Przejdź do treści
Wędrowiec miesza nocą w wielkim parującym kotle nad płonącym paleniskiem w wiejskiej chacie, a starsza kobieta zagląda ciekawie.

Zupa z kamienia

Nils Gabriel Djurklou

7 min czytania od 4 lat

Wędrowiec prosi w leśnej chacie o nocleg, ale gospodyni zarzeka się, że nie ma w domu ani okruszyny. On jednak widzi, że kobiecie wcale nie wiedzie się tak źle, jak udaje. Pożycza więc garnek, wrzuca do wody gładki kamień i mówi, że gotuje zupę z kamienia.


Szedł raz lasem wędrowiec. Domy stały tu tak daleko od siebie, że nie miał już nadziei znaleźć noclegu, zanim zapadnie noc. Nagle między drzewami mignęło mu światło. Podszedł bliżej i zobaczył chatę, a w niej ogień płonący na palenisku. „Ależ by było dobrze ogrzać się przy takim ogniu i zjeść cokolwiek”, pomyślał i powlókł się w stronę chaty.

Wtedy wyszła mu naprzeciw stara kobieta.

Zmierzch w lesie: mężczyzna w długim płaszczu, z kapeluszem w ręce, macha do starej kobiety stojącej w rozświetlonych drzwiach kamiennej chaty.

— Dobry wieczór! Dobrze, że kogoś tu spotykam — powiedział wędrowiec.

— Dobry wieczór — odpowiedziała kobieta. — A skąd to idziesz?

— Z krainy na południe od słońca i na wschód od księżyca — odparł wędrowiec. — Teraz wracam do domu, bo byłem już na całym świecie, tylko w tej okolicy jeszcze nie.

— To musisz być wielki podróżnik — powiedziała kobieta. — A czego tu szukasz?

— Ano noclegu na jedną noc.

— Tak też myślałam — powiedziała kobieta. — Ale możesz od razu iść dalej, bo mojego męża nie ma w domu, a ja nie prowadzę zajazdu.

— Ależ gospodyni — powiedział wędrowiec — nie bądź taka opryskliwa i nieużyta. Oboje jesteśmy ludźmi, a ludzie powinni sobie pomagać, bo tak jest napisane.

— Pomagać? — obruszyła się kobieta. — Pomagać! Słyszał kto coś takiego? A kto pomoże mnie, jak myślisz? Nie mam w domu ani okruszyny! Nie, szukaj sobie kwatery gdzie indziej.

Ale wędrowiec był jak wszyscy jemu podobni: po pierwszej odmowie nie uważał się jeszcze za pokonanego. Kobieta zrzędziła i narzekała, ile mogła, a on prosił i prosił, aż wreszcie ustąpiła i pozwoliła mu przespać się na podłodze.

„To bardzo uprzejmie”, pomyślał i podziękował. Był z niego wesoły człowiek i na wszystko miał rymowankę.

Lepsza podłoga pod bokiem niż zimny las pod obłokiem.

Kiedy wszedł do izby, zobaczył, że kobiecie wcale nie wiedzie się tak źle, jak udawała. Była tylko chciwa i skąpa, z tych najgorszych, i wiecznie na wszystko narzekała.

Zrobił się więc bardzo miły i najuprzejmiej, jak umiał, poprosił o coś do jedzenia.

— A skąd niby mam to wziąć? — powiedziała kobieta. — Sama przez cały dzień nie miałam nic w ustach.

Ale wędrowiec był człowiekiem sprytnym.

— Biedna babciu, to ty musisz być głodna — powiedział. — No cóż, w takim razie chyba ja zaproszę ciebie na kolację.

— Ty mnie zaprosisz? — prychnęła kobieta. — Nie wyglądasz na kogoś, kto może kogokolwiek na cokolwiek zaprosić. Ciekawa jestem, czym ty mnie niby chcesz poczęstować.

— Powiem ci tak — odparł wędrowiec.

Kto po świecie chodzi śmiało, ten zobaczy niemało, a kto wiele zobaczy, temu spryt na wszystko starczy.

— Kto głowy nie traci, temu się opłaci. Pożycz mi garnek, babciu!

Kobietę zżerała ciekawość, jak łatwo zgadnąć, więc dała mu garnek.

Nalał do niego wody, postawił na ogniu i dmuchał ze wszystkich sił, aż płomienie objęły garnek dookoła. Potem wyjął z kieszeni gładki kamień, obrócił go trzy razy w dłoni i wrzucił do wody.

Kobieta wytrzeszczyła oczy.

Wędrowiec trzyma w palcach mały szary kamyk nad parującym kociołkiem i upuszcza go do wody, a stara kobieta obok patrzy na to z otwartymi ustami.

— A co to ma być? — spytała.

