Przejdź do treści
W blasku świec czterej rogaci diabli w kontuszach i sutannach piszą przy stole nakrytym kobiercem, z przodu blady pisarz, na ścianie krucyfiks bez twarzy.

Czarcia łapa

Henryk Rzewuski

3 min czytania od 8 lat

W Lublinie przekupieni sędziowie przyznają rację magnatowi, który nęka ubogą wdowę procesami. Wdowa woła na całą salę, że diabli osądziliby ją sprawiedliwiej, a sędziowie udają, że nic nie słyszą.


W Lublinie, w sali, gdzie obradował trybunał, stał kamienny krzyż z wizerunkiem Zbawiciela. Nad nim wypisano wielkimi złotymi literami: Justitias vestras judicabo, co znaczy „Osądzę waszą sprawiedliwość”.

Kto tam wchodził, od razu dostrzegał coś dziwnego: Chrystus miał twarz odwróconą tak, że nie dało się zobaczyć jego rysów. Miejscowi tłumaczyli przybyszom, że rzeźbiarz wcale go tak nie przedstawił. Dawniej Pan Jezus patrzył prosto na sędziów, ale przed laty zdarzyło się coś, co to zmieniło.

Żyła w tamtych czasach uboga wdowa, którą pewien magnat nękał procesami. Jej sprawa była jasna jak słońce. Magnat przekupił jednak wszystkich sędziów trybunału, więc wyrok zapadł na jego korzyść, wbrew prawu i sumieniu.

Kiedy odczytano dekret, czyli wyrok trybunału, wdowa nie wytrzymała.

— Żeby mnie sądzili diabli, sprawiedliwszy byłby wyrok — zawołała na całą salę.

Za balustradą wychudła wdowa w chuście i czepcu krzyczy; przy stole nakrytym kobiercem siedzą dwaj panowie w kontuszach i duchowny, jeden patrzy w sufit.

Za takie słowa w sądzie można było ponieść karę. Deputatów gryzło jednak sumienie, więc udali, że nic nie słyszeli, i puścili jej to płazem.

Był to ostatni dzień sesji. Marszałek i deputaci, duchowni i świeccy, rozjechali się do domów. W gmachu zostali tylko urzędnicy kancelarii i pisarze trybunalscy.

Nagle przed gmach trybunału zajechało mnóstwo karet. Wysiedli z nich jacyś panowie: jedni w kontuszach, jak szlachta, drudzy w rokietach, jak wysocy duchowni. Na głowach mieli jednak rogi, a spod szat wystawały im ogony.

Nocą przed gmachem z kamiennym portalem stoi rząd karet z latarniami; z najbliższej wysiadają dwaj diabli w kontuszach i czapkach, z rogami i ogonami.

Weszli po schodach do sali sądowej i zajęli krzesła: jeden marszałka, drugi prezydenta, pozostali deputatów. Pisarze zrozumieli, że to diabli. Siedzieli przy stołach, drżąc ze strachu, i czekali, co będzie dalej.

Diabeł, który zasiadł na miejscu marszałka, kazał wywołać sprawę wdowy. Przed sądem stanęło dwóch diabłów prawników. Jeden przemawiał za wdową, drugi przeciw niej, a obaj mówili tak bystro i tak dobrze znali polskie prawo, że aż dziw brał.

Po krótkiej naradzie diabeł marszałek przywołał pisarza województwa wołyńskiego, bo sprawa pochodziła z Wołynia. Był to prawdziwy pisarz, człowiek, a nie diabeł.

— Niech pan siądzie za stołem, panie pisarzu, i weźmie pióro — powiedział diabeł marszałek.

Pisarz podszedł półżywy ze strachu. Usiadł, zmrużył oczy i zaczął spisywać wyrok, który mu dyktowano.

Wyrok przyznał wdowie całkowitą rację.

Wtedy Pan Jezus na krzyżu odwrócił zasmuconą twarz. Ogarnęła go zgroza, że diabli osądzili sprawiedliwiej niż chrześcijański trybunał, w którym zasiadało tylu kapłanów. A przecież tych sędziów odkupił swoją najświętszą krwią.

Pewien pobożny zakonnik, bazylianin z Lublina, dowiedział się z objawienia, że Chrystus nie pokaże już swojego oblicza. Odwróci się z powrotem dopiero wtedy, gdy naród pozbędzie się sprzedajnych sądów, księży handlujących świętościami i szlacheckiego pieniactwa, czyli ciągania się po sądach o byle co.

Zamiast podpisów diabli zostawili pod wyrokiem wypalone odciski łap, każdy innego kształtu. Położyli dokument na kobiercu, którym nakryty był stół trybunalski, i zniknęli.

Na kobiercu przy świecy leży zapisany dokument, u dołu pięć wypalonych śladów: pazury, dwie różne łapy, ptasia stopa i kopyto; z tyłu puste krzesła.

Na następnej sesji sędziowie znaleźli diabelski wyrok tam, gdzie go zostawiono, bo nikt z kancelarii nie odważył się go ruszyć. Złożono go w archiwum i podobno każdy, kto chciał, mógł go tam przeczytać, a nawet wziąć sobie odpis.

Jak oceniasz tę legendę?

Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Pamiątki JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna