Przejdź do treści
Brodaty mężczyzna w jasnej szacie przepasanej sznurem, z siekierą w dłoni, dotyka skały i patrzy w szczelinę rozświetloną złotem; za nim dwa osły z drewnem.

Ali Baba i 40 rozbójników

Antoine Galland

15 min czytania od 8 lat

Biedny Ali Baba, ukryty na drzewie, podgląda w lesie czterdziestu rozbójników zebranych pod skałą. Herszt wypowiada zaklęcie i w litej skale otwierają się drzwi do groty pełnej złota i jedwabiu. Ali Baba zapamiętuje tajemne słowa i postanawia sam tam zajrzeć.


Dawno, dawno temu w pewnym perskim mieście żyło dwóch braci, Kasim i Ali Baba. Kasim ożenił się z bogatą dziedziczką i wkrótce został jednym z najzamożniejszych kupców w mieście. Ali Baba wziął za żonę dziewczynę tak samo biedną jak on i zarabiał na chleb, rąbiąc drewno w lesie i wożąc je do miasta na trzech osłach, które były całym jego dobytkiem.

Pewnego dnia zobaczył w lesie tuman kurzu, a w nim spory oddział jeźdźców. Od razu pomyślał o rozbójnikach i wspiął się na gęste drzewo u stóp stromej skały. Stamtąd widział wszystko, sam niewidoczny.

Jeźdźcy zatrzymali się pod skałą i zsiedli z koni. Było ich czterdziestu, a każdy zdjął z siodła ciężką torbę. Ten, który wyglądał na herszta, przedarł się przez krzaki tuż pod drzewem i powiedział wyraźnie:

— Sezamie, otwórz się!

Ali Baba z siekierą przycupnął na konarze drzewa i patrzy w dół na gromadę rozbójników na koniach, zebranych u stóp skały z ciemnym wejściem.

W litej skale otworzyły się drzwi. Rozbójnicy weszli do środka, a drzwi same się za nimi zamknęły. Dopiero po długim czasie banda wyszła i herszt powiedział:

— Sezamie, zamknij się!

Drzwi zamknęły się tak szczelnie, jakby nigdy ich tam nie było, a rozbójnicy odjechali.

Ali Baba odczekał długą chwilę, zsunął się z drzewa i stanął przed skałą.

— Sezamie, otwórz się!

Drzwi otworzyły się na oścież. Spodziewał się ciemnej nory, a zobaczył wielką, jasną salę wykutą w skale. Leżały tam bele jedwabiu, drogie dywany i całe stosy złotych i srebrnych monet, gromadzone chyba przez stulecia.

Srebra nie tknął. Wyniósł tyle worków ze złotem, ile mogły udźwignąć jego trzy osły, i przykrył je drewnem. Potem zwrócił się do skały:

— Sezamie, zamknij się!

Ali Baba klęczy w skalnej grocie i sypie złote monety do worka; wokół stoją skrzynie i bele, a z otworu w sklepieniu pada smuga światła.

W domu wysypał złoto przed żoną, a ona przestraszyła się, że je ukradł.

— Spokojnie, żono — powiedział Ali Baba. — Nie jestem złodziejem, chyba że złodziejem jest ten, kto okrada złodziei.

Przed glinianym domem żona Ali Baby klęczy przy lśniącej kupce złotych monet i worku, a Ali Baba stoi nad nią z łopatą; w okienku pali się światło.

Opowiedział jej wszystko i poprosił, żeby nikomu nic nie mówiła. Chciał od razu zakopać skarb, ale żona uparła się, że najpierw go zmierzy, i pobiegła pożyczyć miarkę od żony Kasima. Ta zachodziła w głowę, co tacy biedacy mogą mieć do mierzenia. Zanim więc podała miarkę, posmarowała jej spód łojem.

Żona Ali Baby zmierzyła złoto, ucieszyła się i szybko odniosła miarkę. Nie zauważyła, że do spodu przylepiła się złota moneta. Ledwie wyszła, żona Kasima odwróciła miarkę i aż zaniemówiła.

Żona Kasima w kolorowej chuście i złotych bransoletach odwraca drewnianą miarkę i z chytrym uśmiechem patrzy na złotą monetę przylepioną do łoju.