— Zupa z kamienia — powiedział wędrowiec i zaczął mieszać wodę drewnianą łyżką.

— Zupa z kamienia? — powtórzyła kobieta.

— Tak jest, zupa z kamienia — potwierdził wędrowiec.

Stara kobieta niejedno w życiu widziała i słyszała, ale żeby ktoś ugotował zupę z kamienia, o tym nie słyszała nigdy.

— Biednym ludziom przydałoby się to wiedzieć — powiedziała. — Chciałabym się tego nauczyć.

— Czego nikt nie chce, to samo pcha się pod nogi — odparł wędrowiec.

Dodał, że jeśli chce się nauczyć, niech tylko patrzy, i mieszał dalej. Kobieta przykucnęła przy palenisku, objęła rękami kolana i wodziła oczami za jego dłonią.

— Zwykle wychodzi z tego dobra zupa — powiedział. — Ale dzisiaj będzie pewnie rzadka, bo cały tydzień gotuję na tym samym kamieniu. Gdyby tak wsypać garść przesianej mąki, byłoby jak trzeba. Ale czego nie ma, o tym nie ma co myśleć.

I mieszał dalej.

— Chyba gdzieś mi jeszcze trochę mąki zostało — powiedziała kobieta i poszła po nią. Mąka była dobra i drobno zmielona.

Stara kobieta niesie w obu dłoniach drewnianą misę pełną białej mąki, a wędrowiec przy palenisku ogląda się na nią, mieszając w kociołku.

Wędrowiec zaczął ją sypać do garnka i mieszał, a kobieta patrzyła to na niego, to na zupę, aż oczy omal jej nie wyszły z orbit.

— Taka zupa byłaby już dobra dla gości — powiedział, dosypując garść za garścią. — A gdyby wrzucić do niej kawałek peklowanej wołowiny i parę ziemniaków, jedliby ją najwybredniejsi panowie. Ale czego nie ma, o tym nie ma co myśleć.

Kobieta zamyśliła się i przypomniała sobie, że ziemniaki chyba ma, a i kawałek wołowiny gdzieś się znajdzie. Przyniosła jedno i drugie, a wędrowiec mieszał dalej, ona zaś patrzyła jak przedtem.

— To będzie zupa godna największych panów w kraju — powiedział.

— No proszę! — zawołała kobieta. — I wszystko z jednego kamienia!

Wędrowiec i stara kobieta siedzą przy kociołku pełnym ziemniaków i mięsa; on opowiada, wskazując palcem, a ona ze śmiechem unosi złożone dłonie.

Bo też i wędrowiec był naprawdę niezwykłym człowiekiem, nie w ciemię bity.

— Gdyby tak jeszcze garstka jęczmienia i odrobina mleka, moglibyśmy zaprosić na tę zupę samego króla — powiedział. — Król jada ją co wieczór, wiem to na pewno, bo służyłem kiedyś u królewskiego kucharza.

— Ojej! Zaprosić króla! No proszę! — zawołała kobieta i klepnęła się w kolana. Wielkie znajomości wędrowca zupełnie ją oszołomiły.

— Ale czego nie ma, o tym nie ma co myśleć — powiedział wędrowiec.

Wtedy przypomniała sobie, że trochę jęczmienia jeszcze ma, a i mleka jej nie brakuje, bo najlepsza krowa dopiero co się ocieliła. Poszła po jedno i po drugie.

Wędrowiec mieszał, a kobieta patrzyła, raz na niego, raz na garnek.

Aż nagle wyjął z zupy kamień.

— Gotowe. Teraz się dopiero najemy — powiedział. — Tyle że do takiej zupy król z królową zawsze podają kieliszek nalewki i chociaż jedną kanapkę. No i zawsze jedzą przy nakrytym stole. Ale czego nie ma, o tym nie ma co myśleć.

Tymczasem i sama kobieta poczuła się wielką panią. Skoro tylko tyle brakuje, żeby było zupełnie jak u króla, to niech raz w życiu będzie zupełnie jak u króla. Poszła prosto do kredensu i wyjęła butelkę nalewki, kieliszki, masło i ser, wędzoną wołowinę i cielęcinę, aż stół wyglądał jak nakryty na wielkie przyjęcie.

Nigdy w życiu nie miała takiej uczty i nigdy nie jadła takiej zupy. I pomyśleć, że z samego kamienia!

Wędrowiec i stara kobieta siedzą przy stole nakrytym białym obrusem i jedzą zupę łyżkami; między nimi pali się świeca, obok leżą chleb, ser i szary kamień.

Tak się cieszyła z oszczędnego sposobu gotowania, że nie wiedziała, czym jeszcze uraczyć wędrowca, który ją tego nauczył.

Jedli więc i pili, i pili, i jedli, aż zrobili się senni i zmęczeni.

