
Księżniczka na ziarnku grochu
2 min czytania4–8 lat
Pewnej burzliwej nocy do bramy zamku puka przemoczona do suchej nitki nieznajoma, twierdząc, że jest prawdziwą księżniczką. Aby się o tym przekonać, stara królowa urządza jej niezwykłą próbę: pod stosem dwudziestu materaców i dwudziestu pierzyn chowa jedno maleńkie ziarnko grochu.
Pewnego razu żył sobie królewicz, który postanowił ożenić się z prawdziwą księżniczką. Ale miała to być księżniczka prawdziwa co do joty, żadna inna mu nie odpowiadała. Wyruszył więc w podróż po całym świecie, żeby taką znaleźć, lecz wszędzie czegoś brakowało. Księżniczek nie brakowało, tylko czy naprawdę były prawdziwe, tego nikt nie potrafił orzec z pewnością. Zawsze coś było nie tak. Wrócił więc w końcu do domu bardzo smutny, bo z całego serca pragnął prawdziwej księżniczki.
Pewnego wieczoru nadciągnęła straszna burza. Błyskało się i grzmiało, deszcz lał jak z cebra, było naprawdę okropnie. Wtem ktoś zapukał do miejskiej bramy, a stary król sam poszedł otworzyć.
Za bramą stała księżniczka. Ale, mój Boże, jak ona wyglądała po tym deszczu i tej niepogodzie! Woda spływała jej z włosów i sukni, wpadała do butów z przodu i wylewała się z tyłu. A mimo to twierdziła, że jest prawdziwą księżniczką.
„Zaraz się o tym przekonamy” pomyślała sobie stara królowa. Nie powiedziała jednak ani słowa, tylko poszła do sypialni, zdjęła z łóżka całą pościel i położyła na deskach jedno maleńkie ziarnko grochu. Potem przyniosła dwadzieścia materaców i ułożyła je na ziarnku, a na wierzchu jeszcze dwadzieścia pierzyn z puchu.
Tam właśnie miała spędzić noc księżniczka. Rano zapytano ją, jak jej się spało.
— Och, okropnie źle — odpowiedziała księżniczka. — Prawie nie zmrużyłam oka przez całą noc. Bóg jeden wie, co leżało w tym łóżku: spoczywałam na czymś twardym i teraz całe ciało mam posiniaczone. To po prostu straszne!
Po tym właśnie poznano, że była prawdziwą księżniczką, skoro przez dwadzieścia materaców i dwadzieścia pierzyn wyczuła ziarnko grochu. Tak wrażliwa mogła być tylko prawdziwa księżniczka.
Wtedy królewicz pojął ją za żonę, bo teraz już wiedział na pewno, że znalazł prawdziwą księżniczkę. A groszek trafił do muzeum, gdzie można go podziwiać do dziś, o ile nikt go stamtąd nie zabrał. Widzisz więc, że to była prawdziwa historia.