— Ali Baba mierzy złoto miarką! — syknęła. — A skąd ten nędzarz je wziął?

Wieczorem, gdy tylko Kasim wrócił ze sklepu, zawołała:

— Kasimie, myślisz, że jesteś bogaty? Mylisz się. Twój brat złota nie liczy, tylko je mierzy.

Zamiast cieszyć się, że brat wyszedł z biedy, Kasim zzieleniał z zazdrości. Przed wschodem słońca był już u Ali Baby, choć odkąd sam się wzbogacił, nie nazywał go nawet bratem.

— Udajesz biedaka, a mierzysz złoto! — powiedział i podsunął mu monetę pod nos.

Ali Baba zrozumiał, że sekret wyszedł na jaw. Opowiedział bratu o kryjówce rozbójników i zaproponował, że podzieli się z nim skarbem, jeśli Kasim dochowa tajemnicy.

— Chcę wiedzieć, gdzie dokładnie jest ta skała i jak się do niej wchodzi — odparł wyniośle Kasim. — Jeśli mi nie powiesz, doniosę na ciebie sędziemu i stracisz wszystko, co zabrałeś.

Bardziej z dobroci serca niż ze strachu Ali Baba wyjawił mu wszystko, także tajemne słowa.

Kasim postanowił zagarnąć cały skarb dla siebie. Nazajutrz przed świtem wyruszył do lasu z dziesięcioma mułami objuczonymi wielkimi skrzyniami. Odnalazł drzewo i skałę.

— Sezamie, otwórz się!

Drzwi otworzyły się i zaraz zamknęły się za nim. Kasim napełnił tyle worków, ile zdołał unieść, i ruszył do wyjścia. Głowę miał tak pełną złota, że zapomniał najważniejszego słowa.

— Jęczmieniu, otwórz się!

Drzwi ani drgnęły.

— Pszenico, otwórz się! Owsie, otwórz się! Proso, otwórz się!

Wymieniał zboże za zbożem, tylko nie to właściwe. Im bardziej starał się przypomnieć sobie słowo, tym bardziej mu się plątało, aż w końcu zupełnie wyleciało mu z głowy. Rzucił worki i chodził po grocie tam i z powrotem. Złoto przestało go już obchodzić.

Koło południa wrócili rozbójnicy. Kiedy zobaczyli pod skałą obce muły, ruszyli galopem, a przestraszone zwierzęta rozbiegły się po lesie. Herszt z szablą w dłoni podszedł do skały i wypowiedział zaklęcie.

Kasim usłyszał tętent koni. Gdy tylko drzwi się otworzyły, rzucił się do wyjścia tak gwałtownie, że przewrócił herszta. Ale pozostali rozbójnicy dopadli Kasima i zabili go na miejscu.

Nie mogli pojąć, jak obcy dostał się do środka. Żeby odstraszyć każdego, kto odważyłby się na to samo, pocięli ciało zabitego na cztery części i zostawili je w grocie, po dwie z każdej strony drzwi. Potem odjechali na dalekie gościńce napadać na karawany.

Zapadła noc, a Kasim nie wracał. Jego żona przybiegła przerażona do Ali Baby, a on ją uspokajał, że brat pewnie chce wrócić po ciemku, żeby nikt go nie zobaczył. Wróciła do domu, przepłakała całą noc i gorzko żałowała swojej ciekawości.

O świcie Ali Baba wyruszył z osłami do lasu. Pod skałą zobaczył krew i struchlał.

— Sezamie, otwórz się!

W grocie leżało ciało Kasima, pocięte na cztery części. Ali Baba zapomniał o dawnych urazach i postanowił pochować brata. Zawinął ciało w dwa tobołki i załadował je na jednego osła, a na dwa pozostałe worki ze złotem. Wszystko przykrył drewnem.

— Sezamie, zamknij się!

Do miasta wrócił dopiero po zmroku. Złoto zostawił u siebie, a osła z tobołkami poprowadził do domu brata. Otworzyła mu Morgiana, niewolnica Kasima, zręczna i pomysłowa jak mało kto.