Wędrowiec chciał się położyć na podłodze. Ale o tym nie było mowy, uznała kobieta.

— Taki wielki człowiek musi spać w łóżku — powiedziała.

Nie dał się długo prosić.

— Zupełnie jak w Boże Narodzenie — powiedział. — A milszej kobiety w życiu nie spotkałem. Szczęśliwy, kto trafia na tak dobrych ludzi.

Położył się w łóżku i zasnął.

Rano, kiedy się obudził, dostał najpierw kubek gorącej kawy. A na drogę kobieta dała mu jeszcze błyszczącego talara.

— I dziękuję, stokrotnie dziękuję za to, czego mnie nauczyłeś — powiedziała. — Teraz będę żyła dostatnio, skoro umiem ugotować zupę z kamienia.

— Nie ma w tym nic trudnego, trzeba tylko mieć co dobrego dorzucić — odpowiedział wędrowiec i ruszył w swoją stronę.

Kobieta stanęła w drzwiach i długo patrzyła za nim.

— Takich ludzi ze świecą szukać — powiedziała.

Jak oceniasz tę bajkę?

Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Tales of Laughter (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna

Podobne bajki

Rumpelsztyk

4 min czytania od 6 lat

Świniopas

7 min czytania od 5 lat

O tej bajce

Zupa z kamienia nie ma znanego autora. To szwedzka bajka ludowa, którą baron G. Djurklou wydrukował w 1883 roku w Sztokholmie, w gwarze regionu Värmland, pod tytułem „Fanten å käringa”. W uwagach do zbioru zaznaczył, że wyjaśnia ona szwedzkie powiedzenie „koka soppa på en spik”, czyli „gotować zupę na gwoździu”.

Angielski przekład H. L. Brækstada wyszedł w Londynie w 1901 roku i trzyma się szwedzkiego tekstu scena po scenie. Za podstawę posłużył nam jego przedruk z nowojorskiego zbioru Tales of Laughter z 1908 roku. Najważniejsza zmiana: u Djurklou i w przekładzie wędrowiec gotuje zupę na gwoździu, a u nas na kamieniu.

Bajka szwedzka i nasza wersja

Djurklou (1883), Brækstad (1901)Nasza wersja
Co ląduje w garnkugwóźdź długi na cztery caległadki kamień
Nazwa potrawyzupa z gwoździazupa z kamienia
Czym się mieszakijkiem do kaszydrewnianą łyżką
Co przynosi kobietamąkę, wołowinę, ziemniaki, jęczmień, mlekoto samo
Ranokawa i kieliszek czegoś mocniejszegokubek gorącej kawy
Na drogębłyszcząca moneta (u Brækstada dolar)błyszczący talar
Ostatnie słowatacy ludzie nie rosną na każdym krzaku„takich ludzi ze świecą szukać”
Morałbrakbrak
Pokaż więcej
Ale czego nie ma, o tym nie ma co myśleć
G. Djurklou, przeł. H. L. Brækstad, 1901: But what one has to go without, it’s no use thinking more about

Co jest w naszym tekście

Zachowaliśmy całą fabułę i kolejność zdarzeń z pierwowzoru. Stara kobieta najpierw odprawia wędrowca, potem pozwala mu przespać się na podłodze i twierdzi, że nie ma nic do jedzenia. Wędrowiec obraca trzy razy w dłoni gładki kamień, wrzuca go do garnka z wodą, miesza i co chwila wspomina, czego by jeszcze zupie trzeba: mąki, wołowiny z ziemniakami, jęczmienia i mleka. Za każdym razem kobieta to przynosi. Cztery razy pada to samo zdanie o tym, czego nie ma, a obie rymowanki wędrowca zostały wierszem, ułożonym po polsku od nowa. Mąż kobiety jest poza domem i nie pojawia się wcale.

Nic strasznego się tu nie dzieje. Nikt kobiecie nie mówi, że dała się podejść, a ona sama kończy bajkę zadowolona i wdzięczna. Jedyny szczegół nie dla dzieci to butelka nalewki na stole nakrytym jak u króla; rano wędrowiec dostaje już tylko kubek kawy.

Skąd znano tę bajkę i z czym jej nie mylić

Djurklou pisze, że bajkę znano w dwóch szwedzkich krainach, w Värmland i Närke, i że zapisy dotarły do niego z obu. Wspomina też, że w 1875 roku ukazała się już w jednym z czasopism. Nie podaje jednak, kto ją opowiadał ani kto ją spisał.

Garnek pojawia się też w „Słodkiej owsiance”, którą znajdziesz na naszej stronie, ale to zupełnie inna bajka.

Źródła

Dawne wydania

Katalog

Dane sprawdziliśmy w tych źródłach 30 października 2026.

Kolorowanki do wydruku

Gdzie jeszcze znajdziesz tę bajkę