
Mojżesz i wyjście z Egiptu
14 min czytania od 6 lat talerie.com/pl/bajki/mojzesz-i-wyjscie-z-egiptu
Faraon każe wrzucać do rzeki każdego chłopca, który urodzi się Izraelitom. Matka Mojżesza ukrywa syna przez trzy miesiące, a potem kładzie go w koszyku z sitowia wśród szuwarów nad Nilem. Jego siostra staje z daleka i patrzy, kto zejdzie nad wodę.
Kiedy Jakub przybył do Egiptu, przyszli z nim jego synowie razem z rodzinami, a Józef mieszkał tam już od dawna. Potem umarł Józef, umarli jego bracia i całe tamto pokolenie, ale ich potomkowie mnożyli się i rośli w siłę, aż napełnili cały kraj.
Wtedy w Egipcie zaczął panować nowy król, faraon, który nic nie wiedział o Józefie.
— Hebrajczyków jest więcej niż nas i są od nas silniejsi — powiedział faraon do Egipcjan. — Jeśli wybuchnie wojna, gotowi są przyłączyć się do naszych wrogów.
Postawił więc nad Izraelitami naganiaczy, którzy przygniatali ich ciężką pracą przy glinie i cegłach. Izraelici zbudowali faraonowi miasta Pitom i Ramses. Ale im bardziej ich gnębiono, tym bardziej się mnożyli.

Faraon wezwał Szifrę i Puę, dwie położne, które odbierały porody u izraelskich kobiet, i kazał im zabijać każdego nowo narodzonego chłopca. Położne bały się jednak Boga i zostawiały chłopców przy życiu.
— Hebrajki same umieją rodzić — tłumaczyły się przed faraonem. — Zanim do nich dojdziemy, dziecko jest już na świecie.
Bóg wynagrodził położne, a lud mnożył się dalej. Wtedy faraon rozkazał całemu swojemu ludowi wrzucać do rzeki każdego chłopca, który urodzi się Izraelitom.
W tym czasie pewnemu mężczyźnie i kobiecie z pokolenia Lewiego urodził się syn. Matka zobaczyła, jaki jest piękny, i ukrywała go przez trzy miesiące. Kiedy nie mogła go już dłużej ukryć, wzięła koszyk z sitowia, wysmarowała go smołą, położyła w nim dziecko i zostawiła koszyk w szuwarach nad brzegiem Nilu. Siostra chłopca stanęła z daleka i patrzyła, co się stanie.

Właśnie wtedy nad rzekę zeszła córka faraona, żeby się wykąpać, a jej służące przechadzały się po brzegu. Królewska córka zauważyła koszyk i posłała po niego służącą. Otworzyła go, zobaczyła płaczące dziecko i zrobiło jej się go żal.
— To jedno z hebrajskich dzieci — powiedziała.
Siostra chłopca podeszła bliżej.
— Czy mam pójść i zawołać ci mamkę spośród Hebrajek, żeby wykarmiła to dziecko? — zapytała.
— Idź — odpowiedziała córka faraona.
Dziewczynka pobiegła i przyprowadziła matkę dziecka, a córka faraona obiecała jej zapłatę, jeśli wykarmi chłopca. Kiedy chłopiec podrósł, matka zaprowadziła go do pałacu i królewska córka przyjęła go za syna.
— Dam mu na imię Mojżesz — powiedziała — bo wyciągnęłam go z wody.
Kiedy Mojżesz dorósł, poszedł pewnego dnia do swoich rodaków i zobaczył, jak ciężko pracują. Zobaczył też Egipcjanina, który bił jednego z Izraelitów. Mojżesz rozejrzał się na wszystkie strony, a kiedy nikogo nie zauważył, zabił Egipcjanina i ukrył jego ciało w piasku.
Następnego dnia znowu tam poszedł i zobaczył dwóch Izraelitów, którzy się bili.
— Dlaczego bijesz swojego rodaka? — zapytał tego, który zawinił.
— A kto cię ustanowił księciem i sędzią nad nami? — odparł tamten. — Chcesz zabić i mnie, tak jak wczoraj zabiłeś Egipcjanina?
„A więc to się wydało”, pomyślał przerażony Mojżesz.
