Przejdź do treści
Talerie
Złota gęś

Złota gęś

Brüder Grimm

7 min czytania5–10 lat

Najmłodszy z trzech braci, wyśmiewany Głuptasek, jako jedyny dzieli się swoim skromnym posiłkiem z tajemniczym szarym człowieczkiem z lasu i w nagrodę znajduje gęś o piórach z czystego złota. Gdy ciekawscy, którzy próbują wyrwać jej choć jedno piórko, zaczynają lgnąć jeden do drugiego w zabawnym pochodzie przez pola, Głuptasek rozśmiesza nim poważną królewnę i zdobywa jej rękę oraz całe królestwo.


Dawno, dawno temu żył sobie pewien gospodarz, który miał trzech synów. Najmłodszego wszyscy nazywali Głuptaskiem, bo zawsze go lekceważono i wyśmiewano, i przy każdej okazji odsuwano na bok.

Pewnego dnia najstarszy syn wybrał się do lasu narąbać drewna. Zanim wyszedł, matka dała mu w drogę pyszne ciasto na jajkach i butelkę wina, żeby w lesie nie cierpiał głodu ani pragnienia. Gdy tylko wszedł między drzewa, spotkał małego, siwego człowieczka. Staruszek pozdrowił go i poprosił o kawałek ciasta i łyk wina, bo był bardzo głodny i spragniony. Ale najstarszy syn odpowiedział wyniośle:

— Jak dam ci moje ciasto i wino, sam nic nie będę miał. Idź swoją drogą.

Zostawił staruszka i poszedł dalej. Ledwie zaczął rąbać drzewo, siekiera zsunęła mu się i wbiła w ramię, tak że musiał wracać do domu, żeby opatrzyć ranę. A to właśnie sprawka szarego człowieczka.

Nazajutrz do lasu wybrał się drugi syn. Matka i jemu dała ciasto i wino, i jego też spotkał staruszek, prosząc o to samo. Drugi syn odpowiedział równie rozsądnie:

— Co dam tobie, tego zabraknie mnie samemu. Idź swoją drogą.

I podobnie jak brat, zranił się przy rąbaniu, tak że musiano go nieść do domu.

Wtedy Głuptasek poprosił ojca, żeby i jemu pozwolił pójść do lasu.

— Twoi bracia się poranili — powiedział ojciec. — Zostaw to, ty się na tym nie znasz.

Głuptasek prosił jednak tak długo, aż ojciec w końcu ustąpił:

— Idź więc, może na własnych błędach nauczysz się rozumu.

Matka dała mu tylko podpłomyk upieczony na wodzie w popiele i butelkę kwaśnego piwa. Gdy wszedł do lasu, i jemu drogę zastąpił szary człowieczek, prosząc o kawałek ciasta i łyk z butelki.

— Mam tylko podpłomyk i kwaśne piwo — odpowiedział Głuptasek. — Ale jeśli ci to nie przeszkadza, usiądźmy razem i zjedzmy.

Usiedli więc, a gdy Głuptasek wyjął swój podpłomyk, okazał się on pysznym ciastem na jajkach, a kwaśne piwo zmieniło się w dobre wino. Najedli się i napili do syta, a wtedy staruszek powiedział:

— Masz dobre serce i chętnie dzielisz się tym, co masz, więc chcę cię wynagrodzić. Widzisz tamto stare drzewo? Zetnij je, a w korzeniach coś znajdziesz.

Po tych słowach zniknął.

Głuptasek zabrał się do ścinania drzewa, a gdy runęło, w jego korzeniach siedziała gęś o piórach z czystego złota. Wziął ją pod pachę i poszedł do gospody, żeby przenocować.

Karczmarz miał trzy córki. Ujrzawszy dziwnego złotego ptaka, każda z nich zapragnęła choć jednego pióra. Najstarsza pomyślała: „Na pewno znajdzie się chwila, kiedy zdołam wyrwać jedno piórko.” Gdy więc Głuptasek na moment wyszedł, złapała gęś za skrzydło, lecz w tej samej chwili jej ręka i palce przywarły do piór i nie sposób ich było oderwać. Zaraz potem weszła druga siostra, myśląc tylko o tym, jak zdobyć złote piórko, lecz gdy tylko dotknęła siostry, i ona przylgnęła. Na koniec przyszła trzecia, z tą samą myślą.

— Nie zbliżaj się, na miłość boską! — krzyknęły tamte dwie.

Ale ona nie rozumiała dlaczego, więc pomyślała: „Skoro one tam są, to i ja mogę.” Podbiegła, dotknęła siostry i przywarła do niej tak samo. Całą noc musiały tak spędzić przy gęsi.

