OryginalnaMojżesz i wyjście z Egiptu
44 min czytania od 8 lat talerie.com/pl/bajki/mojzesz-i-wyjscie-z-egiptu-original
Faraon każe wrzucać do rzeki każdego chłopca, który urodzi się Izraelitom w Egipcie. Pewna matka z pokolenia Lewiego ukrywa syna przez trzy miesiące, a potem kładzie go w koszyku z sitowia między trzcinami nad Nilem. Siostra chłopca staje z daleka i patrzy, co się z nim stanie.
Kiedy Jakub przybył do Egiptu, przyszli razem z nim jego synowie, każdy ze swoją rodziną: Ruben, Symeon, Lewi i Juda, Issachar, Zabulon i Beniamin, Dan i Neftali, Gad i Aser. Wszystkich potomków Jakuba było siedemdziesięciu, a Józef mieszkał już wtedy w Egipcie.
Mijały lata. Potem umarł Józef, umarli wszyscy jego bracia i całe tamto pokolenie. Ale Izraelici mnożyli się i rozrastali, stawali się coraz liczniejsi i silniejsi, aż wypełnili cały kraj.
Wtedy w Egipcie zaczął panować nowy król, który nic nie wiedział o Józefie ani o tym, co Józef kiedyś zrobił dla Egiptu. Zwołał swój lud i powiedział:
— Spójrzcie tylko, Izraelitów jest bardzo wielu i są już silniejsi od nas. Musimy ich sprytnie trzymać w ryzach, żeby nie mnożyli się dalej. Bo jeśli wybuchnie wojna, gotowi są przyłączyć się do naszych wrogów, walczyć przeciwko nam i odejść z tego kraju.
Faraon ustanowił więc nad nimi naganiaczy, którzy mieli ich gnębić ciężką pracą i przygniatać ciężarami. Izraelici musieli budować dla faraona miasta, w których składano zapasy: Pitom i Ramses. Ale im bardziej ich uciskano, tym bardziej się mnożyli i tym bardziej rośli w siłę.
Egipcjanie nienawidzili Izraelitów, dręczyli ich na każdym kroku i szydzili z nich. Zatruwali im życie ciężką robotą przy glinie i cegłach i każdą pracą w polu, jaką tylko mogli na nich nałożyć. Zmuszali ich do niewolniczej pracy i nie mieli dla nich żadnej litości.

Faraon, król Egiptu, wezwał też do siebie dwie położne, które odbierały porody u izraelskich kobiet. Jedna nazywała się Szifra, a druga Pua.
— Kiedy będziecie pomagać Hebrajkom przy porodzie — rozkazał im — patrzcie, kto się urodził. Jeśli syn, zabijcie go. Jeśli córka, niech żyje.
Ale położne bały się Boga i nie zrobiły tego, co kazał im król Egiptu. Kiedy rodził się chłopiec, zostawiały go przy życiu, tak samo jak dziewczynki. Wtedy faraon znów je do siebie wezwał.
— Co wy wyprawiacie? — zapytał gniewnie. — Dlaczego zostawiacie chłopców przy życiu?
— Izraelitki nie są takie jak Egipcjanki, faraonie — odpowiedziały położne. — Same umieją sobie poradzić i rodzą, zanim zdążymy do nich przyjść.
Bóg wynagrodził położne za ich dobroć. Lud wciąż się mnożył i rósł w siłę, a ponieważ Szifra i Pua bały się Boga, Bóg dał im własne domy i rodziny.
Kiedy i to nie pomogło, faraon wydał rozkaz całemu swojemu ludowi:
— Każdego chłopca, który urodzi się Hebrajczykom, wrzućcie do rzeki. Dziewczynki zostawcie przy życiu.
W tym czasie pewien mężczyzna z pokolenia Lewiego ożenił się z kobietą z tego samego pokolenia. Po jakimś czasie kobieta urodziła mu syna. Widziała, jaki jest piękny, i przez trzy miesiące ukrywała go w domu, żeby nikt się o nim nie dowiedział.
Kiedy jednak nie mogła go już dłużej ukrywać, bo chłopiec rósł, wzięła koszyk z sitowia i wysmarowała go żywicą i smołą. Włożyła do niego dziecko i postawiła koszyk w trzcinach nad brzegiem Nilu. Siostra chłopca stanęła z daleka i patrzyła, co się z nim stanie.

Właśnie wtedy nad rzekę zeszła córka faraona, żeby się wykąpać, a jej służące przechadzały się tymczasem po brzegu. Wtem córka faraona zobaczyła wśród trzcin koszyk i posłała po niego jedną ze służących. Gdy służąca go przyniosła, królewna otworzyła koszyk i zobaczyła w środku płaczące dziecko. Zrobiło jej się żal maleństwa.
— To na pewno jedno z hebrajskich dzieci — powiedziała.
Wtedy siostra chłopca, która wszystko widziała, podeszła do córki faraona.
— Czy mam pójść i zawołać ci mamkę spośród Hebrajek, żeby wykarmiła dla ciebie to dziecko? — zapytała.
— Idź — odpowiedziała córka faraona.
Dziewczynka czym prędzej pobiegła do domu i przyprowadziła nad rzekę matkę chłopca, która była przecież także jej matką.
— Weź to dziecko i wykarm je dla mnie — powiedziała do niej córka faraona. — A ja ci za to zapłacę tyle, ile się należy.
Kobieta wzięła dziecko z powrotem do domu i karmiła je. Kiedy chłopiec podrósł, zaprowadziła go do pałacu, do córki faraona, a królewska córka przyjęła go za syna i dała mu na imię Mojżesz.
— Nazywam go tak, bo wyciągnęłam go z wody — powiedziała.
Mijały lata i Mojżesz dorósł. Pewnego dnia wyszedł do swoich braci, Izraelitów, i zobaczył na własne oczy, jak ciężko muszą pracować i jak bardzo cierpią. Zobaczył też, jak pewien Egipcjanin bije jednego z Izraelitów, jego własnego rodaka.
Mojżesz rozejrzał się najpierw w jedną stronę, potem w drugą. Kiedy się upewnił, że nikogo nie ma w pobliżu, zabił Egipcjanina i zakopał ciało w piasku.
Następnego dnia Mojżesz znów wyszedł do swoich braci i zobaczył dwóch Izraelitów, którzy się ze sobą kłócili. Zwrócił się do tego, który krzywdził drugiego:
— Dlaczego bijesz swojego bliźniego?
— A kto cię ustanowił naszym księciem i sędzią? — odparł tamten. — Może chcesz mnie zabić, tak jak wczoraj zabiłeś Egipcjanina?
Mojżesz bardzo się przestraszył.
— Więc to się wydało! — powiedział.
Faraon rzeczywiście dowiedział się o wszystkim i szukał sposobu, żeby zabić Mojżesza. Ale Mojżesz uciekł przed nim daleko, do kraju Madian. Zamieszkał tam i pewnego razu usiadł przy studni.
Kapłan Madianu miał siedem córek. Akurat wtedy przyszły do studni, zaczerpnęły wody i napełniły nią koryta, żeby napoić owce swojego ojca. Wtedy nadeszli pasterze i przegnali je od studni. Ale Mojżesz wstał, obronił dziewczęta przed pasterzami, a potem sam napoił owce, które przyprowadziły.

Kiedy córki wróciły do domu, ich ojciec, Jetro, bardzo się zdziwił.
— Czemu wróciłyście dziś tak wcześnie, dużo wcześniej niż zwykle? — zapytał.
— Pewien Egipcjanin obronił nas przed pasterzami, ojcze — odpowiedziały córki. — Nawet naczerpał dla nas wody i napoił owce.
— A gdzie on jest? — zapytał Jetro. — Dlaczego zostawiłyście tego człowieka? Zawołajcie go, niech zje z nami chleb.
Mojżesz zgodził się i przysiągł, że zostanie w Madianie i zamieszka u kapłana, a Jetro dał mu za żonę swoją córkę Seforę. Sefora urodziła syna, a Mojżesz nazwał go Gerszom, bo powiedział:
— Jestem przybyszem, obcym w obcym kraju.