Faraon też się o tym dowiedział i chciał go zabić. Mojżesz uciekł przed nim do Madianu i usiadł tam przy studni. Przyszło do niej siedem córek miejscowego kapłana, żeby napoić owce ojca, ale nadeszli pasterze i przepędzili dziewczęta od studni. Wtedy Mojżesz wstał, obronił je i sam napoił ich stado.

Ojciec dziewcząt, kapłan Jetro, bardzo się zdziwił, że córki wróciły do domu tak wcześnie.
— Jakiś Egipcjanin obronił nas przed pasterzami, ojcze, i napoił nam owce — powiedziały.
— A gdzie on jest? — zapytał Jetro. — Czemu go tam zostawiłyście? Zawołajcie go, niech zje z nami chleb.
Mojżesz zamieszkał u Jetry, a kapłan dał mu za żonę swoją córkę Seforę. Urodził im się syn i Mojżesz nazwał go Gerszom, bo sam był przybyszem w obcej ziemi. Potem urodził im się drugi syn.
Minęło wiele lat i król Egiptu umarł. Izraelici wciąż jęczeli pod ciężarem pracy, a ich wołanie dotarło do Boga. Bóg usłyszał ich jęki i przypomniał sobie przymierze, które zawarł z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem.
Mojżesz pasł wtedy owce teścia. Pewnego razu zapędził stado daleko w głąb pustyni i doszedł do Bożej góry Horeb. Tam zobaczył krzew, który płonął, a jednak się nie spalał.

„Podejdę bliżej i zobaczę, dlaczego ten krzew się nie spala”, pomyślał Mojżesz.
Wtedy Bóg zawołał go ze środka płonącego krzewu.
— Mojżeszu, Mojżeszu!
— Oto jestem — odpowiedział Mojżesz.
— Nie zbliżaj się — powiedział Bóg. — Zdejmij sandały z nóg, bo miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. Jestem Bogiem twojego ojca, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba.
Mojżesz zakrył twarz, bo bał się spojrzeć na Boga.
— Widziałem udrękę mojego ludu w Egipcie i słyszałem jego krzyk — mówił dalej Bóg. — Wyrwę go z rąk Egipcjan i zaprowadzę do ziemi mlekiem i miodem płynącej. Idź, posyłam cię do faraona. Wyprowadź mój lud z Egiptu.
— Kim ja jestem, żebym szedł do faraona? — zapytał Mojżesz. — A jeśli Izraelici zapytają mnie, jak ma na imię Bóg, który mnie posłał, co im odpowiem?
— Jestem, który jestem — odpowiedział Bóg. — Powiesz im: „Ten, który jest, posłał mnie do was”. Ja będę z tobą.
— Ale oni mi nie uwierzą — powiedział Mojżesz.
Wtedy Bóg kazał mu rzucić laskę na ziemię. Laska zamieniła się w węża i Mojżesz uciekł przed nim, a kiedy chwycił go za ogon, wąż znowu stał się laską. Potem Mojżesz włożył rękę za pazuchę, a kiedy ją wyjął, była biała od trądu jak śnieg. Gdy włożył ją drugi raz, wyjął ją znowu zdrową.
Bóg zapowiedział też, że jeśli i to nie przekona ludu, woda z rzeki wylana na ziemię zamieni się w krew.
— Proszę cię, Boże, nigdy nie umiałem dobrze mówić — powiedział Mojżesz. — Poślij kogoś innego.
Bóg rozgniewał się na niego.
— Masz przecież brata, Aarona — powiedział Bóg. — On dobrze mówi i będzie przemawiał za ciebie do ludu, a ty powiesz mu, co ma mówić. Weź też tę laskę, bo nią będziesz czynił znaki.
Mojżesz poprosił teścia, żeby pozwolił mu wrócić do Egiptu, a Jetro odpowiedział: „Idź w pokoju”. Bóg zapewnił Mojżesza, że umarli już wszyscy, którzy czyhali na jego życie. Mojżesz posadził więc żonę i synów na osła i ruszył do Egiptu z Bożą laską w ręce.
Kiedy po drodze zatrzymali się na nocleg, Bóg wyszedł Mojżeszowi naprzeciw i chciał go zabić. Wtedy Sefora szybko wzięła ostry kamień, obrzezała syna i dotknęła nóg Mojżesza.
— Jesteś dla mnie oblubieńcem krwi — powiedziała.
I Bóg zostawił Mojżesza w spokoju.
