Przejdź do treści
Dziewczyna w oślej skórze naciągniętej na głowę jak kaptur stoi w progu chaty krytej strzechą. Spod skóry widać jasną suknię w gwiazdki, obok ławka i wiadro.Oryginalna

Ośla Skórka

Charles Perrault

16 min czytania od 8 lat

Owdowiały król szuka żony piękniejszej od zmarłej królowej, aż jego wzrok pada na przybraną córkę. Przerażona dziewczyna jedzie nocą po radę do wróżki chrzestnej i prosi króla najpierw o suknię w kolorze nieba, potem o drugą, z promieni księżyca. Król grozi krawcom śmiercią i obie są gotowe w porę.


Był sobie raz król, którego poddani kochali tak bardzo, że uważał się za najszczęśliwszego władcę na świecie. Miał wszystko, czego dusza zapragnie. Pałac wypełniały mu najrzadsze osobliwości, w ogrodach rosły najpiękniejsze kwiaty, a w marmurowych boksach jego stajni stał rząd mlecznobiałych koni arabskich o wielkich brązowych oczach.

Cudzoziemcy, którzy słyszeli o cudach zgromadzonych przez króla i odbywali długie podróże, żeby je zobaczyć, dziwili się jednak, że najwspanialszy boks w stajni zajmuje osioł o wyjątkowo długich, oklapniętych uszach. Był to bardzo ładny osioł, ale o ile mogli ocenić, nie miał w sobie nic tak niezwykłego, żeby zasługiwał na takie wygody.

Odjeżdżali więc, kręcąc głowami. Nie mogli przecież wiedzieć, że co noc, kiedy osioł spał, z jego uszu sypały się całe korce złotych monet, a stajenni co rano je zbierali.

Z uszu śpiącego osła sypią się nocą złote monety; siwobrody stajenny i chłopiec zbierają je do worków, a w marmurowych boksach drzemią białe konie.

Po wielu latach pomyślności spadł na króla nagły cios: umarła mu żona, którą bardzo kochał. Królowa zawsze myślała najpierw o jego szczęściu, więc w ostatniej godzinie zebrała resztki sił i odezwała się do niego.

— Obiecaj mi jedno. Wiem, że musisz się znowu ożenić, dla dobra swojego ludu i dla własnego. Ale nie spiesz się z tym. Poczekaj, aż znajdziesz kobietę piękniejszą i zgrabniejszą ode mnie.

Siwobrody król w koronie i purpurowym płaszczu trzyma za rękę bladą królową, która leży w łożu z baldachimem; obok pali się świeca.

— Och, nie mów mi o żenieniu! — załkał król. — Wolę umrzeć razem z tobą!

Królowa uśmiechnęła się tylko słabo, odwróciła się na poduszce i umarła.

Przez kilka miesięcy król bardzo rozpaczał. Potem żal powoli przycichł, a do tego doradcy bez przerwy go namawiali, żeby poszukał sobie nowej żony. Z początku nie chciał ich słuchać, ale z czasem dał się przekonać. Postawił tylko jeden warunek: zgodnie z obietnicą daną zmarłej królowej przyszła żona musi być od niej piękniejsza i bardziej ujmująca.

Doradcy, uradowani, że dopięli swego, rozesłali posłów na wszystkie strony świata po portrety najsłynniejszych piękności każdego kraju. Malarze mieli pełne ręce roboty i starali się, jak mogli, ale na próżno: nikt nie mógł nawet udawać, że którakolwiek z tych dam choć trochę dorównuje zmarłej królowej.

Wreszcie pewnego dnia, kiedy król zniechęcony odwrócił się od kolejnych portretów, jego wzrok padł na przybraną córkę, która mieszkała w pałacu, odkąd była niemowlęciem. I zobaczył, że jeśli na całej ziemi jest kobieta piękniejsza od królowej, to właśnie ona!

Od razu oznajmił, czego pragnie. Dziewczyna jednak wcale nie marzyła o koronie i ani trochę nie chciała za niego wychodzić. Przeraziła się i poprosiła o czas do namysłu. Tej samej nocy, kiedy wszyscy już spali, wsiadła do wózeczka zaprzężonego w wielkiego barana i pojechała po radę do swojej wróżki chrzestnej.