Potem urodziła drugiego syna, a Mojżesz nazwał go Eliezer, bo powiedział:
— Bóg mojego ojca przyszedł mi z pomocą i wyrwał mnie z rąk faraona.
Minęło wiele czasu, wiele lat, aż król Egiptu umarł. A Izraelici wciąż jęczeli pod ciężarem niewoli i wołali o pomoc, a ich wołanie wzniosło się aż do Boga. Bóg usłyszał ich skargi i jęki i przypomniał sobie przymierze, które zawarł z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. Spojrzał na Izraelitów i zatroszczył się o nich.
Przez cały ten czas Mojżesz pasł owce swojego teścia Jetra, kapłana Madianu. Pewnego razu zapędził stado daleko w głąb pustyni i tak doszedł aż do Horebu, góry Bożej.
Tam ukazał mu się Bóg w płomieniu ognia, który buchał ze środka krzewu. Mojżesz patrzył i patrzył: krzew płonął, a jednak nie spłonął.
— Podejdę bliżej i przyjrzę się temu niezwykłemu zjawisku — powiedział Mojżesz. — Dlaczego ten krzew się nie spala?

Kiedy Bóg zobaczył, że Mojżesz zbliża się do krzewu, żeby popatrzeć z bliska, zawołał do niego ze środka krzewu:
— Mojżeszu! Mojżeszu!
— Jestem tutaj, słucham — odpowiedział Mojżesz.
— Nie podchodź bliżej — powiedział Bóg. — Zdejmij sandały z nóg, bo miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. Jestem Bogiem twojego ojca, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba.
Mojżesz zakrył wtedy twarz, bo bał się spojrzeć na Boga.
— Widziałem udrękę mojego ludu w Egipcie — mówił dalej Bóg. — Słyszałem, jak krzyczy z powodu okrucieństwa naganiaczy. Widzę, jak cierpi. Zstąpiłem, żeby go wyrwać z rąk Egipcjan i wyprowadzić z tamtego kraju do ziemi dobrej i rozległej, do ziemi, która opływa mlekiem i miodem, tam, gdzie mieszkają Kananejczycy, Hetyci, Amoryci, Peryzzyci, Chiwwici i Jebusyci.
— Krzyk Izraelitów doszedł do mnie i widziałem, jak gnębią ich Egipcjanie — powiedział jeszcze Bóg. — Idź więc, posyłam cię do faraona. Wyprowadź mój lud z Egiptu.
— Kim ja jestem, żebym szedł do faraona i wyprowadzał Izraelitów z Egiptu? — zapytał Mojżesz Boga.
— Ja będę z tobą — odpowiedział Bóg. — A to będzie dla ciebie znakiem, że to ja cię posłałem: kiedy wyprowadzisz mój lud z Egiptu, złożysz Bogu ofiarę na tej górze.
— Dobrze — powiedział Mojżesz. — Pójdę do Izraelitów i powiem im: „Bóg waszych ojców posłał mnie do was”. Ale jeśli mnie zapytają: „Jak on ma na imię?”, co im wtedy odpowiem?
— Jestem, który jestem — odpowiedział Bóg. — Tak powiesz Izraelitom: „Ten, który jest, posłał mnie do was”.
— Powiesz im jeszcze tak — dodał Bóg. — „Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was”. To jest moje imię na wieki i tak będą mnie wspominać wszystkie pokolenia.
— Idź i zbierz starszych Izraela — mówił dalej Bóg. — Powiedz im: „Ukazał mi się Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba, i powiedział: Przyszedłem do was i widziałem wszystko, co was spotyka w Egipcie. Postanowiłem wyprowadzić was z egipskiej niewoli do kraju Kananejczyków, Hetytów, Amorytów, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów, do ziemi opływającej mlekiem i miodem”.
— Posłuchają cię — mówił Bóg. — Potem pójdziesz razem ze starszymi Izraela do króla Egiptu i powiecie mu: „Wezwał nas nasz Bóg. Pozwól nam odejść na trzy dni drogi w głąb pustyni, żebyśmy złożyli ofiarę naszemu Bogu”.
— Ale ja wiem, że król Egiptu nie pozwoli wam odejść, chyba że zmusi go do tego potężna ręka — ciągnął Bóg. — Dlatego wyciągnę rękę i uderzę Egipt wszystkimi cudami, które uczynię pośród Egipcjan. Dopiero wtedy was wypuści.
— Sprawię też, że Egipcjanie będą wam życzliwi, i kiedy będziecie wychodzić, nie odejdziecie z pustymi rękami. Każda kobieta poprosi swoją sąsiadkę i gospodynię, u której mieszka, o srebrne i złote naczynia i o szaty. Ubierzecie w nie swoich synów i córki i w ten sposób złupicie Egipt.
— Ale oni mi nie uwierzą — odpowiedział Mojżesz. — Nie będą chcieli mnie słuchać ani dać wiary moim słowom, tylko powiedzą: „Wcale nie ukazał ci się Bóg”.
— Co trzymasz w ręce? — zapytał go Bóg.
— Laskę pasterską — odparł Mojżesz.
— Rzuć ją na ziemię — powiedział Bóg.
Mojżesz rzucił laskę na ziemię, a ona od razu zamieniła się w węża, aż Mojżesz przed nim uciekł.
— Wyciągnij rękę i złap go za ogon — powiedział Bóg.
Wyciągnął Mojżesz rękę i złapał węża, a ten znów stał się laską w jego dłoni.
— To po to, żeby uwierzyli, że ukazał ci się Bóg ich ojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba — powiedział Bóg. — A teraz włóż rękę za pazuchę.
Włożył więc Mojżesz rękę za pazuchę, a kiedy ją wyjął, była pokryta trądem, biała jak śnieg.
— A teraz włóż ją znowu za pazuchę — powiedział Bóg.
Mojżesz znowu włożył rękę za pazuchę, a kiedy ją wyjął, była zdrowa, taka sama jak reszta ciała.
— Jeśli nie uwierzą ci po pierwszym znaku, uwierzą po drugim — mówił Bóg. — A jeśli nie uwierzą ani jednemu, ani drugiemu i nie posłuchają cię, zaczerpnij wody z Nilu i wylej ją na suchą ziemię. Woda, którą zaczerpniesz z rzeki, zamieni się w krew.
— Proszę cię, Boże — powiedział Mojżesz. — Nigdy nie umiałem pięknie mówić, ani wczoraj, ani przedwczoraj, ani teraz, odkąd do mnie przemówiłeś. Język mam ciężki i słowa przychodzą mi z trudem.
— A kto dał człowiekowi usta? — zapytał Bóg. — Kto sprawia, że ktoś jest niemy albo głuchy, że widzi albo jest ślepy? Czy nie ja? Idź więc, a ja będę w twoich ustach i nauczę cię, co masz mówić.
— Proszę cię, Boże, poślij kogoś innego, kogo tylko zechcesz — powiedział Mojżesz.
Wtedy Bóg bardzo rozgniewał się na Mojżesza.
— Masz przecież brata, Aarona Lewitę — powiedział. — Wiem, że on umie mówić. Właśnie wychodzi ci na spotkanie, a kiedy cię zobaczy, ucieszy się z całego serca. Mów do niego i włóż mu w usta moje słowa. Ja będę w twoich ustach i w jego ustach i pokażę wam, co macie robić.
— Aaron będzie mówił za ciebie do ludu, będzie twoimi ustami, a ty będziesz dla niego tym, który przekazuje mu słowa Boga — dodał Bóg. — Weź też do ręki tę laskę, bo nią będziesz czynił znaki.
Mojżesz odszedł stamtąd i wrócił do swojego teścia Jetra.
— Pozwól mi wrócić do moich braci w Egipcie — powiedział. — Chcę zobaczyć, czy jeszcze żyją.
— Idź w pokoju — odpowiedział mu Jetro.
A Bóg powiedział jeszcze do Mojżesza w Madianie:
— Idź, wracaj do Egiptu. Nie bój się, bo umarli już wszyscy, którzy czyhali na twoje życie.
Mojżesz wziął więc żonę i synów, posadził ich na osła i ruszył w drogę z powrotem do Egiptu. W ręce niósł laskę Bożą.
