Przejdź do treści
Dziwny mały człowieczek przędzie słomę w złotą nić przy kołowrotku w kamiennej komnacie pełnej stert złota.Oryginalna

Rumpelsztyk

Bracia Grimm

5 min czytania7–12 lat

Biedna córka młynarza musi w jedną noc uprząść stos słomy na złoto, a gdy sobie nie radzi, robi to za nią tajemniczy człowieczek. Gdy zostaje królową i w porę odgaduje jego imię, Rumpelsztyk krzyczy ze złości, tupie prawą nogą tak mocno, że wbija się w ziemię po pas i w gniewie rozdziera sam siebie na pół.


Był sobie kiedyś młynarz. Był biedny, ale miał piękną córkę. Zdarzyło się, że przyszło mu rozmawiać z królem, a chcąc dodać sobie znaczenia, powiedział:

— Mam córkę, która potrafi prząść złoto ze słomy.

— To sztuka, która bardzo mi się podoba — odrzekł król. — Jeśli twoja córka jest tak zręczna, jak mówisz, przyprowadź ją jutro do mojego zamku, a wystawię ją na próbę.

W oświetlonej pochodniami sali roześmiany młynarz z rozłożonymi ramionami przechwala się przed brodatym królem przy kominku, a dworzanie patrzą zdumieni.

Gdy dziewczynę do niego przyprowadzono, król zaprowadził ją do komnaty pełnej słomy, dał jej kołowrotek i motowidło i rzekł:

— Bierz się do pracy. Jeśli przez tę noc, do jutrzejszego ranka, nie uprzędziesz tej słomy na złoto, umrzesz.

Potem sam zamknął komnatę na klucz, a ona została w środku sama.

Dziewczyna w niebieskiej sukni siedzi zapłakana na słomie w zamkniętej komnacie, obok stoi pusty kołowrotek, przez zakratowane okno sączy się światło księżyca.

Siedziała więc biedna młynarzówna i za nic nie umiała wymyślić, jak ocalić życie. Nie miała najmniejszego pojęcia, jak przędzie się słomę na złoto, a rósł w niej coraz większy strach, aż w końcu zaczęła płakać. Wtem drzwi się otworzyły i wszedł mały człowieczek.

— Dobry wieczór, panno młynarzówno — powiedział. — Czemu tak bardzo płaczesz?

— Ach — odpowiedziała dziewczyna — mam uprząść słomę na złoto, a wcale się na tym nie znam.

— A co mi dasz, jeśli ci ją uprzędę? — zapytał człowieczek.

— Mój naszyjnik — powiedziała dziewczyna.

Człowieczek wziął naszyjnik, siadł przy kołowrotku i furkot, furkot, furkot, trzy razy pociągnął, a szpulka była pełna. Nasadził następną i furkot, furkot, furkot, trzy razy pociągnął, a i druga była pełna. Tak szło do rana, aż cała słoma została uprzędziona, a wszystkie szpulki pełne były złota.

O wschodzie słońca przyszedł już król, a gdy ujrzał złoto, zdumiał się i ucieszył, lecz jego serce stało się tylko jeszcze bardziej chciwe złota. Kazał zaprowadzić młynarzównę do innej komnaty pełnej słomy, o wiele większej, i rozkazał, żeby i tę uprzędła w jedną noc, jeśli życie jest jej miłe. Dziewczyna nie wiedziała, co począć, i płakała. Wtedy drzwi znów się otworzyły i zjawił się mały człowieczek.

— Co mi dasz, jeśli uprzędę ci tę słomę na złoto? — zapytał.

— Pierścionek z palca — odpowiedziała dziewczyna.

Człowieczek wziął pierścionek, znów puścił kołowrotek w ruch i do rana uprządł całą słomę na lśniące złoto.

Król ucieszył się na ten widok nad miarę, ale wciąż nie był złota syty. Kazał zaprowadzić młynarzównę do jeszcze większej komnaty pełnej słomy i powiedział:

— Tę także musisz uprząść jeszcze tej nocy. A jeśli ci się uda, zostaniesz moją żoną.

„Choćby i była córką młynarza, bogatszej żony nie znajdę na całym świecie”, pomyślał.

Gdy dziewczyna została sama, człowieczek przyszedł po raz trzeci.