Tymczasem Aaron wyruszył bratu na spotkanie i znalazł go przy Bożej górze. Mojżesz przekazał mu wszystkie słowa Boga. Potem obaj zgromadzili starszych Izraela, a Aaron powtórzył im te słowa i pokazał znaki. Lud uwierzył i pokłonił się aż do ziemi.
Na tronie Egiptu zasiadał teraz nowy faraon. Mojżesz miał już osiemdziesiąt lat, a Aaron osiemdziesiąt trzy, kiedy stanęli przed nim.
— Wypuść mój lud! — powiedział Aaron. — Tak mówi Bóg Izraela.
— Nie znam tego Boga i Izraela nie wypuszczę — odparł faraon. — Wracajcie do pracy!
Jeszcze tego samego dnia faraon rozkazał, żeby nie dawać Izraelitom słomy na cegły. Mieli ją sami zbierać, a cegieł robić tyle samo co dotąd. Izraelici rozeszli się po całym kraju w poszukiwaniu ścierniska.
Lud nie nadążał już z cegłami, więc naganiacze faraona bili batami izraelskich nadzorców. Nadzorcy poskarżyli się faraonowi, ale on nazwał ich leniami i odesłał do pracy.
— Niech Bóg was osądzi! — powiedzieli nadzorcy Mojżeszowi i Aaronowi. — Przez was faraon patrzy na nas z odrazą. Daliście mu do ręki miecz, żeby nas pozabijał.
— Boże, po co mnie posłałeś? — zapytał Mojżesz. — Odkąd przemówiłem do faraona, ludowi jest jeszcze gorzej.
— Teraz zobaczysz, co zrobię faraonowi — odpowiedział Bóg. — Moja potężna ręka zmusi go, żeby sam ich wypuścił.
Kiedy bracia znowu stanęli przed faraonem, Aaron rzucił laskę na ziemię i laska zamieniła się w węża. Faraon wezwał swoich czarowników. Oni też rzucili laski i czarami zamienili je w węże, ale laska Aarona połknęła ich laski. Mimo to serce faraona pozostało zatwardziałe.

Następnego ranka bracia czekali na faraona nad brzegiem rzeki.
— Wypuść mój lud! — powiedział Mojżesz. — Tak mówi Bóg Izraela.
Faraon odmówił, więc Aaron uderzył laską w wodę i cała rzeka zamieniła się w krew. Ryby zdechły, rzeka cuchnęła, a Egipcjanie musieli kopać doły, żeby znaleźć wodę do picia. Ale czarownicy zrobili to samo swoimi czarami i faraon nie posłuchał.
Po siedmiu dniach bracia znowu poszli do pałacu.
— Wypuść mój lud! — powiedział Mojżesz. — Tak mówi Bóg Izraela.
Faraon odmówił i z rzeki wyszły żaby. Wlazły do domów, do łóżek, do pieców i do misek z jedzeniem. Faraon błagał, żeby bracia modlili się do Boga, i obiecał wypuścić lud.
Mojżesz się pomodlił i żaby zdechły. Ludzie zgarnęli je na wielkie kupy, a w całym kraju cuchnęło. Ale kiedy faraon zobaczył, że ma spokój, znowu zatwardził serce.
Wtedy Aaron uderzył laską w proch ziemi, a proch zamienił się w komary, które obsiadły ludzi i zwierzęta. Tym razem czarownicy nie potrafili zrobić tego samego.
— To palec Boży — powiedzieli faraonowi.
Ale serce faraona pozostało zatwardziałe. Rano Mojżesz znowu stanął przed nim nad wodą.
— Wypuść mój lud! — powiedział Mojżesz. — Tak mówi Bóg Izraela.
Nazajutrz roje much wypełniły pałac i cały Egipt. Tylko w krainie Goszen, gdzie mieszkali Izraelici, nie było ani jednej muchy. Faraon obiecał, że wypuści lud, byle nie odchodził daleko, ale kiedy muchy odleciały, znowu zmienił zdanie.
Mojżesz przyszedł do niego jeszcze raz.
— Wypuść mój lud! — powiedział Mojżesz. — Tak mówi Bóg Izraela.
Następnego dnia padło całe egipskie bydło: konie, osły, wielbłądy, woły i owce. Ze stad Izraelitów nie zginęło ani jedno zwierzę, a jednak faraon nie wypuścił ludu.