W drodze Bóg powiedział do niego:
— Pamiętaj, żebyś przed faraonem uczynił wszystkie cuda, które dałem ci do ręki. Ale ja zatwardzę jego serce i on nie wypuści ludu. Wtedy powiesz mu: „Tak mówi Bóg: Izrael jest moim pierworodnym synem. Mówiłem ci: wypuść mojego syna, żeby mi służył, a ty nie chciałeś go wypuścić. Dlatego zabiję twojego pierworodnego syna”.
Kiedy po drodze zatrzymali się na nocleg w gospodzie, Bóg wyszedł Mojżeszowi naprzeciw i chciał go zabić. Wtedy Sefora szybko, bez namysłu, wzięła bardzo ostry kamień, obrzezała nim swojego syna i odciętym napletkiem dotknęła nóg Mojżesza.
— Jesteś dla mnie oblubieńcem krwi — powiedziała.
I Bóg odstąpił od Mojżesza, kiedy Sefora powiedziała: „Oblubieniec krwi, przez obrzezanie”.
Tymczasem Bóg powiedział do Aarona:
— Idź na pustynię, wyjdź na spotkanie swojego brata Mojżesza.
Aaron wyruszył na pustynię, spotkał brata przy Bożej górze i ucałował go na powitanie. Mojżesz powtórzył mu wszystkie słowa, z którymi posłał go Bóg, i opowiedział o wszystkich znakach, które Bóg kazał mu uczynić.
Potem obaj bracia poszli razem do Egiptu i zebrali tam całą starszyznę Izraelitów. Aaron powtórzył starszym wszystkie słowa, które Bóg powiedział Mojżeszowi, i uczynił znaki na oczach ludu. I lud im uwierzył. A kiedy usłyszeli, że Bóg ujął się za Izraelitami i zobaczył ich udrękę, pochylili się i oddali pokłon Bogu.
Potem Mojżesz i Aaron poszli do pałacu i stanęli przed nowym faraonem.
— Tak mówi Bóg Izraela: Wypuść mój lud! Niech złoży mi ofiarę na pustyni — powiedzieli.
— A kto to jest ten wasz Bóg, żebym słuchał jego głosu i wypuszczał Izraelitów? — odparł faraon. — Nie znam waszego Boga i Izraelitów nie wypuszczę.
— Wezwał nas nasz Bóg — mówili dalej bracia. — Pozwól nam odejść na trzy dni drogi w głąb pustyni i złożyć ofiarę naszemu Bogu, bo inaczej ześle na nas zarazę albo miecz.
— Mojżeszu i Aaronie, dlaczego odciągacie lud od pracy? — powiedział król Egiptu. — Wracajcie do swoich zajęć! Tego ludu jest już w kraju mnóstwo, a wy jeszcze chcecie dać mu odpoczynek?
Jeszcze tego samego dnia faraon wezwał naganiaczy i nadzorców ludu i wydał im rozkaz:
— Odtąd nie dawajcie już ludowi słomy do wyrobu cegieł, tak jak dawaliście dotąd. Niech sami chodzą i ją sobie zbierają. Ale cegieł mają zrobić tyle samo co przedtem, ani jednej mniej. Próżnują, dlatego tak wołają: „Chodźmy złożyć ofiarę naszemu Bogu”. Niech mają więcej roboty, niech się nią zajmą, a przestaną słuchać kłamliwych słów.
Naganiacze i nadzorcy wyszli więc do ludu i ogłosili wszystkim rozkaz faraona:
— Tak mówi faraon: „Nie dam wam słomy”. Idźcie i zbierajcie ją sami, gdzie tylko znajdziecie. Ale roboty nie będzie wam ani trochę mniej.
Lud rozproszył się więc po całym Egipcie i ludzie chodzili od pola do pola, żeby zbierać słomę. A naganiacze wciąż ich poganiali:
— Wykonujcie swoją dzienną robotę, tak jak wtedy, kiedy dostawaliście słomę!
A izraelskich nadzorców, których naganiacze faraona ustanowili nad ludem, bito biczami.
— Dlaczego ani wczoraj, ani dzisiaj nie zrobiliście tylu cegieł co przedtem? — krzyczeli naganiacze.
Nadzorcy izraelscy poszli wtedy prosto do faraona i zaczęli się przed nim skarżyć:
— Dlaczego tak postępujesz ze swoimi sługami, faraonie? Nie dają nam słomy, a każą robić tyle cegieł co dawniej. Twoich sług biją biczami, a twój lud spotyka niesprawiedliwość.
— Jesteście leniwi, ot co! — odpowiedział faraon. — Dlatego mówicie: „Chodźmy złożyć ofiarę Bogu”. Idźcie i pracujcie! Słomy nie dostaniecie, a cegieł oddacie tyle, co zawsze.
Nadzorcy izraelscy zrozumieli, że są w ciężkim położeniu, skoro usłyszeli: „Ani jednej cegły mniej na dzień”. Kiedy wychodzili od faraona, spotkali Mojżesza i Aarona, którzy stali przed pałacem i czekali, co się stanie.
— Niech Bóg to zobaczy i was osądzi! — powiedzieli do nich z goryczą. — Przez was faraon i jego słudzy patrzą na nas z obrzydzeniem. Daliście im do ręki miecz, żeby nas zabili.
Mojżesz zwrócił się wtedy do Boga:
— Boże, dlaczego skrzywdziłeś ten lud? Po co mnie posłałeś? Odkąd poszedłem do faraona, żeby mówić w twoim imieniu, on jeszcze gorzej gnębi twój lud, a ty go nie wybawiłeś.
— Teraz zobaczysz, co zrobię z faraonem — odpowiedział Bóg. — Zmuszony potężną ręką, sam ich wypuści, a nawet wypędzi ich ze swojego kraju.
— Ja jestem Bóg. Ukazałem się Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi jako Bóg Wszechmocny, ale swojego imienia im nie wyjawiłem — mówił dalej Bóg. — Zawarłem z nimi przymierze, że dam im ziemię Kanaan, kraj, w którym byli przybyszami. Teraz usłyszałem jęki Izraelitów, których Egipcjanie trzymają w niewoli, i przypomniałem sobie moje przymierze.
— Dlatego powiedz Izraelitom: „Ja jestem Bóg. Wyprowadzę was spod jarzma Egipcjan i uwolnię z niewoli. Wybawię was wyciągniętym ramieniem i wielkimi wyrokami. Uczynię was moim ludem i będę waszym Bogiem, a wy poznacie, że to ja was wyprowadziłem. Zaprowadzę was do ziemi, którą przysiągłem dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, i dam ją wam na własność. Ja jestem Bóg”.
Mojżesz powtórzył to wszystko Izraelitom, słowo w słowo, ale oni nie chcieli go słuchać, tak byli zgnębieni i umęczeni ciężką pracą.
— Idź do faraona, króla Egiptu, i powiedz mu, żeby wypuścił Izraelitów ze swojego kraju — powiedział Bóg do Mojżesza.
— Nawet Izraelici mnie nie słuchają — odpowiedział Mojżesz. — Jak więc ma mnie posłuchać faraon? Przecież ja nie umiem mówić.
Ale Bóg przemówił do Mojżesza i Aarona i dał im polecenie dla Izraelitów i dla faraona, króla Egiptu: mieli wyprowadzić Izraelitów z Egiptu.
Oto naczelnicy rodów Izraela. Synami Rubena, pierworodnego syna Jakuba, byli Henoch, Pallu, Chesron i Karmi. Synami Symeona byli Jemuel, Jamin, Ohad, Jakin, Sochar i Szaul, syn Kananejki. Synami Lewiego byli Gerszon, Kehat i Merari, a sam Lewi żył sto trzydzieści siedem lat. Synami Gerszona byli Libni i Szimei, synami Kehata Amram, Jishar, Hebron i Uzzjel, a synami Merariego Machli i Muszi. Kehat żył sto trzydzieści trzy lata.
