
Żabi król
6 min czytania6–10 lat
Najmłodsza córka króla gubi swoją złotą kulę w leśnej studni, a odzyskać ją obiecuje życzliwa żaba, prosząc w zamian tylko o przyjaźń, miejsce przy stole i nocleg w jej komnacie. Gdy królewna, choć niechętnie, dotrzymuje danego słowa, żaba okazuje się zaklętym królewiczem, a ich podróż do jego królestwa niesie ze sobą radosny trzask żelaznych obręczy pękających na sercu wiernego sługi Henryka.
Dawno, dawno temu, gdy życzenia jeszcze się spełniały, żył król, którego córki były piękne. Ale najmłodsza była tak piękna, że nawet słońce, które przecież widziało już tak wiele, za każdym razem się dziwiło, kiedy świeciło jej prosto w twarz.
Niedaleko królewskiego zamku rozciągał się wielki, ciemny las, a w tym lesie, pod starą lipą, znajdowała się chłodna studnia. Kiedy dzień był gorący, królewna szła do lasu i siadała na jej brzegu. A gdy się nudziła, brała złotą kulę, rzucała ją wysoko w górę i łapała z powrotem. To była jej ulubiona zabawa.
Pewnego dnia złota kula nie wpadła jej z powrotem w dłonie, tylko upadła obok i potoczyła się prosto do wody. Królewna patrzyła za nią, ale kula zniknęła, a studnia była głęboka, tak głęboka, że nie było widać dna. Zaczęła płakać i płakała coraz głośniej, i nie mogła się uspokoić. Gdy tak zawodziła, ktoś zawołał do niej:
— Cóż ci jest, królewno? Płaczesz tak, że aż kamień by się użalił.
Rozejrzała się, skąd dobiegał głos, i zobaczyła żabę, która wystawiła z wody swój gruby, brzydki łeb.
— Ach, to ty, stary pluskaczu — powiedziała. — Płaczę za moją złotą kulą, która wpadła do studni.
— Nie płacz — odpowiedziała żaba. — Chyba mogę ci pomóc. Ale co mi dasz, jeśli przyniosę ci twoją zabawkę?
— Cokolwiek zechcesz, droga żabo — powiedziała. — Moje suknie, perły i kamienie, nawet złotą koronę, którą noszę.
Żaba odparła:
— Twoich sukien, pereł, kamieni i korony nie chcę. Ale jeśli zechcesz mnie polubić i pozwolisz mi być twoim przyjacielem i towarzyszem zabaw, siedzieć przy twoim stoliku, jeść z twojego złotego talerzyka, pić z twojego kubeczka i spać w twoim łóżeczku, jeśli mi to obiecasz, zejdę na dno i przyniosę ci złotą kulę.
— Ach tak — powiedziała — obiecuję ci wszystko, czego zechcesz, tylko przynieś mi kulę.
Pomyślała sobie jednak: „Co też ta głupia żaba wygaduje. Siedzi sobie w wodzie z innymi żabami i rechocze, a przecież nigdy nie może być przyjacielem człowieka.”
Żaba, gdy tylko usłyszała obietnicę, zanurkowała i po chwili wypłynęła z powrotem, niosąc kulę w pysku, i rzuciła ją w trawę. Królewna, uszczęśliwiona na widok swojej pięknej zabawki, podniosła ją i pobiegła z nią co sił.
— Poczekaj, poczekaj — wołała żaba — weź mnie ze sobą, nie umiem biegać tak szybko jak ty.
Ale na nic zdało się jej głośne kumkanie. Królewna nie słuchała, pospieszyła do domu i szybko zapomniała o biednej żabie, która musiała wrócić do swojej studni.
Następnego dnia, gdy królewna siedziała przy stole z królem i całym dworem i jadła ze swojego złotego talerzyka, coś zaczęło się wspinać po marmurowych schodach: chlup, chlap, chlup, chlap. Gdy dotarło na górę, zapukało do drzwi i zawołało:
— Królewno, najmłodsza, otwórz mi.
Podbiegła zobaczyć, kto stoi za drzwiami, a gdy je otworzyła, ujrzała żabę. Szybko zatrzasnęła drzwi i wróciła do stołu, cała przestraszona. Król zauważył, jak mocno bije jej serce, i zapytał:
— Dziecko, czego się boisz? Może stoi tam olbrzym, który chce cię porwać?
