na bramę.

I wtedy, wysoko w gałęziach starego drzewa, zobaczyli gniazdo. A w gnieździe białe orły.

Siekiery ucichły. Wszyscy zadarli głowy i patrzyli. Wielki biały ptak rozpostarł skrzydła nad gniazdem, a pisklęta stłoczyły się pod nimi.

Lech przyglądał się temu długo i uznał, że to dobra wróżba. Skoro biały orzeł wybrał tę okolicę na swój dom, to i on wybrał dobrze.

Białego orła obrał sobie za znak wojenny, aby odtąd prowadził jego ludzi w każdej drodze i w każdej bitwie.

A gród, który stanął na równinie nad Wartą, nazwał Gnieznem, bo wszystko zaczęło się od orlego gniazda w koronie drzewa.

Tak opowiada stare podanie. Gniezno stoi do dziś, a biały orzeł z tamtego gniazda został w polskim herbie na zawsze.

Na nowo opowiedziane przez Talerie, Źródło: Legendy, podania i obrazki historyczne (otwiera się w nowym oknie)

Licencja: Domena publiczna