Synami Jishara byli Korach, Nefeg i Zikri, a synami Uzzjela Miszael, Elsafan i Sitri. Aaron ożenił się z Eliszebą, córką Amminadaba i siostrą Nachszona, i miał z nią synów: Nadaba, Abihu, Eleazara i Itamara. Synami Koracha byli Assir, Elkana i Abiasaf. Eleazar, syn Aarona, ożenił się z jedną z córek Putiela, a ona urodziła mu Pinchasa. Takie były rody Lewitów.
Z rodu Lewiego, z potomków Kehata, pochodzili też obaj bracia. To właśnie oni, Aaron i Mojżesz, mieli mówić do faraona i wyprowadzić lud Izraela z Egiptu, plemię po plemieniu.
— Ja jestem Bóg — powiedział Bóg do Mojżesza w Egipcie. — Powiedz faraonowi, królowi Egiptu, wszystko, co ci mówię.
— Przecież wiesz, że nie umiem mówić — odpowiedział Mojżesz. — Słowa z trudem przechodzą mi przez usta. Jak więc ma mnie posłuchać faraon?
— Patrz, uczyniłem cię dla faraona jakby bogiem, a twój brat Aaron będzie twoim prorokiem — odpowiedział Bóg. — Ty powtórzysz Aaronowi wszystko, co ci każę, a on będzie mówił do faraona, żeby wypuścił Izraelitów ze swojego kraju.
— Ale ja zatwardzę serce faraona i pomnożę moje znaki i cuda w Egipcie — mówił Bóg. — Faraon was nie posłucha. Wtedy wyciągnę rękę nad Egiptem i wielkimi wyrokami wyprowadzę z niego mój lud, Izraelitów. Egipcjanie poznają, że ja jestem Bóg, kiedy wyciągnę rękę nad Egiptem i wyprowadzę spośród nich Izraelitów.
Mojżesz i Aaron zrobili dokładnie tak, jak im Bóg rozkazał. Kiedy mówili do faraona, Mojżesz miał osiemdziesiąt lat, a Aaron osiemdziesiąt trzy.
— Kiedy faraon powie wam: „Pokażcie mi jakiś cud” — powiedział im Bóg — ty, Mojżeszu, powiesz Aaronowi: „Weź swoją laskę i rzuć ją przed faraonem”, a ona zamieni się w węża.
Mojżesz i Aaron poszli więc do faraona i zrobili wszystko tak, jak im Bóg rozkazał. Aaron rzucił swoją laskę na ziemię przed faraonem i jego sługami, a ona zamieniła się w węża.

Wtedy faraon wezwał swoich mędrców i czarowników, a oni swoimi tajemnymi sztukami zrobili to samo. Każdy z nich rzucił swoją laskę i wszystkie zamieniły się w węże. Ale laska Aarona połknęła ich laski, jedną po drugiej.
Mimo to serce faraona się zatwardziło. Nie posłuchał Mojżesza i Aarona, tak jak zapowiedział Bóg.
— Serce faraona jest twarde, nie chce wypuścić ludu — powiedział Bóg do Mojżesza. — Idź do niego jutro rano, kiedy wyjdzie nad wodę. Stań na jego drodze nad brzegiem rzeki i weź do ręki laskę, która zamieniła się w węża.
— Powiesz mu: „Posłał mnie do ciebie Bóg Izraela i mówi: Wypuść mój lud! Niech złoży mi ofiarę na pustyni. Ale ty dotąd nie chciałeś słuchać. Dlatego tak mówi Bóg: Po tym poznasz, że ja jestem Bóg. Uderzę laską, którą mam w ręce, w wodę rzeki, a ona zamieni się w krew. Ryby w rzece pozdychają, woda zacznie cuchnąć i Egipcjanie nie będą mogli jej pić”.
— Powiedz też Aaronowi — dodał Bóg — żeby wziął laskę i wyciągnął rękę nad wodami Egiptu: nad jego rzekami, kanałami, stawami i wszystkimi zbiornikami, żeby zamieniły się w krew. I niech będzie krew w całym Egipcie, nawet w drewnianych i kamiennych naczyniach.
Mojżesz i Aaron zrobili tak, jak Bóg im rozkazał. Rano poszli nad rzekę i na oczach faraona i jego sług Aaron podniósł laskę i z całej siły uderzył w wodę rzeki, a cała woda w rzece zamieniła się w krew.
Ryby w rzece pozdychały, rzeka zaczęła cuchnąć i Egipcjanie nie mogli pić z niej wody. Krew była w całym Egipcie, w każdym kanale, w każdym stawie i w każdym naczyniu.
Ale czarownicy egipscy zrobili to samo swoimi czarami, więc serce faraona się zatwardziło i nie posłuchał Mojżesza i Aarona, tak jak zapowiedział Bóg. Faraon odwrócił się od nich i wrócił do swojego pałacu, i tym razem także nie wziął sobie tego do serca.
Egipcjanie kopali tymczasem doły na brzegach rzeki, żeby dokopać się do wody, którą dałoby się pić, bo z samej rzeki pić nie mogli. I tak minęło siedem dni, odkąd Bóg uderzył rzekę.
— Idź do faraona i powiedz mu: „Tak mówi Bóg: Wypuść mój lud! Niech złoży mi ofiarę” — powiedział Bóg do Mojżesza. — „A jeśli nie zechcesz go wypuścić, nawiedzę cały twój kraj żabami. Rzeka zaroi się od żab, a one wyjdą z wody i wejdą do twojego pałacu, do sypialni i do łóżka, do domów twoich sług i do twojego ludu, do pieców i do dzież z ciastem. Na ciebie, na twój lud i na wszystkie twoje sługi wskoczą żaby”.
— Powiedz Aaronowi — mówił dalej Bóg — żeby wyciągnął laskę nad rzekami, kanałami i stawami i sprowadził żaby na Egipt.
Aaron wyciągnął rękę nad wodami Egiptu, a z wody zaczęły wychodzić żaby, jedna za drugą, aż pokryły cały kraj. Ale czarownicy zrobili to samo swoimi czarami i oni też sprowadzili żaby na Egipt.
Wtedy faraon kazał wezwać Mojżesza i Aarona.
— Módlcie się do Boga, żeby zabrał żaby ode mnie i od mojego ludu — powiedział. — A wtedy wypuszczę lud, żeby złożył ofiarę Bogu.
— Wyznacz mi czas, kiedy mam się modlić za ciebie, za twoje sługi i za twój lud — odpowiedział Mojżesz. — Żaby odejdą wtedy od ciebie i od twojego pałacu i zostaną tylko w rzece.
— Jutro — odpowiedział faraon.
— Niech będzie, jak mówisz — odparł Mojżesz. — Stanie się tak, żebyś poznał, że nie ma nikogo takiego jak nasz Bóg. Żaby odejdą od ciebie i od twojego pałacu, od twoich sług i od twojego ludu i zostaną tylko w rzece.
Mojżesz i Aaron wyszli od faraona, a Mojżesz wołał do Boga i prosił, żeby zabrał żaby, tak jak obiecał faraonowi. Bóg zrobił tak, jak prosił Mojżesz. Żaby pozdychały w domach, na podwórzach i na polach. Ludzie zgarniali je i zsypywali na ogromne kupy, a od martwych żab cuchnął cały kraj.
Ale kiedy faraon zobaczył, że plaga minęła i przyszła ulga, znów zatwardził serce i nie posłuchał Mojżesza i Aarona, tak jak zapowiedział Bóg.
— Każ Aaronowi — powiedział wtedy Bóg do Mojżesza — żeby wyciągnął laskę i uderzył w proch ziemi. Wtedy w całym Egipcie proch zamieni się w komary.
Tak też zrobili. Aaron wyciągnął przed siebie rękę z laską i uderzył w proch ziemi, a na ludzi i na zwierzęta rzuciły się komary. Cały proch w Egipcie zamienił się w komary.
Czarownicy próbowali swoimi czarami zrobić to samo i wywołać komary, ale tym razem nie potrafili. A komary obsiadły ludzi i zwierzęta w całym kraju.
— To jest palec Boży — powiedzieli wtedy przerażeni czarownicy do faraona.
Ale serce faraona zatwardziło się i nie posłuchał Mojżesza i Aarona, tak jak zapowiedział Bóg.