— Morgiano, w tych tobołkach jest ciało twojego pana — powiedział cicho Ali Baba. — Trzeba go pochować tak, jakby zmarł zwyczajną śmiercią, i nikt nie może się dowiedzieć prawdy.

Wdowie opowiedział wszystko, a ona stłumiła płacz, żeby nie usłyszeli sąsiedzi. Ali Baba obiecał, że przyjmie ją pod dach na resztę jej życia, jeśli dochowa tajemnicy. Wdowa otarła łzy i zgodziła się. Resztę zostawili Morgianie.

Morgiana od razu poszła do aptekarza po lekarstwo na najcięższe choroby.

— Mój dobry pan Kasim nic nie mówi i nic nie je — westchnęła.

Nazajutrz przyszła znowu, ze łzami w oczach, po wywar, który podaje się chorym, kiedy nie ma już dla nich nadziei. Kiedy więc wieczorem z domu Kasima dobiegł lament, nikogo to nie zdziwiło.

Kolejnego dnia o świcie Morgiana poszła na plac, gdzie bardzo stary, wesoły szewc Baba Mustafa zawsze pierwszy otwierał warsztat. Wcisnęła mu do ręki złotą monetę.

— Weźcie, dziadku, przybory do szycia i chodźcie ze mną — powiedziała. — Ale w pewnym miejscu zawiążę wam oczy.

Szewc wzbraniał się, mówiąc, że nie zrobi niczego wbrew sumieniu, ale druga moneta go przekonała.

W umówionym miejscu Morgiana zawiązała mu oczy chustką i zaprowadziła go do izby, gdzie leżało ciało. Tam zdjęła chustkę i poprosiła, żeby je zszył. Baba Mustafa zszył ciało Kasima i dostał trzecią monetę, a Morgiana znów zawiązała mu oczy i odprowadziła go.

Morgiana w białej chustce i fartuchu prowadzi za rękę siwobrodego Babę Mustafę z zawiązanymi oczami; idą wąską uliczką o świcie.

Potem sąsiedzi ponieśli trumnę za imamem na cmentarz, a Morgiana szła za trumną i głośno zawodziła. Nikt w mieście nie domyślił się prawdy.

Kilka dni później Ali Baba przeniósł się nocą ze złotem do domu brata i przyjął wdowę pod swój dach na resztę jej życia. Sklep Kasima oddał synowi, który właśnie skończył naukę u pewnego kupca.

Tymczasem rozbójnicy wrócili do groty. Ciała nie było, a worków ze złotem ubyło.

— Ktoś jeszcze zna nasze tajemne słowa, towarzysze — powiedział herszt. — Jednego już się pozbyliśmy, teraz kolej na drugiego. Niech ktoś z was pójdzie do miasta i wypyta, kim był zabity i gdzie mieszkał. Ale jeśli przyniesie fałszywe wieści, zapłaci życiem.

Zgłosił się jeden z rozbójników. O świcie, przebrany za wędrowca, wszedł do miasta. Na placu otwarty był tylko warsztat Baby Mustafy.

— Wcześnie zaczynacie pracę, dziadku — zagadnął go rozbójnik. — Czy w waszym wieku dobrze widzicie w takim półmroku?

— Oczy mam doskonałe — odparł Baba Mustafa. — Niedawno zszyłem nieboszczyka w izbie, gdzie było jeszcze ciemniej niż tutaj.

Rozbójnik ucieszył się w duchu, że od razu trafił na właściwego człowieka. Wcisnął staruszkowi dwie złote monety i namówił go, żeby z zawiązanymi oczami powtórzył tamtą drogę. Baba Mustafa doszedł tak aż pod dom Kasima, w którym mieszkał teraz Ali Baba. Rozbójnik szybko zrobił kredą znak na drzwiach i wrócił do lasu, pewny pochwały.

Niedługo potem Morgiana wracała do domu i zauważyła znak.

„Ktoś chce skrzywdzić mojego pana albo po prostu robi sobie żarty”, pomyślała. „Tak czy owak, lepiej uważać”.

Wzięła kredę i narysowała taki sam znak, w tym samym miejscu, na drzwiach sąsiadów po obu stronach. Nikomu o tym nie powiedziała.