— Wiem, z czym przychodzisz — powiedziała wróżka, kiedy dziewczyna wysiadła z wózka. — Jeśli nie chcesz za niego wyjść, pokażę ci, jak tego uniknąć. Poproś go o suknię dokładnie w kolorze nieba. Nie zdoła takiej zdobyć, więc będziesz zupełnie bezpieczna.

Nocą w ogrodzie dziewczyna w płaszczu z kapturem jedzie wózeczkiem zaprzężonym w rogatego barana; przy dziupli drzewa czeka siwa wróżka w płaszczu w gwiazdy.

Dziewczyna podziękowała wróżce i wróciła do pałacu. Nazajutrz rano przyszedł do niej ojciec (bo zawsze tak go nazywała), a ona oświadczyła, że nie da mu żadnej odpowiedzi, dopóki nie dostanie sukni w kolorze nieba.

Król, uradowany taką odpowiedzią, wezwał najlepszych tkaczy i krawców w całym królestwie. Rozkazał im uszyć suknię koloru nieba bez chwili zwłoki, bo inaczej każe im natychmiast ściąć głowy. Przerażeni tą groźbą, zaczęli farbować, kroić i szyć, a po dwóch dniach przynieśli suknię, która wyglądała, jakby wycięto ją prosto z nieba!

Biedna dziewczyna osłupiała i nie wiedziała, co robić. W nocy znowu zaprzęgła barana i pojechała szukać chrzestnej.

— Król jest sprytniejszy, niż myślałam — przyznała wróżka. — Ale powiedz mu, że musisz mieć suknię z promieni księżyca.

Nazajutrz król wezwał dziewczynę do siebie, a ona powiedziała mu, czego chce.

— Królewno, niczego ci nie odmówię — odparł król i rozkazał, żeby suknia była gotowa w ciągu doby, bo inaczej każe powiesić wszystkich co do jednego.

Rzemieślnicy pracowali z całych sił i o świcie następnego dnia suknia z promieni księżyca leżała już rozłożona na łóżku dziewczyny. Królewna nie mogła się nadziwić jej pięknu, a jednak się rozpłakała. Usłyszała to wróżka i przyszła jej z pomocą.

— No, tego bym się po nim nie spodziewała! — zawołała wróżka. — Ale poproś o suknię ze słonecznego blasku. Bardzo się zdziwię, jeśli i tę zdobędzie!

Chrześniaczka po dwóch nieudanych radach nie bardzo już wróżce ufała. Nie wiedziała jednak, co innego zrobić, więc powiedziała ojcu to, co jej kazano.

Król nie robił żadnych trudności, a nawet oddał swoje najpiękniejsze rubiny i diamenty na ozdobę sukni. Kiedy była gotowa, lśniła tak oślepiająco, że patrzeć na nią można było tylko przez okopcone szkiełko!

Kiedy królewna zobaczyła suknię, udała, że blask razi ją w oczy, i schroniła się w swojej komnacie. Czekała tam na nią wróżka, bardzo zawstydzona.

— Zostało już tylko jedno — zawołała. — Musisz zażądać skóry osła, którego on tak sobie ceni. To od tego osła ma całe swoje ogromne bogactwo i jestem pewna, że nigdy ci tej skóry nie da.

Królewna nie była tego taka pewna. Poszła jednak do króla i powiedziała mu, że nigdy za niego nie wyjdzie, dopóki nie dostanie skóry osła.

Król zdumiał się i zasmucił tym nowym żądaniem, ale nie wahał się ani chwili. Osła zabito, a jego skórę położono u stóp królewny.

Siwobrody król w czerwonym płaszczu podaje skórę osła dziewczynie w niebieskiej sukni w gwiazdki, a zdumieni dworzanie przyglądają się temu w sali tronowej.

Biedna dziewczyna nie widziała już ucieczki przed losem, którego tak się bała. Znów się rozpłakała i zaczęła rwać włosy z głowy, gdy nagle stanęła przed nią wróżka.