— Wstań wcześnie rano i stań przed faraonem, kiedy będzie wychodził nad wodę — powiedział Bóg do Mojżesza. — Powiedz mu: „Tak mówi Bóg: Wypuść mój lud! Niech złoży mi ofiarę. A jeśli go nie wypuścisz, ześlę na ciebie, na twoje sługi, na twój lud i na twoje domy roje much. Domy Egipcjan i cała ziemia, na której stoją, będą pełne much”.
— Ale tego dnia oszczędzę krainę Goszen, w której mieszka mój lud, i tam much nie będzie — mówił dalej Bóg. — Faraon pozna, że ja, Bóg, jestem pośrodku tej ziemi. Oddzielę mój lud od jego ludu. Jutro stanie się ten znak.
Bóg zrobił tak, jak zapowiedział. Ogromne roje much wleciały do pałacu faraona, do domów jego sług i do całego Egiptu. Muchy były wszędzie i pustoszyły kraj.
Wtedy faraon kazał przywołać do siebie Mojżesza i Aarona, bo muchy nie dawały mu spokoju.
— Idźcie i złóżcie ofiarę waszemu Bogu, ale tutaj, w tym kraju, nie na pustyni — powiedział.
— Tak nie można — odpowiedział Mojżesz. — Ofiary, które składamy naszemu Bogu, są dla Egipcjan obrzydliwością. Gdybyśmy na ich oczach zabijali zwierzęta, które Egipcjanie czczą, ukamienowaliby nas. Pójdziemy na trzy dni drogi w głąb pustyni i tam złożymy ofiarę naszemu Bogu, tak jak nam kazał.
— Dobrze, wypuszczę was, żebyście złożyli ofiarę waszemu Bogu na pustyni — powiedział faraon. — Tylko nie odchodźcie za daleko. I módlcie się za mnie.
— Kiedy tylko od ciebie wyjdę, będę się modlił do Boga, żeby zabrał muchy — odpowiedział Mojżesz. — Jutro muchy odlecą od faraona, od jego sług i od jego ludu. Tylko nie oszukuj nas znowu i nie zatrzymuj ludu, kiedy będzie chciał iść złożyć ofiarę Bogu.
Mojżesz wyszedł od faraona i modlił się do Boga. A Bóg zrobił tak, jak prosił Mojżesz, i zabrał muchy od faraona, od jego sług i od jego ludu. Nie została ani jedna. Ale serce faraona znowu stało się twarde i tym razem także nie wypuścił ludu.
— Idź do faraona i powiedz mu: „Tak mówi Bóg Izraela: Wypuść mój lud! Niech złoży mi ofiarę” — powiedział Bóg do Mojżesza. — „A jeśli dalej będziesz się wzbraniał i go zatrzymywał, moja ręka spadnie na twoje stada na polach, na konie, osły, wielbłądy, woły i owce, i nawiedzi je ciężki pomór. Ale Bóg oddzieli stada Izraelitów od stad Egipcjan i nie zginie nic, co należy do Izraelitów”.
Bóg wyznaczył też czas, kiedy to się stanie.
— Jutro Bóg uczyni to w tym kraju — zapowiedział.
Następnego dnia Bóg uczynił to, co zapowiedział. Padło całe bydło Egipcjan, a z bydła Izraelitów nie zginęło ani jedno zwierzę. Faraon posłał swoich ludzi, żeby to sprawdzili, i rzeczywiście z bydła Izraelitów nic nie padło. Ale serce faraona było twarde i nie wypuścił ludu.
— Weźcie pełne garści popiołu z pieca — powiedział Bóg do Mojżesza i Aarona. — Niech Mojżesz rzuci go w górę, ku niebu, na oczach faraona. Popiół rozniesie się pyłem po całym Egipcie, a na ludziach i zwierzętach w całym kraju wystąpią wrzody i nabrzmiałe pęcherze.
Mojżesz i Aaron wzięli więc popiół z pieca i stanęli przed faraonem. Mojżesz rzucił go ku niebu, a na ludziach i na zwierzętach wystąpiły wrzody i nabrzmiałe, ropiejące pęcherze.
Czarownicy nie mogli nawet stanąć przed Mojżeszem, bo wrzody pokryły ich tak samo jak wszystkich Egipcjan. Ale Bóg zatwardził serce faraona i faraon nie posłuchał Mojżesza i Aarona, tak jak Bóg zapowiedział Mojżeszowi.
— Wstań wcześnie rano, stań przed faraonem i powiedz mu: „Tak mówi Bóg Izraela: Wypuść mój lud! Niech złoży mi ofiarę” — powiedział Bóg do Mojżesza. — „Bo tym razem ześlę wszystkie moje plagi na ciebie, na twoje sługi i na twój lud, żebyś poznał, że nie ma nikogo takiego jak ja na całej ziemi. Teraz wyciągnę rękę i uderzę ciebie i twój lud zarazą, i znikniesz z ziemi. Po to cię postawiłem, żeby pokazać na tobie moją moc i żeby moje imię rozsławiło się po całej ziemi”.
— Powiedz mu też — mówił dalej Bóg. — „Jeszcze zatrzymujesz mój lud i nie chcesz go wypuścić? Jutro o tej samej porze spuszczę bardzo gwałtowny grad, jakiego w Egipcie nie było od dnia jego założenia aż do dziś. Poślij więc już teraz ludzi i zgoń z pola swoje bydło i wszystko, co tam masz. Bo każdy człowiek i każde zwierzę, które zostanie na polu i nie schroni się pod dachem, zginie, kiedy spadnie na nie grad”.
Ci słudzy faraona, którzy przestraszyli się słowa Bożego, czym prędzej sprowadzili niewolników i bydło z pól pod dach. A ci, którzy nie przejęli się słowem Bożym, zostawili niewolników i bydło na polu.
— Wyciągnij rękę ku niebu — powiedział Bóg do Mojżesza. — Niech grad spadnie na cały Egipt, na ludzi, na bydło i na każdą roślinę na polach Egiptu.
Mojżesz wyciągnął laskę ku niebu, a Bóg zesłał na Egipt grzmoty i grad, i błyskawice biegały po ziemi. Tak Bóg spuścił grad na Egipt. Grad padał razem z ogniem, a takiego gradu nie widziano w całym Egipcie, odkąd ten naród istnieje.
Grad pobił w całym Egipcie wszystko, co było na polu, i ludzi, i zwierzęta. Pobił każdą roślinę na polach i połamał każde drzewo. Tylko w krainie Goszen, gdzie mieszkali Izraelici, grad nie padał wcale.
Wtedy faraon posłał po Mojżesza i Aarona i kazał ich do siebie przyprowadzić.
— Tym razem zgrzeszyłem — powiedział do nich. — Wasz Bóg jest sprawiedliwy, a ja i mój lud jesteśmy winni. Módlcie się do Boga, żeby ustały te Boże grzmoty i grad. Wypuszczę was i nie będziecie musieli tu dłużej zostawać.
— Kiedy tylko wyjdę z miasta, wyciągnę ręce do Boga i będę się modlił — odpowiedział Mojżesz. — Grzmoty ustaną i grad przestanie padać, żebyś poznał, że ziemia należy do Boga. Ale wiem, że ani ty, ani twoi słudzy jeszcze nie boicie się Boga.
Len i jęczmień zostały wtedy zniszczone, bo jęczmień już się zazielenił, a len wypuszczał główki. Ale pszenica i żyto ocalały, bo dojrzewają później.
Mojżesz wyszedł od faraona, opuścił miasto i wyciągnął ręce do Boga. Wtedy grzmoty i grad ustały i na ziemię nie spadła już ani jedna kropla deszczu.
Ale kiedy faraon zobaczył, że deszcz, grad i grzmoty ustały, znowu zgrzeszył. Zatwardził serce, on i jego słudzy. Jego serce stało się bardzo twarde i nie wypuścił Izraelitów, tak jak Bóg zapowiedział przez Mojżesza.
— Idź do faraona — powiedział Bóg do Mojżesza. — Zatwardziłem jego serce i serca jego sług, żeby uczynić wśród nich moje znaki. Chcę też, żebyś opowiadał swoim synom i wnukom, jak upokorzyłem Egipcjan i jakie znaki uczyniłem pośród nich. Wtedy poznacie, że ja jestem Bóg.