Potem Mojżesz rzucił w niebo garść popiołu z pieca i w całym Egipcie na ludziach oraz zwierzętach wystąpiły wrzody. Nawet czarownicy nie mogli przez nie stanąć przed Mojżeszem. Ale faraon dalej nie słuchał.
Rano Mojżesz znowu do niego przyszedł.
— Wypuść mój lud! — powiedział Mojżesz. — Tak mówi Bóg Izraela.
Ostrzegł też faraona, że nazajutrz spadnie grad, jakiego Egipt jeszcze nie widział. Ci dworzanie, którzy bali się słowa Boga, schowali sługi i bydło w domach.
Kiedy Mojżesz wyciągnął laskę ku niebu, rozległy się grzmoty i spadł grad zmieszany z ogniem. Grad zabił wszystkich ludzi i wszystkie zwierzęta, które zostały w polu, i połamał drzewa. Tylko w krainie Goszen grad nie padał.
— Zgrzeszyłem — przyznał faraon. — Bóg jest sprawiedliwy, a ja i mój lud jesteśmy winni. Módlcie się, żeby grad ustał, a wypuszczę was.
Mojżesz wyciągnął ręce do Boga i grad ustał. Ale kiedy faraon to zobaczył, jego serce znowu stało się zatwardziałe.
Mojżesz i Aaron poszli do niego jeszcze raz.
— Wypuść mój lud! — powiedział Mojżesz. — Tak mówi Bóg Izraela.
Ostrzegli faraona, że jutro przyjdzie szarańcza, i wyszli.
— Nie widzisz, że Egipt ginie? — zapytali faraona dworzanie. — Wypuść tych ludzi, niech złożą ofiarę swojemu Bogu.
Faraon zawołał braci z powrotem. Kiedy jednak usłyszał, że chcą iść wszyscy, z dziećmi i starcami, z owcami i bydłem, zgodził się wypuścić tylko mężczyzn i kazał wyrzucić braci z pałacu.
Wtedy Mojżesz wyciągnął laskę nad Egipt i wschodni wiatr przyniósł szarańczę. Takiej chmary nikt wcześniej nie widział. Pożarła wszystko, co zostało po gradzie, i w całym kraju nie było już nic zielonego.
— Zgrzeszyłem przeciwko waszemu Bogu i przeciwko wam — powiedział faraon. — Przebaczcie mi jeszcze ten jeden raz.
Bóg zesłał silny wiatr z zachodu, który porwał szarańczę i wrzucił ją do Morza Czerwonego. Ale faraon znowu nie wypuścił Izraelitów.
Wtedy Mojżesz wyciągnął rękę ku niebu i na trzy dni Egipt okryła ciemność tak gęsta, że można jej było dotknąć. Ludzie nie widzieli się nawzajem i nikt nie ruszał się z miejsca. Tylko tam, gdzie mieszkali Izraelici, było jasno. Faraon pozwolił ludowi odejść razem z dziećmi, ale bez stad.
— Wszystkie stada pójdą z nami, nie zostanie ani jedno kopyto — odpowiedział Mojżesz.
— Precz stąd! — krzyknął faraon. — Jeśli jeszcze raz pokażesz mi się na oczy, umrzesz.
— Będzie, jak powiedziałeś — odparł Mojżesz. — Więcej nie zobaczę twojej twarzy.
Zanim jednak wyszedł, przekazał faraonowi ostatnie ostrzeżenie Boga. O północy umrze każdy pierworodny w Egipcie, od syna faraona, który siedzi na tronie, do syna niewolnicy przy żarnach, a także każde pierworodne zwierzę. W całym kraju podniesie się wielki krzyk, a u Izraelitów nawet pies nie warknie. Potem Mojżesz wyszedł od faraona bardzo rozgniewany.
Bóg powiedział Mojżeszowi i Aaronowi, co ma zrobić cały lud. Każda rodzina miała wybrać rocznego baranka bez skazy, a w umówiony wieczór zabić go i jego krwią posmarować oba boczne słupy drzwi i nadproże.
W nocy mieli jeść mięso upieczone na ogniu, z przaśnym chlebem i gorzkimi ziołami. Mieli jeść w pośpiechu, przepasani, w sandałach, z laską w ręce, i nie wychodzić z domu aż do rana.