Rano Głuptasek wziął gęś pod ramię i ruszył w drogę, wcale się nie przejmując trzema dziewczętami, które ciągnęły się za nim, biegnąc raz w lewo, raz w prawo, jak mu się akurat nogi obróciły. Na środku pola spotkał ich proboszcz, a widząc ten dziwaczny orszak, zawołał:

— Wstyd wam, niegrzeczne dziewczyny! Cóż to za pomysł, żeby biegać za młodzieńcem po polu! Jak to wygląda!

Złapał najmłodszą za rękę, żeby ją odciągnąć, lecz gdy tylko jej dotknął, sam przywarł i musiał biec razem z nimi. Wkrótce nadszedł kościelny i zobaczył proboszcza depczącego dziewczętom po piętach. Zdziwił się bardzo i zawołał:

— Ojej, księże proboszczu, dokąd tak śpiesznie? Nie zapominajcie, że mamy dziś jeszcze chrzest!

Podbiegł, złapał go za rękaw, lecz i on przywarł na dobre. Gdy tak sunęli jeden za drugim, drogą szło dwóch chłopów z motykami z pola. Proboszcz zawołał do nich, prosząc, żeby uwolnili jego i kościelnego, ale ledwie dotknęli kościelnego, sami także przylgnęli. Było ich teraz siedmioro biegnących za Głuptaskiem i jego gęsią.

Głuptasek zaszedł w końcu do miasta, gdzie rządził król. Król miał córkę, tak poważną, że nikt nigdy nie zdołał jej rozśmieszyć. Dlatego ogłosił, że kto ją rozśmieje, ten dostanie ją za żonę. Gdy Głuptasek to usłyszał, stanął przed królewną razem z gęsią i całym swoim orszakiem. A królewna, ujrzawszy siedem osób biegnących gęsiego jedna za drugą, wybuchnęła tak głośnym śmiechem, że nie mogła przestać.

Głuptasek zażądał więc jej ręki. Lecz królowi nie w smak był taki zięć. Zaczął się wykręcać i oświadczył, że najpierw Głuptasek musi przyprowadzić mu człowieka zdolnego wypić cały piwniczny zapas wina. Głuptasek pomyślał od razu o szarym człowieczku i poszedł do lasu. Na tym samym miejscu, gdzie ściął drzewo, zastał siedzącego mężczyznę o strapionej twarzy.

— Co cię tak trapi? — zapytał Głuptasek.

— Dręczy mnie takie pragnienie, że nie umiem go ugasić — odpowiedział tamten. — Zimnej wody nie znoszę. Beczkę wina już wprawdzie wypiłem, ale cóż to za kropla na rozpalonym kamieniu?

— W takim razie mogę ci pomóc — powiedział Głuptasek. — Chodź ze mną, napijesz się do syta.

Zaprowadził go do królewskiej piwnicy, a mężczyzna zabrał się do wielkich beczek, pił i pił, aż zabolały go boki, i nim minął dzień, opróżnił całą piwnicę.

Głuptasek znów zażądał swojej narzeczonej, lecz król był zły, że prosty chłopak, którego wszyscy nazywali głupim, miałby dostać jego córkę, więc postawił nowy warunek: Głuptasek musi przyprowadzić człowieka, który zdoła zjeść całą górę chleba. Głuptasek nie zastanawiał się długo, tylko od razu poszedł do lasu. Na tym samym miejscu siedział inny mężczyzna, ściskający brzuch pasem, z ponurą miną.

— Zjadłem już cały piec pełen chleba — poskarżył się — ale co z tego, skoro głód mam tak wielki jak ja sam? Żołądek wciąż mam pusty i muszę się tylko coraz mocniej ściskać, żeby nie umrzeć z głodu.

Głuptasek ucieszył się i powiedział:

— Chodź ze mną, najesz się do syta.

Zaprowadził go na dwór królewski, gdzie ze zboża z całego królestwa upieczono ogromną górę chleba. Głodny wędrowiec stanął przed nią i zaczął jeść, a w ciągu jednego dnia cała góra zniknęła.

Po raz trzeci Głuptasek zażądał swojej narzeczonej. Lecz król znowu szukał wykrętu i zażyczył sobie statku, który mógłby pływać po wodzie i jeździć po lądzie.

— Gdy tylko takim statkiem tu przypłyniesz — powiedział — od razu dostaniesz moją córkę za żonę.

Głuptasek poszedł prosto do lasu, gdzie siedział szary człowieczek, ten sam, z którym kiedyś podzielił się ciastem.

— Ja piłem i jadłem za ciebie, dam ci więc i statek — powiedział staruszek. — Robię to wszystko, bo okazałeś mi litość.

I dał mu statek, który pływał po wodzie i jeździł po lądzie. Kiedy król to zobaczył, nie mógł mu już dłużej odmawiać córki. Odbyło się huczne wesele, a po śmierci króla Głuptasek odziedziczył całe królestwo i żył długo i szczęśliwie ze swoją żoną.