— Co mi dasz, jeśli i tym razem uprzędę ci słomę? — zapytał.

— Nie mam już nic, co mogłabym ci dać — odpowiedziała dziewczyna.

— To obiecaj mi swoje pierwsze dziecko, kiedy zostaniesz królową.

„Kto wie, jak to się jeszcze potoczy”, pomyślała młynarzówna, a w swojej biedzie nie umiała poradzić sobie inaczej. Obiecała więc człowieczkowi to, czego żądał, a on w zamian jeszcze raz uprządł słomę na złoto. Gdy rano przyszedł król i zastał wszystko tak, jak sobie życzył, wyprawił z nią wesele, a piękna młynarzówna została królową.

Po roku wydała na świat piękne dziecko i o człowieczku nie myślała już wcale. Wtem stanął on w jej komnacie.

— Oddaj mi teraz to, co obiecałaś.

W komnacie oświetlonej świecą chudy człowieczek w spiczastej czapce wyciąga rękę spowitą złotą poświatą, a kobieta w bieli osłania dziecko w złotej kołysce.

Królowa przeraziła się i ofiarowała człowieczkowi wszystkie bogactwa królestwa, byle tylko zostawił jej dziecko. Ale człowieczek powiedział:

— Nie. Coś żywego jest mi milsze niż wszystkie skarby świata.

Wtedy królowa zaczęła tak lamentować i płakać, że człowieczkowi zrobiło się jej żal.

— Dam ci trzy dni — rzekł. — Jeśli do tego czasu poznasz moje imię, zatrzymasz swoje dziecko.

Przez całą noc rozmyślała królowa nad wszystkimi imionami, jakie kiedykolwiek słyszała, i wysłała posłańca w świat, żeby wypytywał wzdłuż i wszerz, jakie jeszcze bywają imiona na świecie. Gdy nazajutrz przyszedł człowieczek, zaczęła od Kacpra, Melchiora i Baltazara i wymieniała po kolei wszystkie imiona, jakie znała, ale przy każdym człowieczek mówił:

— Nie tak mam na imię.

Drugiego dnia kazała wypytać w okolicy, jak nazywają się tamtejsi ludzie, i podawała człowieczkowi imiona najrzadsze i najdziwniejsze.

— Może nazywasz się Żebrowiec? Albo Baranie Udo? Albo Sznurowanóg?

Ale on za każdym razem odpowiadał:

— Nie tak mam na imię.

Trzeciego dnia wrócił posłaniec i opowiedział:

— Nowego imienia nie znalazłem ani jednego. Ale kiedy zaszedłem pod wysoką górę, za skraj lasu, tam gdzie lis i zając mówią sobie dobranoc, zobaczyłem mały domek. Przed domkiem palił się ogień, a wokół ognia skakał przezabawny człowieczek, podrygiwał na jednej nodze i wołał:

Dziś piekę chleb, a jutro warzę piwo,pojutrze zabiorę królowej jej dziecko.Jak to dobrze, że nie wie nikt,że na imię mam Rumpelsztyk!

Nocą przy ognisku przed chatką pod górą podskakuje na jednej nodze człowieczek w zielonym ubranku, a zza drzewa patrzy brodaty mężczyzna w płaszczu z kapturem.

Możecie sobie pomyśleć, jak uradowała się królowa, gdy usłyszała to imię. Wkrótce potem wszedł człowieczek i zapytał:

— No, pani królowo, jak mam na imię?

Królowa zapytała najpierw:

— Czy nazywasz się Antek?

— Nie.

— Czy nazywasz się Bartek?

— Nie.

— A może masz na imię Rumpelsztyk?

— To ci powiedział diabeł, to ci powiedział diabeł! — krzyknął człowieczek.

Człowieczek z twarzą wykrzywioną wściekłością tupie nogą w drewnianą podłogę, aż deski pękają, a wokół niego fruwają złote monety i źdźbła słomy.

Ze złości tupnął prawą nogą tak mocno, że wbił się w ziemię po pas, a potem w swojej wściekłości chwycił się obiema rękami za lewą nogę i rozdarł sam siebie na pół.

Na nowo opowiedziane przez Talerie, Źródło: Kinder- und Hausmärchen (otwiera się w nowym oknie)

Licencja: Domena publiczna