Rozbójnicy przyszli do miasta po dwóch, po trzech. Zwiadowca zaprowadził herszta na ulicę Ali Baby, ale znak był i na jednych drzwiach, i na drugich, i na trzecich. Zwiadowca przysięgał, że oznaczył tylko jedne, a teraz nie umiał powiedzieć które.

Banda wróciła do lasu z niczym. Zwiadowca sam przyznał, że zasłużył na karę, i jeden z towarzyszy ściął mu głowę.

Drugi zwiadowca tak samo przekupił Babę Mustafę i zrobił na drzwiach czerwony znak, w mniej widocznym miejscu. Ale bystra Morgiana dostrzegła i ten znak, i tak samo oznaczyła na czerwono drzwi sąsiadów. Rozbójnicy zawrócili z niczym i drugiemu zwiadowcy także ścięto głowę.

Tym razem herszt poszedł do miasta sam. Baba Mustafa pokazał dom i jemu, ale herszt nie robił żadnych znaków. Przechodził tylko obok, raz i drugi, aż zapamiętał dom tak dobrze, że już nie mógł się pomylić.

Potem kazał kupić dziewiętnaście mułów i trzydzieści osiem dużych skórzanych bukłaków na oliwę: jeden pełny, wszystkie inne puste. W każdym pustym bukłaku ukrył uzbrojonego człowieka i zostawił mu szparę na oddech, a z wierzchu natarł bukłaki oliwą, żeby wyglądały na pełne.

Godzinę po zachodzie słońca wjechał do miasta przebrany za kupca oliwy. Ali Baba siedział akurat przed drzwiami i odpoczywał w wieczornym chłodzie.

— Panie — odezwał się herszt — przywiozłem oliwę z daleka na jutrzejszy targ, a o tej porze nie mam gdzie przenocować. Czy przyjmie mnie pan na noc?

Ali Baba widział tego człowieka w lesie i nawet słyszał jego głos, ale jak miał rozpoznać herszta rozbójników w przebraniu kupca?

— Zapraszam, niech pan wejdzie — powiedział.

Kazał niewolnikowi Abdallahowi zaprowadzić muły do stajni, a Morgianie przygotować kolację i posłanie dla gościa. Bukłaki złożono na podwórku.

— Morgiano, jutro przed świtem idę do łaźni — powiedział jej wieczorem Ali Baba. — Na mój powrót ugotuj dobry rosół.

Tymczasem herszt chodził od bukłaka do bukłaka i każdemu ze swoich ludzi szeptał:

— Kiedy rzucę kamyki z okna, rozetnijcie nożem bukłak i wyjdźcie. Zaraz będę przy was.

Potem poszedł do izby, zgasił lampę i położył się w ubraniu.

W kuchni Morgiana postawiła garnek z rosołem na ogniu. Kiedy zbierała szumowiny, lampa zgasła, a w całym domu nie było ani kropli oliwy.

— Weź oliwy z któregoś bukłaka na podwórku — poradził jej Abdallah i poszedł spać.

Morgiana wzięła dzban i wyszła na podwórko. Kiedy podeszła do pierwszego bukłaka, ze środka odezwał się cichy głos:

— Czy już pora?

Każda inna niewolnica narobiłaby krzyku i ściągnęła nieszczęście na cały dom. Morgiana nie dała nic po sobie poznać i odpowiedziała tak, jak odpowiedziałby herszt:

— Jeszcze nie, ale już niedługo.

Nocą na podwórku Morgiana z dzbanem przykłada ucho do jednego z rzędu wysokich, zszywanych bukłaków; za nią jaśnieją otwarte drzwi.

Przy następnym bukłaku usłyszała to samo pytanie:

— Czy już pora?

— Jeszcze nie, ale już niedługo.

I tak było przy każdym bukłaku, aż do ostatniego, w którym była oliwa. Teraz Morgiana wiedziała, że jej pan wpuścił do domu trzydziestu ośmiu rozbójników razem z hersztem.

Napełniła dzban i zapaliła lampę. Potem nalała oliwy z ostatniego bukłaka do największego kotła i postawiła go na ogniu.