Mojżesz i Aaron znowu poszli do pałacu faraona.
— Tak mówi Bóg Izraela: Jak długo jeszcze nie chcesz się przede mną ukorzyć? Wypuść mój lud! Niech złoży mi ofiarę — powiedzieli. — A jeśli się sprzeciwisz i nie zechcesz go wypuścić, jutro sprowadzę szarańczę na twój kraj. Pokryje całą ziemię, tak że nie będzie jej wcale widać, i zje wszystko, co ocalało po gradzie. Ogryzie wszystkie drzewa, które rosną na polach.
— Wypełni twój pałac, domy twoich sług i wszystkich Egipcjan — mówili dalej bracia. — Takiej szarańczy nie widzieli ani twoi ojcowie, ani twoi dziadowie, odkąd żyją na tej ziemi, aż do dzisiaj.
Po tych słowach Mojżesz odwrócił się i wyszedł od faraona.
Słudzy faraona zaczęli go wtedy prosić:
— Jak długo jeszcze mamy to znosić? Wypuść tych ludzi, niech złożą ofiarę swojemu Bogu. Czy nie widzisz, że Egipt jest już zrujnowany?
Mojżesza i Aarona zawołano więc z powrotem i przyprowadzono przed faraona.
— Idźcie, złóżcie ofiarę waszemu Bogu — powiedział im faraon. — Ale powiedzcie mi, kto właściwie ma iść?
— Pójdziemy z dziećmi i ze starcami, z synami i z córkami, z owcami i z bydłem — odpowiedział Mojżesz. — Bo to jest wielkie święto naszego Boga.
— Niech Bóg będzie z wami tak samo, jak ja wypuszczę was razem z dziećmi! — zawołał faraon. — Przecież widać, że macie złe zamiary! O nie! Idźcie sami, mężczyźni, i złóżcie ofiarę Bogu, przecież o to prosiliście.
I zaraz wyrzucono ich z pałacu, sprzed oblicza faraona.
— Wyciągnij rękę nad Egiptem, żeby przyszła szarańcza — powiedział Bóg do Mojżesza. — Niech spadnie na kraj i pożre wszystkie rośliny, które ocalały po gradzie.
Mojżesz wyciągnął laskę nad Egiptem, a Bóg sprowadził upalny wiatr, który wiał przez cały dzień i całą noc. A kiedy nastał ranek, upalny wiatr przyniósł szarańczę. Szarańcza spadła na cały Egipt i obsiadła go od granicy do granicy, w niezliczonych chmarach. Takiej chmary nie było nigdy przedtem i nigdy potem nie będzie.
Pokryła całą ziemię, aż cała pociemniała, i wszystko spustoszyła. Zjadła każde źdźbło trawy i wszystkie owoce na drzewach, które oszczędził grad. W całym Egipcie nie zostało nic zielonego, ani na drzewach, ani na polach.
Przerażony faraon co prędzej wezwał do siebie Mojżesza i Aarona.
— Zgrzeszyłem przeciwko waszemu Bogu i przeciwko wam — powiedział do nich. — Przebaczcie mi mój grzech jeszcze tylko ten jeden raz i proście waszego Boga, żeby odwrócił ode mnie tę śmierć.
Mojżesz wyszedł od faraona i modlił się do Boga. A Bóg zesłał bardzo silny wiatr od zachodu, który porwał szarańczę i wrzucił ją do Morza Czerwonego. W całym Egipcie nie została ani jedna szarańcza. Ale Bóg zatwardził serce faraona i faraon znowu nie wypuścił Izraelitów.
— Wyciągnij rękę ku niebu — powiedział Bóg do Mojżesza — i niech na Egipt spadną ciemności tak gęste, że będzie można ich dotknąć.
Mojżesz wyciągnął rękę ku niebu i przez trzy dni nad całym Egiptem panowały straszliwe, nieprzeniknione ciemności. Nikt nie widział nawet własnego brata i przez trzy dni nikt nie ruszał się z miejsca. Ale wszędzie tam, gdzie mieszkali Izraelici, było jasno.
Wtedy faraon znowu wezwał Mojżesza i Aarona.
— Idźcie, złóżcie ofiarę Bogu — powiedział. — Niech nawet wasze dzieci idą z wami. Tylko owce i bydło zostawcie.
— Musisz nam dać także zwierzęta na ofiary i całopalenia dla naszego Boga — odpowiedział Mojżesz. — Wszystkie nasze stada pójdą z nami, nie zostanie tu ani jedno kopyto. Potrzebujemy ich, żeby służyć naszemu Bogu, a nie wiemy, co mamy mu ofiarować, dopóki nie dojdziemy na miejsce.
Ale Bóg zatwardził serce faraona i faraon i tym razem nie chciał ich wypuścić.
— Wynoś się ode mnie! — krzyknął faraon do Mojżesza. — I uważaj, nie pokazuj mi się więcej na oczy. W dniu, w którym znowu zobaczysz moją twarz, zginiesz.
— Niech będzie tak, jak powiedziałeś — odpowiedział spokojnie Mojżesz. — Więcej nie zobaczę twojej twarzy.
Bóg już wcześniej powiedział Mojżeszowi:
— Jeszcze jedną plagą dotknę faraona i cały Egipt. Potem was wypuści, a nawet sam was stąd wypędzi. Powiedz całemu ludowi, żeby każdy mężczyzna poprosił swojego przyjaciela, a każda kobieta swoją sąsiadkę o srebrne i złote naczynia.
Bóg sprawił, że Egipcjanie patrzyli na Izraelitów życzliwie. A Mojżesz cieszył się w całym Egipcie wielkim poważaniem, zarówno u sług faraona, jak i u całego ludu.
— Tak mówi Bóg: O północy przejdę przez Egipt — powiedział Mojżesz do faraona. — I umrze każdy pierworodny w Egipcie, od pierworodnego syna faraona, który siedzi na tronie, aż do pierworodnego syna niewolnicy, która miele zboże w żarnach, i każdy pierworodny z bydła. W całym Egipcie podniesie się wielki krzyk, jakiego nigdy nie było i nigdy już nie będzie.
— Ale u Izraelitów nawet pies nie warknie ani na człowieka, ani na zwierzę — mówił dalej Mojżesz — żebyście wiedzieli, jak wielki cud czyni Bóg, kiedy oddziela Egipcjan od Izraela. Wtedy wszyscy twoi słudzy przyjdą do mnie, pokłonią mi się i powiedzą: „Wyjdź stąd, ty i cały lud, który idzie za tobą”. I dopiero wtedy wyjdę.
Po tych słowach Mojżesz wyszedł od faraona bardzo rozgniewany.
— Faraon was nie posłucha — powiedział Bóg do Mojżesza — żeby w Egipcie dokonało się jeszcze więcej moich cudów.
Mojżesz i Aaron uczynili przed faraonem wszystkie te cuda, jeden po drugim, ale Bóg zatwardził serce faraona i faraon nie wypuścił Izraelitów ze swojego kraju.
W Egipcie Bóg powiedział do Mojżesza i Aarona:
— Ten miesiąc będzie dla was początkiem miesięcy, pierwszym miesiącem roku. Powiedzcie całej społeczności Izraela, że dziesiątego dnia tego miesiąca każdy ma wziąć baranka dla swojej rodziny, jednego na dom. A jeśli w domu jest za mało ludzi, żeby zjeść całego baranka, niech zaprosi do siebie najbliższego sąsiada, tylu ludzi, ilu trzeba, żeby baranek został zjedzony.
— Baranek ma być bez skazy, samiec, jednoroczny. Możecie też wziąć koźlę — mówił dalej Bóg. — Trzymajcie go do czternastego dnia tego miesiąca, a wtedy cała społeczność Izraela zabije swoje baranki o zmierzchu. Potem weźmiecie trochę krwi i pomażecie nią oba odrzwia i nadproże w domach, w których będziecie go jeść.
— Tej nocy zjecie mięso upieczone w ogniu, z przaśnym chlebem i gorzkimi ziołami. Nie jedzcie go surowego ani gotowanego w wodzie, tylko upieczone w ogniu, razem z głową, nogami i wnętrznościami. Nie zostawiajcie nic do rana, a jeśli coś zostanie, spalcie to w ogniu.
