
Jonasz i wieloryb
6 min czytania od 5 lat talerie.com/pl/bajki/jonasz-i-wieloryb
Bóg każe Jonaszowi iść do Niniwy, ale prorok wsiada w Jafie na statek, który płynie w przeciwną stronę. Na morzu rozpętuje się straszna burza i żeglarze wyrzucają ładunek za burtę. Jonasz śpi tymczasem twardym snem pod pokładem, a kiedy przerażeni żeglarze rzucają losy, los pada właśnie na niego.
Jonasz, syn Amittaja, był prorokiem. Pewnego dnia odezwał się do niego Bóg.
— Wstań i idź do Niniwy, do tego wielkiego miasta, i przemów przeciwko niemu — powiedział Bóg. — Widzę całe zło, które czynią jego mieszkańcy.
Jonasz wstał, ale nie poszedł do Niniwy. Postanowił uciec przed Bogiem jak najdalej, aż do Tarszisz, za morze. Zszedł do portu w Jafie, znalazł statek płynący do Tarszisz, zapłacił za podróż i wszedł na pokład.

Wtedy Bóg zesłał na morze wielki wiatr. Rozpętała się straszna burza, fale rzucały statkiem i wydawało się, że lada chwila się rozbije.
Żeglarze bardzo się przestraszyli i każdy z nich wołał do swojego boga. Wyrzucali za burtę ładunek, żeby statek był lżejszy. A Jonasz leżał tymczasem na samym dole, pod pokładem, i spał twardym snem.
Odnalazł go tam kapitan statku.
— Jak możesz spać? — zawołał. — Wstań i wołaj do swojego Boga! Może on o nas pomyśli i nie zginiemy.
— Chodźcie, rzućmy losy — mówili żeglarze jeden do drugiego. — Dowiemy się, przez kogo spadło na nas to nieszczęście.
Rzucili losy i los padł na Jonasza.
— Powiedz nam, skąd to nieszczęście — prosili. — Czym się zajmujesz? Skąd przybywasz? Z jakiego kraju i z jakiego narodu jesteś?
— Jestem Hebrajczykiem — odpowiedział Jonasz. — Czczę Boga nieba, który stworzył morze i ląd.
Opowiedział im też, że ucieka przed Bogiem. Żeglarzy ogarnął wielki strach.
— Coś ty zrobił! — zawołali.
Morze burzyło się coraz bardziej.
— Co mamy z tobą zrobić, żeby morze się uspokoiło? — zapytali.
— Weźcie mnie i wrzućcie do morza, a morze się uspokoi — odparł Jonasz. — Wiem, że to przeze mnie spadła na was ta wielka burza.
Ale żeglarze nie chcieli tego zrobić. Chwycili za wiosła i wiosłowali z całych sił, żeby dopłynąć do brzegu. Nie dali rady, bo fale rosły i rosły. Wtedy zaczęli wołać do Boga Jonasza.
— Boże, nie pozwól nam zginąć z powodu tego człowieka — prosili. — Nie obarczaj nas winą za śmierć niewinnego. Przecież wszystko dzieje się tak, jak ty chcesz.
Potem wzięli Jonasza i wrzucili go do morza. W tej samej chwili morze ucichło i fale przestały się burzyć. Żeglarze poczuli wielki lęk przed Bogiem, złożyli mu ofiarę i śluby.
Ale Bóg przygotował już wielką rybę. Ryba połknęła Jonasza i przez trzy dni i trzy noce prorok leżał w jej brzuchu.
Z brzucha ryby Jonasz modlił się do Boga.
— Boże, wołałem do ciebie w udręce, a ty mnie wysłuchałeś. Krzyczałem z samej głębiny, a ty usłyszałeś mój głos. Rzuciłeś mnie w głąb, w samo serce morza. Prąd mnie porwał i twoje fale przetaczały się nade mną. Myślałem już, że mnie odrzuciłeś.
— Woda zamknęła się nad moją głową — modlił się dalej Jonasz — i otchłań mnie otoczyła. Zszedłem aż do korzeni gór i myślałem, że ziemia zamknęła się za mną na zawsze. A ty, Boże mój, ocaliłeś mi życie. Kiedy opadałem z sił, przypomniałem sobie o tobie i moja modlitwa doszła do ciebie, do twojej świętej świątyni.
— Kto czci puste bożki, odwraca się od twojej łaski. A ja złożę ci ofiarę i zaśpiewam pieśń dziękczynną. Spełnię wszystko, co ślubowałem, bo ocalenie przychodzi od ciebie.
Wtedy Bóg przemówił do ryby i ryba wypluła Jonasza na suchy ląd.