Kiedy oliwa zawrzała, wyniosła kocioł na podwórko i do każdego bukłaka, od pierwszego do ostatniego, nalała tyle wrzącej oliwy, że wszyscy ukryci w nich rozbójnicy zginęli. Wreszcie zdmuchnęła lampę i usiadła cicho przy kuchennym oknie.

Po kwadransie herszt się obudził i rzucił z okna garść kamyków. Usłyszał, jak stukają o bukłaki, ale nic się nie poruszyło. Rzucił kamyki drugi raz i trzeci. Żaden z jego ludzi nie dał znaku życia.

Zaniepokojony herszt zszedł na podwórko. Przy pierwszym bukłaku poczuł zapach gorącej, przypalonej oliwy i zrozumiał, że jego plan się nie powiódł. Obszedł po kolei wszystkie bukłaki i w każdym znalazł martwego towarzysza. Zrozpaczony wybiegł do ogrodu i uciekł przez mury.

Morgiana odczekała jeszcze chwilę, a kiedy herszt nie wracał, w końcu się położyła i zasnęła.

Rano Ali Baba wrócił z łaźni i zdziwił się, że kupiec nie wyruszył z mułami na targ.

— Niech pan zajrzy do pierwszego bukłaka i zobaczy, czy jest tam oliwa — powiedziała Morgiana.

Ali Baba zajrzał, zobaczył człowieka i z krzykiem odskoczył.

— Niech się pan nie boi, ten człowiek nikomu już nic nie zrobi — uspokoiła go Morgiana. — Nie żyje. A tamten kupiec? Taki z niego kupiec, jak ze mnie kupcowa.

Gdy Ali Baba jadł rosół, opowiedziała mu wszystko, także o białym i czerwonym znaku na drzwiach.

— To knowania rozbójników z lasu — dodała. — Zostało ich najwyżej trzech, ale dopóki choć jeden żyje, musi pan być ostrożny.

— Zawdzięczam ci życie, Morgiano — powiedział Ali Baba. — Na początek daję ci wolność, a później zrobię dla ciebie jeszcze więcej.

W głębi ogrodu, pod wysokimi drzewami, Ali Baba i Abdallah wykopali wielki dół, pochowali w nim rozbójników i wyrównali ziemię. Muły sprzedali po kilka na targu.

Tymczasem herszt wrócił do pustej groty. Cisza wydała mu się straszna.

— Moi dzielni towarzysze, gdzie jesteście? — zawołał. — Czego nie zdołałem zrobić z wami, zrobię sam.

Wynajął w mieście sklep i przewiózł do niego z groty drogie tkaniny. Naprzeciwko był dawny sklep Kasima, w którym handlował teraz syn Ali Baby. Herszt przybrał imię Kodża Husajn i szybko zaprzyjaźnił się z młodym sąsiadem. Dawał mu drobne prezenty i często go gościł.

Syn Ali Baby nie chciał pozostawać mu dłużny i poradził się ojca.

— W piątek wybierzcie się razem na spacer — powiedział Ali Baba — a wracając, przyprowadź go tu, jakby przypadkiem. Morgiana przygotuje kolację.

Tak też się stało. Kodża Husajn udawał, że chce się pożegnać przed drzwiami, ale syn Ali Baby niemal siłą wciągnął go do środka. Ali Baba zaprosił gościa na kolację.

— Proszę się nie gniewać, ale nie jem mięsa ani żadnej potrawy, w której jest sól — odparł Kodża Husajn.

— Jeśli tylko o to chodzi, każę przygotować dla pana wszystko bez soli — powiedział Ali Baba i poszedł do kuchni.

Morgiana była ciekawa, kim jest człowiek, który nie je soli, i pomogła Abdallahowi wnosić półmiski. Jedno spojrzenie wystarczyło: mimo przebrania od razu poznała herszta rozbójników, a gdy przyjrzała mu się uważniej, zobaczyła pod jego szatą ukryty sztylet.

„Nic dziwnego, że ten łotr nie chce jeść soli z moim panem”, pomyślała. „Kto dzieli z kimś sól, nie może go skrzywdzić, a on chce go zabić. Ale ja mu na to nie pozwolę”.