— Będziecie go jeść tak: z przepasanymi biodrami, w sandałach na nogach i z laską w ręce. Jedzcie w pośpiechu, bo to jest Pascha, czyli przejście Boga. Tej nocy przejdę przez Egipt i zabiję każdego pierworodnego w Egipcie, od ludzi aż po zwierzęta, i osądzę wszystkich bogów Egiptu. Ja jestem Bóg.
— Krew będzie dla was znakiem na domach, w których mieszkacie. Kiedy zobaczę krew, ominę was i nie dosięgnie was plaga zagłady, kiedy będę karał Egipt.
— Ten dzień będzie dla was dniem pamięci. Będziecie go obchodzić jako święto Boga, z pokolenia na pokolenie, na zawsze. Przez siedem dni będziecie jeść przaśny chleb. Już pierwszego dnia usuniecie zakwas ze swoich domów, a kto od pierwszego do siódmego dnia zje coś kwaszonego, zostanie wyłączony z Izraela.
— Pierwszy i siódmy dzień będą święte. W te dni nie wolno wam wykonywać żadnej pracy, poza przygotowaniem jedzenia. Zachowujcie święto przaśnego chleba, bo właśnie tego dnia wyprowadzę wasze zastępy z Egiptu. Od wieczora czternastego dnia pierwszego miesiąca aż do wieczora dnia dwudziestego pierwszego będziecie jeść przaśny chleb.
— Przez siedem dni nie może być w waszych domach zakwasu. Kto zje coś kwaszonego, zostanie wyłączony ze społeczności Izraela, czy jest przybyszem, czy urodził się w tym kraju. Niczego kwaszonego nie jedzcie. Gdziekolwiek mieszkacie, jedzcie przaśny chleb.
Mojżesz zwołał całą starszyznę Izraela i przekazał im to, co powiedział Bóg.
— Idźcie, weźcie baranka dla każdej rodziny i zabijcie go na Paschę — powiedział do starszych. — Weźcie pęk hizopu, zanurzcie go we krwi przy progu i pomażcie krwią nadproże i oba odrzwia. Niech nikt z was nie wychodzi z domu aż do rana. Bo Bóg przejdzie przez kraj, żeby uderzyć Egipcjan, a kiedy zobaczy krew na nadprożu i na obu odrzwiach, przejdzie obok tych drzwi i nie pozwoli niszczycielowi wejść do waszych domów i was zabić.
— Przestrzegajcie tego jako prawa, wy i wasi synowie, na zawsze — mówił dalej Mojżesz. — Kiedy wejdziecie do kraju, który Bóg wam da, jak obiecał, zachowujcie ten obrzęd. A kiedy wasi synowie zapytają: „Co to za obrzęd?”, odpowiedzcie im: „To jest ofiara Paschy dla Boga, który w Egipcie przeszedł obok domów Izraelitów, kiedy uderzył Egipcjan, a nasze domy ocalił”.
Kiedy lud to usłyszał, pochylił się i oddał pokłon Bogu. Potem Izraelici poszli do domów i zrobili wszystko tak, jak Bóg rozkazał Mojżeszowi i Aaronowi.

O północy Bóg zabił wszystkich pierworodnych w Egipcie, od pierworodnego syna faraona, który siedział na tronie, aż do pierworodnego syna więźniarki zamkniętej w lochu, i całe pierworodne bydło.
Tej nocy zerwał się ze snu faraon, zerwali się wszyscy jego słudzy i wszyscy Egipcjanie. W całym Egipcie podniósł się wielki krzyk i płacz, bo nie było domu, w którym nie leżałby zmarły.
Jeszcze tej samej nocy faraon wezwał do siebie Mojżesza i Aarona.
— Wstańcie i wyjdźcie spośród mojego ludu, wy i wszyscy Izraelici! — powiedział do nich. — Idźcie, złóżcie ofiarę Bogu, tak jak chcieliście. Zabierzcie owce i bydło, o które prosiliście, i odejdźcie. I pobłogosławcie także mnie.
Egipcjanie ponaglali lud i nalegali, żeby jak najszybciej opuścił kraj.
— Idźcie stąd, bo inaczej wszyscy pomrzemy! — mówili.
Lud zabrał więc w pośpiechu rozczynione ciasto, zanim zdążyło się zakwasić. Ludzie zawinęli dzieże z ciastem w płaszcze i nieśli je na ramionach.
Izraelici zrobili też tak, jak polecił im Mojżesz, i poprosili Egipcjan o srebrne i złote naczynia i o bardzo wiele szat. Bóg sprawił, że Egipcjanie byli im życzliwi i dawali im to, o co prosili. I tak Izraelici, wychodząc, złupili Egipt.
Tak Izraelici wyruszyli z Ramses i poszli do Sukkot. Było ich około sześciuset tysięcy mężczyzn idących pieszo, nie licząc dzieci. Szło też z nimi mnóstwo obcego ludu, a za nimi ciągnęły ogromne stada owiec, bydła i innych zwierząt.
Z ciasta, które wynieśli z Egiptu, upiekli przaśne placki. Ciasto nie zdążyło się zakwasić, bo Egipcjanie wypędzali ich z kraju w wielkim pośpiechu i nie dali im ani chwili zwłoki, ani czasu na przygotowanie jedzenia na drogę.
Izraelici mieszkali w Egipcie przez czterysta trzydzieści lat. Tego właśnie dnia, kiedy minęły te lata, wszystkie zastępy Boga wyszły z Egiptu. To była noc czuwania dla Boga, kiedy wyprowadził ich z Egiptu, i wszyscy Izraelici mają ją zachowywać z pokolenia na pokolenie.
Bóg powiedział też do Mojżesza i Aarona:
— Takie jest prawo Paschy. Nie będzie jej jadł żaden cudzoziemiec. Niewolnik kupiony za pieniądze może ją jeść, jeśli najpierw zostanie obrzezany, ale przybysz i najemnik jeść jej nie będą. Baranka trzeba zjeść w jednym domu. Nie wolno wynosić z domu ani kawałka mięsa i nie wolno łamać barankowi kości. Paschę ma obchodzić cała społeczność Izraela.
— A jeśli przybysz, który mieszka wśród was, zechce obchodzić Paschę dla Boga — mówił dalej Bóg — niech najpierw zostaną obrzezani wszyscy mężczyźni z jego domu. Wtedy będzie mógł ją obchodzić tak jak ktoś, kto urodził się w tym kraju. Ale nikt nieobrzezany nie będzie jej jadł. To samo prawo obowiązuje urodzonego w kraju i przybysza, który mieszka wśród was.
Wszyscy Izraelici zrobili tak, jak Bóg rozkazał Mojżeszowi i Aaronowi. I właśnie tego samego dnia Bóg wyprowadził Izraelitów z Egiptu, zastęp za zastępem.
Wtedy Bóg powiedział do Mojżesza:
— Poświęć mi każdego pierworodnego. Każdy pierworodny wśród Izraelitów, z ludzi i z bydła, należy do mnie.
— Pamiętajcie o tym dniu, w którym wyszliście z Egiptu, z domu niewoli — powiedział Mojżesz do ludu. — Bo Bóg wyprowadził was stąd potężną ręką. Nie jedzcie dzisiaj kwaszonego chleba. Wychodzicie dzisiaj, w miesiącu nowego zboża.
— Kiedy Bóg wprowadzi cię do kraju Kananejczyków, Hetytów, Amorytów, Chiwwitów i Jebusytów, który przysiągł dać twoim ojcom, do ziemi opływającej mlekiem i miodem, będziesz obchodził to święto w tym miesiącu — mówił dalej Mojżesz. — Przez siedem dni będziesz jadł przaśny chleb, a siódmego dnia będzie święto Boga. Przez siedem dni nie może być u ciebie nic kwaszonego, w całym twoim kraju.