— To jest Pascha — powiedział Bóg. — Tej nocy przejdę przez Egipt, a kiedy zobaczę krew na waszych drzwiach, ominę was i plaga was nie dotknie. Ten dzień będziecie co roku obchodzić jako święto.
Izraelici zrobili wszystko, jak polecił Bóg.

O północy umarli w Egipcie wszyscy pierworodni, od syna faraona po syna więźnia w lochu, a także pierworodne zwierzęta. W całym kraju rozległ się wielki krzyk, bo nie było domu bez zmarłego.
Jeszcze tej samej nocy faraon wezwał Mojżesza i Aarona.
— Odejdźcie od mojego ludu, wy i wszyscy Izraelici! — powiedział. — Zabierzcie owce i bydło, idźcie i złóżcie ofiarę waszemu Bogu. A odchodząc, pobłogosławcie i mnie.
Egipcjanie ponaglali Izraelitów, bo bali się, że wszyscy pomrą. Izraelici zabrali ciasto, zanim zdążyło się zakwasić, zawinęli je w płaszcze i nieśli na ramionach. Dostali też od Egipcjan srebrne i złote naczynia oraz szaty.
Wyruszyło około sześciuset tysięcy mężczyzn, nie licząc dzieci, a z nimi wielki tłum innych ludzi i mnóstwo owiec i bydła. Po drodze upiekli z ciasta przaśne placki, bo wygnano ich w takim pośpiechu, że nie zdążyli przygotować sobie jedzenia. Mojżesz zabrał ze sobą kości Józefa, tak jak Józef kiedyś prosił.
Bóg nie poprowadził ich krótszą drogą przez kraj Filistynów, żeby lud na widok wojny nie zawrócił do Egiptu. Poprowadził ich okrężną drogą przez pustynię, w stronę Morza Czerwonego. Za dnia szedł przed nimi w słupie obłoku, a nocą w słupie ognia, żeby im świecić.
Kiedy faraonowi doniesiono, że lud uciekł, pożałował, że go wypuścił. Kazał zaprząc konie i ruszył w pościg z sześciuset wybranymi rydwanami i całym wojskiem. Dogonił Izraelitów, kiedy obozowali nad morzem.
— Czy w Egipcie zabrakło grobów, że przyprowadziłeś nas tutaj, żebyśmy umarli na pustyni? — wołali przerażeni Izraelici do Mojżesza. — Lepiej było służyć Egipcjanom, niż tu zginąć!
— Nie bójcie się! — odpowiedział Mojżesz. — Stójcie spokojnie i patrzcie, jak Bóg was dziś ocali. Egipcjan, których teraz widzicie, nie zobaczycie już nigdy więcej. Bóg będzie walczył za was.
Wtedy słup obłoku przeszedł z przodu na tyły i stanął między obozem Egipcjan a obozem Izraelitów. Z jednej strony był ciemną chmurą, z drugiej rozjaśniał noc, tak że przez całą noc jedni nie mogli zbliżyć się do drugich.
Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, a Bóg przez całą noc odpychał wodę silnym wschodnim wiatrem, aż dno wyschło. Wody się rozstąpiły i Izraelici weszli w środek morza po suchym dnie, a woda stała po obu stronach jak mur. Egipcjanie ruszyli za nimi, z końmi, rydwanami i jeźdźcami.

Nad ranem Bóg spojrzał na wojsko Egipcjan ze słupa ognia i obłoku, i wprowadził w nim zamęt. Koła rydwanów grzęzły i odpadały, a rydwany ledwo się toczyły.
— Uciekajmy! — wołali Egipcjanie. — Bóg walczy za Izraelitów przeciwko nam!
O świcie Mojżesz znowu wyciągnął rękę nad morze i woda wróciła na swoje miejsce. Morze przykryło rydwany i jeźdźców całego wojska faraona. Nie ocalał ani jeden żołnierz. A Izraelici przeszli już przedtem środkiem morza po suchym dnie, między dwiema ścianami wody.
Tego dnia Bóg uratował Izraelitów z rąk Egipcjan. Izraelici zobaczyli martwych Egipcjan na brzegu morza. Lud bał się Boga i uwierzył Bogu oraz jego słudze Mojżeszowi.
Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Biblia Jakuba Wujka (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna Ten tekst możesz kopiować, zmieniać i wykorzystywać dowolnie. Link do Talerie nas ucieszy, ale nie jest wymagany. CC0 1.0 (otwiera się w nowym oknie)