Po kolacji postawiła przy Ali Babie wino i wyszła z Abdallahem, zostawiając gospodarza z synem i gościem, jak było w zwyczaju. Kodża Husajn uznał, że nadeszła jego chwila. Postanowił upić ojca i syna, ojcu wbić sztylet w serce i uciec przez ogród.

Tymczasem Morgiana przebrała się w strój tancerki, przepasała się pozłacanym pasem i zatknęła za niego sztylet. Na twarz założyła maskę.

— Abdallahu, weź tamburyn — powiedziała. — Zabawimy gościa naszego pana.

Abdallah wszedł do sali, grając na tamburynie, a Morgiana weszła za nim i skłoniła się nisko.

— Wejdź, Morgiano — powiedział Ali Baba. — Niech nasz gość zobaczy, co umiesz.

Morgiana w chustce i masce wiruje w tańcu ze sztyletem za pasem; przy stole patrzą gość, Ali Baba i jego syn, a Abdallah gra na tamburynie.

Morgiana tańczyła tak pięknie, że zachwyciłaby każdego, tylko gość ledwie na nią patrzył. W końcu wyciągnęła sztylet i zaczęła z nim nowy taniec. To wysuwała ostrze przed siebie, jakby chciała zadać cios, to udawała, że wbija je sobie w pierś.

Wreszcie, jakby zabrakło jej tchu, wzięła od Abdallaha tamburyn i podsunęła go widzom, jak robią tancerki, kiedy proszą o datek. Ali Baba wrzucił do niego złotą monetę, jego syn drugą. Kodża Husajn sięgnął po sakiewkę, a wtedy Morgiana wbiła mu sztylet prosto w serce. Herszt czterdziestu rozbójników padł martwy.

— Nieszczęsna, coś ty zrobiła? — krzyknął Ali Baba. — Chcesz zgubić mnie i całą rodzinę?

— Zrobiłam to, żeby pana ocalić — odpowiedziała Morgiana.

Rozchyliła szatę zabitego i pokazała ukryty sztylet.

— Niech mu się pan dobrze przyjrzy — dodała Morgiana. — To fałszywy kupiec oliwy, herszt czterdziestu rozbójników. Czy nie zauważył pan, że nie chciał jeść z panem soli?

Ali Baba zrozumiał, że Morgiana po raz drugi ocaliła mu życie, i uściskał ją.

— Dałem ci wolność i obiecałem, że na tym nie poprzestanę — powiedział. — Zostaniesz moją synową.

Syn zgodził się chętnie, bo sam tego pragnął. Herszta pochowano po cichu obok jego ludzi, a wkrótce potem odbyło się wspaniałe wesele.

Przez cały rok Ali Baba trzymał się z dala od groty, bo nie wiedział, co się stało z dwoma ostatnimi rozbójnikami. Gdy nic złego się nie wydarzyło, wsiadł na konia i ostrożnie pojechał do lasu.

— Sezamie, otwórz się!

Od dawna nikt tu nie zaglądał. Ali Baba zrozumiał, że po bandzie nie zostało ani śladu i tylko on zna teraz tajemnicę groty. Napełnił torbę złotem i wrócił do miasta.

Później nauczył tajemnych słów syna, a obaj przekazali je potomkom. Korzystali ze skarbu z umiarem, żyli w dostatku i cieszyli się w mieście wielkim szacunkiem.

Jak oceniasz tę bajkę?

Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Les Mille et Une Nuits (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna

Podobne bajki

Rumpelsztyk

4 min czytania od 6 lat

Baba Jaga

5 min czytania od 6 lat

Pinokio

15 min czytania od 6 lat

O tej bajce

Historię Ali Baby i czterdziestu rozbójników znamy z „Tysiąca i jednej nocy” we francuskim przekładzie Antoine’a Gallanda. Pierwsze tomy tego przekładu ukazały się w 1704 roku, a Galland zmarł w 1715 roku. U niego opowiada ją sułtanowi Szeherezada, a akcja toczy się w pewnym mieście w Persji.