Po raz drugi Bóg odezwał się do Jonasza.
— Wstań i idź do Niniwy, do tego wielkiego miasta, i ogłoś tam to, co ci powiem — powiedział Bóg.
Tym razem Jonasz wstał i poszedł, tak jak kazał mu Bóg. Niniwa była ogromna: żeby ją przejść, trzeba było trzech dni drogi. Prorok szedł przez miasto cały dzień i wołał na ulicach.
— Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona!
Mieszkańcy Niniwy uwierzyli Bogu. Ogłosili post i wszyscy, od największego do najmniejszego, ubrali się w szorstkie wory.
Wieść dotarła do króla Niniwy. Król wstał z tronu, zdjął królewski płaszcz, okrył się worem i usiadł w popiele. Potem razem ze swoimi dostojnikami ogłosił rozkaz dla całego miasta.

— Niech ani ludzie, ani bydło, ani owce niczego nie jedzą i nie piją wody! — ogłosił król. — Okryjcie worami siebie i swoje zwierzęta. Wołajcie z całych sił do Boga. Niech każdy zawróci ze złej drogi i przestanie krzywdzić innych. Kto wie, może Bóg się zlituje, odwróci od nas swój gniew i nie zginiemy.
Bóg zobaczył, co robią, i zobaczył, że naprawdę zawrócili ze złej drogi. Ulitował się nad nimi i nie zesłał na miasto nieszczęścia, które zapowiedział.
Jonasz bardzo się tym zmartwił i rozgniewał. Zaczął modlić się do Boga.
— Boże, czy nie mówiłem tego, kiedy byłem jeszcze u siebie w kraju? — powiedział. — Dlatego uciekałem do Tarszisz! Wiedziałem, że jesteś Bogiem dobrym i miłosiernym, cierpliwym i pełnym łaski, i że darujesz karę. Teraz zabierz mi życie, Boże, proszę cię. Lepiej mi umrzeć, niż żyć.
— Czy dobrze robisz, że się gniewasz? — zapytał Bóg.
Jonasz wyszedł z miasta i usiadł po jego wschodniej stronie. Zrobił sobie szałas i siedział w jego cieniu, czekając, co stanie się z Niniwą.
Wtedy Bóg sprawił, że nad szałasem wyrósł krzew o szerokich liściach. Krzew rzucał cień na głowę Jonasza i chronił go przed żarem, bo prorok był bardzo zmęczony. Jonasz ogromnie się z tego krzewu ucieszył.

Ale nazajutrz o świcie Bóg zesłał robaka. Robak nadgryzł krzew, a ten usechł.
Kiedy wzeszło słońce, Bóg posłał gorący wiatr ze wschodu. Słońce prażyło Jonaszowi głowę, aż opadł z sił. Znowu zapragnął śmierci.
— Lepiej mi umrzeć, niż żyć — powiedział.
— Czy dobrze robisz, że gniewasz się o ten krzew? — zapytał Bóg.
— Dobrze robię — odparł Jonasz. — Gniewam się tak, że chciałbym umrzeć.
— Tobie żal krzewu, przy którym się nie natrudziłeś i którego nie wyhodowałeś — powiedział Bóg. — W jedną noc wyrósł i w jedną noc usechł. A mnie nie miałoby być żal Niniwy, tego wielkiego miasta, gdzie ponad sto dwadzieścia tysięcy ludzi nie odróżnia prawej ręki od lewej i gdzie mieszka tyle zwierząt?
Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Biblia Jakuba Wujka (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna Ten tekst możesz kopiować, zmieniać i wykorzystywać dowolnie. Link do Talerie nas ucieszy, ale nie jest wymagany. CC0 1.0 (otwiera się w nowym oknie)