— Tego dnia opowiesz swojemu synowi: „Robię tak z powodu tego, co Bóg dla mnie zrobił, kiedy wychodziłem z Egiptu”. To będzie dla ciebie jak znak na ręce i jak przypomnienie przed oczami, żeby prawo Boga zawsze było na twoich ustach, bo potężną ręką Bóg wyprowadził cię z Egiptu. Zachowuj ten obrzęd w wyznaczonym czasie, rok po roku.
— Kiedy Bóg wprowadzi cię do ziemi Kananejczyków, jak przysiągł tobie i twoim ojcom, i da ci ją, oddasz Bogu wszystko, co pierwsze przychodzi na świat. Każdy pierworodny samiec z twojego bydła będzie należał do Boga. Pierworodne oślę wykupisz owcą, a jeśli go nie wykupisz, musisz je zabić. Każdego pierworodnego syna wykupisz.
— A kiedy w przyszłości syn cię zapyta: „Co to znaczy?”, odpowiesz mu: „Bóg potężną ręką wyprowadził nas z Egiptu, z domu niewoli. Kiedy faraon zatwardził serce i nie chciał nas wypuścić, Bóg zabił wszystkich pierworodnych w Egipcie, od pierworodnych ludzi aż po pierworodne bydło. Dlatego składam Bogu w ofierze każdego pierworodnego samca, a każdego pierworodnego z moich synów wykupuję”.
— To będzie jak znak na twojej ręce i jak przypomnienie między oczami, że Bóg potężną ręką wyprowadził nas z Egiptu — zakończył Mojżesz.
Kiedy faraon w końcu wypuścił lud, Bóg nie poprowadził go drogą przez kraj Filistynów, chociaż była najkrótsza. Bóg pomyślał: „Gdyby lud zobaczył, że czeka go wojna, mógłby pożałować i zawrócić do Egiptu”. Dlatego prowadził go dłuższą, okrężną drogą przez pustynię, w stronę Morza Czerwonego. Izraelici wyszli z Egiptu uzbrojeni.
Mojżesz zabrał też ze sobą w drogę kości Józefa, bo Józef zobowiązał kiedyś Izraelitów przysięgą: „Bóg na pewno was nawiedzi. Wtedy zabierzcie stąd ze sobą moje kości”.
Z Sukkot wyruszyli dalej i rozbili obóz w Etam, na samym skraju pustyni. Bóg szedł przed nimi, żeby wskazywać im drogę: w dzień w słupie obłoku, a w nocy w słupie ognia, tak że mogli iść i w dzień, i w nocy. Słup obłoku w dzień i słup ognia w nocy nigdy nie odstępowały ludu.
— Powiedz Izraelitom, żeby zawrócili i rozbili obóz przed Pi-Hachirot, między Migdol a morzem, naprzeciw Baal-Sefon — powiedział Bóg do Mojżesza. — Rozbijcie obóz nad morzem. Faraon pomyśli wtedy o Izraelitach: „Zabłądzili w tym kraju, zamknęła ich pustynia”. A ja zatwardzę jego serce i będzie was ścigał. Wtedy okażę swoją chwałę na faraonie i na całym jego wojsku, a Egipcjanie poznają, że ja jestem Bóg.
I Izraelici zrobili tak, jak Bóg im powiedział.
Kiedy królowi Egiptu doniesiono, że lud uciekł, faraon i jego słudzy zmienili zdanie i zaczęli żałować, że go wypuścili.
— Co my zrobiliśmy? — mówili między sobą. — Dlaczego wypuściliśmy Izraelitów, którzy nam służyli?
Faraon kazał zaprząc konie do swojego rydwanu i zabrał ze sobą całe swoje wojsko. Wziął sześćset najlepszych rydwanów i wszystkie inne rydwany, jakie były w Egipcie, a na każdym z nich dowódców. Bóg zatwardził serce faraona, króla Egiptu, i faraon puścił się w pogoń za Izraelitami, którzy szli z podniesionym czołem.
Egipcjanie szli ich śladem, krok po kroku, i dogonili ich tam, gdzie Izraelici rozbili obóz nad morzem, przy Pi-Hachirot, naprzeciw Baal-Sefon. Były tam wszystkie konie i rydwany faraona, jego jeźdźcy i całe jego wojsko.
Kiedy faraon był już blisko, Izraelici podnieśli oczy i zobaczyli, że Egipcjanie ciągną za nimi. Ogarnął ich wielki strach i zaczęli głośno wołać do Boga o ratunek.
— Czy w Egipcie nie było grobów, że wyprowadziłeś nas na śmierć na pustyni? — mówili do Mojżesza. — Coś ty nam zrobił, wyprowadzając nas z Egiptu? Czy nie mówiliśmy ci tego jeszcze w Egipcie: „Zostaw nas w spokoju, niech służymy Egipcjanom”? Lepiej nam było służyć Egipcjanom, niż umrzeć na pustyni.
— Nie bójcie się! — odpowiedział ludowi Mojżesz. — Stójcie spokojnie i patrzcie, jakie wielkie dzieło uczyni dziś Bóg, żeby was ocalić. Bo Egipcjan, których dzisiaj widzicie, nie zobaczycie już nigdy więcej. Bóg będzie walczył za was, a wy tylko milczcie.
— Dlaczego wołasz do mnie? — powiedział Bóg do Mojżesza. — Powiedz Izraelitom, żeby ruszali w drogę. A ty podnieś laskę, wyciągnij rękę nad morzem i rozdziel je, żeby Izraelici przeszli środkiem morza po suchym dnie.
— Ja zatwardzę serca Egipcjan, żeby was ścigali — mówił dalej Bóg. — Okażę swoją chwałę na faraonie, na całym jego wojsku, na jego rydwanach i jeźdźcach. I Egipcjanie poznają, że ja jestem Bóg.
Wtedy słup obłoku, który szedł przed obozem Izraelitów, przeszedł na jego tył: odszedł sprzed ludu i stanął za nim, między obozem Egipcjan a obozem Izraelitów. Obłok był ciemny, a zarazem rozświetlał noc, tak że przez całą noc jedni nie mogli się zbliżyć do drugich.
Mojżesz wyciągnął rękę nad morzem, a Bóg przez całą noc pędził morze silnym, upalnym wiatrem i zamienił dno morza w suchy ląd. Wody rozstąpiły się na dwie strony.
Izraelici weszli w środek morza i szli po suchym dnie, a woda stała po ich prawej i lewej stronie jak mur.

Egipcjanie ruszyli w pogoń i weszli za nimi aż w sam środek morza, wszystkie konie faraona, jego rydwany i jeźdźcy.
Kiedy nadeszła straż poranna, tuż przed świtem, Bóg spojrzał na wojsko Egipcjan ze słupa ognia i obłoku i wprowadził w nie zamęt. Powywracał koła ich rydwanów, tak że ugrzęzły w głębinie.
— Uciekajmy przed Izraelem! — wołali jeden przez drugiego Egipcjanie. — Bóg walczy za nich przeciwko nam!
— Wyciągnij rękę nad morzem — powiedział Bóg do Mojżesza — żeby wody wróciły na Egipcjan, na ich rydwany i na jeźdźców.
Mojżesz wyciągnął rękę nad morzem i o pierwszym brzasku morze wróciło na swoje dawne miejsce. Uciekający Egipcjanie wpadli prosto w nadciągającą wodę i Bóg pogrążył ich w środku fal.
Wody wróciły i zalały rydwany, konie i jeźdźców całego wojska faraona, które weszło za Izraelitami w morze. Nie ocalał z nich ani jeden.
A Izraelici przeszli już przedtem środkiem morza po suchym dnie, a woda stała po ich prawej i lewej stronie jak mur.
Tak Bóg wybawił tego dnia Izraelitów z rąk Egipcjan, którzy ich ścigali. Izraelici zobaczyli Egipcjan leżących martwych na brzegu morza. Zobaczyli wielką moc, którą Bóg okazał przeciwko Egipcjanom. Lud zaczął się bać Boga i uwierzył Bogu i jego słudze Mojżeszowi.
Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Biblia Jakuba Wujka (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna Ten tekst możesz kopiować, zmieniać i wykorzystywać dowolnie. Link do Talerie nas ucieszy, ale nie jest wymagany. CC0 1.0 (otwiera się w nowym oknie)