Opieramy się na tekście Gallanda w paryskim wydaniu z 1806 roku, którego wydawcy poprawili w przekładzie błędy druku i liczne usterki samego tłumacza. Nasza wersja jest krótsza i opowiedziana na nowo: nie ma w niej Szeherezady, a wdowa po Kasimie nie wychodzi za Ali Babę, tylko zamieszkuje pod jego dachem.

Galland (1806) i skrócona wersja z „The Blue Fairy Book” Andrew Langa (1889)

Galland 1806 (nasza podstawa)Lang 1889
Kto opowiadaSzeherezada sułtanowibez ramy, od razu o dwóch braciach
Zaklęcie„Sésame, ouvre-toi”„Open, Sesame!”
Wdowa po KasimieAli Baba się z nią żenizamieszkuje u Ali Baby i jego żony
Herszt jako kupiecCogia HoussainCogia Hassan
Taniec Morgianystrój tancerki, sztylet i maskasztylet, bez maski
Zakończenieprzepych i najwyższe godności w mieściedzieci i wnuki Ali Baby bogate do końca życia
Objętośćokoło 90 stron9 stron
Pokaż więcej
Sezamie, otwórz się!
Antoine Galland, wydanie z 1806 roku: Sésame, ouvre-toi

Co dzieje się w naszym tekście

Ali Baba, biedny drwal z trzema osłami, ukryty na drzewie słyszy, jak herszt czterdziestu rozbójników otwiera skałę zaklęciem. Jego bogaty brat Kasim wymusza na nim tajemnicę, ale w grocie zapomina właściwego słowa i na próżno wymienia jęczmień, pszenicę, owies i proso. Potem na pierwszy plan wysuwa się Morgiana, niewolnica Kasima. Powtarza znaki rozbójników na drzwiach sąsiadów, odkrywa rozbójników ukrytych w skórzanych bukłakach i rozpoznaje przebranego herszta, który nie chce jeść soli z Ali Babą. Nasz tekst dopowiada, że kto dzieli z kimś sól, nie może go skrzywdzić; u Gallanda tego wyjaśnienia nie ma. Po nocy z bukłakami Ali Baba daje Morgianie wolność, a gdy ona zabija herszta, żeni z nią swojego syna.

Rozbójnicy zabijają Kasima w grocie i tną jego ciało na cztery części. Potem dwóm zwiadowcom, których znaki na drzwiach zawiodły, własna banda ścina głowy, trzydziestu siedmiu ginie od wrzącej oliwy w bukłakach, a herszta Morgiana zabija sztyletem podczas tańca. Tytuł Gallanda mówi o czterdziestu rozbójnikach wytępionych przez niewolnicę, choć z jej ręki ginie trzydziestu ośmiu. Sam Ali Baba nikogo nie krzywdzi. Te sceny zajmują po kilka zdań, ale przy młodszym dziecku dobrze wiedzieć o nich przed czytaniem.

Podobne historie i jedno nieporozumienie

Bracia Grimm mają w swoim zbiorze baśń „Simeliberg” (nr 142), którą opowiadano w Münsterlandzie. Występuje w niej dwóch braci, biedny i bogaty, dwunastu rozbójników i góra, która otwiera się na słowa „Berg Semsi, Berg Semsi, thu dich auf”. Biedny pożycza od bogatego korzec, a ten smaruje dno korca smołą. Potem bogaty sam wchodzi do wnętrza góry, zapomina jej nazwy i woła „Berg Simeli”, a rozbójnicy ścinają mu głowę. Grimmowie zauważyli, że ich baśń zgadza się z historią o czterdziestu rozbójnikach aż po nazwę góry. W naszej bibliotece tej baśni nie ma.

Z tego samego zbioru Gallanda pochodzą przygody Aladyna i Sindbada; w wydaniu z 1806 roku szósty tom otwiera dalszy ciąg historii Aladyna, a historia Ali Baby znajduje się dalej w tym samym tomie. Z naszą „Babą Jagą” historia o Ali Babie nie ma nic wspólnego oprócz słowa „Baba”.

Źródła

Dawne wydania

Komentarz

Katalog

Dane sprawdziliśmy w tych źródłach 30 października 2026.

Kolorowanki do wydruku

Gdzie jeszcze znajdziesz tę bajkę