— Ach nie — odpowiedziała — to nie olbrzym, tylko wstrętna żaba.
— A czego ta żaba od ciebie chce?
— Ach, ojcze, wczoraj, kiedy siedziałam w lesie przy studni i się bawiłam, moja złota kula wpadła do wody. A ponieważ tak bardzo płakałam, żaba mi ją wyłowiła. I ponieważ się uparła, obiecałam jej, że będzie moim przyjacielem. Nie sądziłam jednak, że zdoła wyjść ze swojej wody. A teraz stoi za drzwiami i chce wejść do środka.
W tej chwili rozległo się drugie pukanie i głos zawołał:
— Królewno, najmłodsza, otwórz mi, pamiętasz, coś obiecała wczoraj przy chłodnej wodzie starej studni? Królewno, najmłodsza, otwórz mi.
Wtedy król powiedział:
— Co obiecałaś, musisz dotrzymać. Idź i otwórz jej drzwi.
Poszła i otworzyła, a żaba wskoczyła do środka i szła za nią krok w krok aż do jej krzesła. Tam usiadła i zawołała:
— Podnieś mnie do siebie.
Zwlekała, aż w końcu król jej kazał. Gdy tylko żaba usiadła na krześle, zapragnęła wejść na stół, a kiedy już tam siedziała, powiedziała:
— A teraz podsuń mi bliżej swój złoty talerzyk, żebyśmy zjedli razem.
Zrobiła to, choć widać było, że robi to niechętnie. Żabie smakowało wybornie, królewnie zaś każdy kęs więzł w gardle. W końcu żaba powiedziała:
— Najadłam się i jestem zmęczona. Zanieś mnie teraz do swojej komnaty, pościel jedwabne łóżeczko, a potem pójdziemy spać.
Królewna zaczęła płakać. Bała się zimnej żaby, nie śmiała jej dotknąć, a teraz miała ona spać w jej pięknym, czystym łóżeczku. Król jednak rozgniewał się i powiedział:
— Kto ci pomógł, gdy byłaś w potrzebie, tego później nie wolno gardzić.
Wzięła więc żabę dwoma palcami, zaniosła na górę i posadziła w kącie. Ale kiedy leżała już w łóżku, żaba podpełzła bliżej i powiedziała:
— Jestem zmęczona, chcę spać tak samo jak ty. Podnieś mnie, albo powiem twojemu ojcu.
Wtedy królewna naprawdę się rozgniewała. Podniosła żabę i rzuciła nią z całej siły o ścianę.
— Teraz wreszcie dasz mi spokój, wstrętna żabo!
Ale gdy żaba spadła na podłogę, nie była już żabą, tylko królewiczem o pięknych, dobrych oczach. I to on, z woli jej ojca, został teraz jej drogim przyjacielem i mężem. Opowiedział jej, że zaklęła go zła czarownica i że nikt nie mógł go wybawić ze studni oprócz niej samej.
Następnego ranka mieli razem wyruszyć do jego królestwa. Zasnęli więc, a gdy rankiem obudziło ich słońce, podjechał powóz zaprzężony w osiem białych koni. Konie miały na głowach białe strusie pióra i szły w złotych łańcuchach, a z tyłu stał sługa młodego króla, Wierny Henryk.
Wierny Henryk tak bardzo się zasmucił, gdy jego pan został zamieniony w żabę, że kazał sobie założyć na serce trzy żelazne obręcze, żeby mu nie pękło z bólu i żalu. Powóz miał teraz zawieźć młodego króla do jego królestwa. Wierny Henryk pomógł obojgu wsiąść, sam stanął z tyłu i był przepełniony radością z powodu wybawienia swojego pana.
Gdy przejechali już kawałek drogi, królewicz usłyszał za sobą trzask, jakby coś się złamało. Odwrócił się i zawołał:
— Henryku, wóz się łamie!
— Nie, panie, to nie wóz, lecz pękła jedna z trzech obręczy, która ściskała moje serce bólem, gdy w studni siedziałeś zaklęty, gdy jeszcze żabą byłeś.
Jeszcze raz i jeszcze raz coś trzasnęło po drodze, i za każdym razem królewicz myślał, że to powóz się łamie. Ale to tylko kolejne obręcze odpadały od serca Wiernego Henryka, bo jego pan był wreszcie wybawiony i szczęśliwy.