— Głowa do góry! — powiedziała. — Teraz wszystko pójdzie dobrze! Owiń się tą skórą, wyjdź z pałacu i idź tak daleko, jak tylko zdołasz. Będę nad tobą czuwać. Twoje suknie i klejnoty powędrują za tobą pod ziemią, a kiedy będziesz czegoś potrzebować, uderz stopą w ziemię i od razu to dostaniesz. Ale idź szybko, nie masz ani chwili do stracenia.

Królewna owinęła się więc oślą skórą i wymknęła się z pałacu tak, że nikt jej nie zauważył.

Ledwie spostrzeżono, że jej nie ma, podniósł się wielki rwetes. Przeszukano każdy kąt i każdy zakamarek, nawet taki, w którym nikt nie mógłby się ukryć. Potem król rozesłał oddziały na wszystkie drogi, ale ilekroć jeźdźcy się zbliżali, wróżka narzucała na dziewczynę swój niewidzialny płaszcz i nikt jej nie widział.

Królewna szła i szła, bardzo długo, i szukała kogoś, kto przyjąłby ją do siebie i dał jej pracę. Wieśniacy z mijanych chat dawali jej z litości coś do jedzenia, ale ośla skóra była tak brudna, że nie chcieli jej wpuścić pod dach. Dziewczyna uciekała w takim pośpiechu, że nie zdążyła nawet oczyścić skóry.

Zmęczona i przygnębiona, przechodziła pewnego dnia obok bramy folwarku, który leżał tuż za murami dużego miasta, gdy usłyszała, że ktoś ją woła. Odwróciła się i zobaczyła gospodynię, która stała wśród swoich indyków i dawała jej znaki, żeby weszła.

— Potrzebuję dziewczyny do zmywania naczyń, karmienia indyków i sprzątania chlewu — powiedziała gospodyni. — A sądząc po tym brudnym ubraniu, nie jesteś chyba za delikatna do takiej roboty.

Dziewczyna z radością przyjęła to miejsce. Od razu posadzono ją do pracy w kącie kuchni, a parobkowie i dziewki przychodzili tam naśmiewać się z niej i z oślej skóry, w którą się owijała. To oni przezwali ją Oślą Skórką.

Z czasem jednak tak przywykli do tego widoku, że przestał ich bawić. Dziewczyna pracowała przy tym tak ciężko i tak sumiennie, że gospodyni naprawdę ją polubiła. A owce i indyki pasła tak zręcznie, że można by przysiąc, że przez całe życie nic innego nie robiła!

Dziewczyna w oślej skórze i połatanej szarej sukience sypie ziarno indykom na słonecznym podwórzu folwarku, a wokół niej kręcą się kury.

Pewnego dnia siedziała nad brzegiem strumienia i opłakiwała swój marny los, gdy nagle zobaczyła w wodzie swoje odbicie. Włosy i część twarzy zasłaniał jej ośli łeb, naciągnięty na głowę jak kaptur, a brudna, zmierzwiona skóra okrywała całe ciało. Pierwszy raz zobaczyła siebie tak, jak widzieli ją inni, i ogarnął ją wstyd.

Zrzuciła przebranie i skoczyła do wody. Zanurzała się raz po raz, aż zalśniła jak kość słoniowa. Kiedy przyszła pora wracać na folwark, musiała znowu włożyć skórę, a ta wydała się jej teraz jeszcze brudniejsza niż przedtem. Pocieszała się jednak, że nazajutrz jest święto: przez kilka godzin zapomni, że jest dziewką z folwarku, i znów będzie królewną.

O świcie tupnęła więc w ziemię, tak jak kazała jej wróżka, i w jednej chwili na jej wąskim łóżku leżała suknia koloru nieba. Izdebka była tak ciasna, że tren nie miał się gdzie rozłożyć. Dziewczyna starannie go podpięła, a potem rozczesała swoje piękne włosy i upięła je wysoko na czubku głowy, tak jak nosiła je zawsze.

Kiedy skończyła, była z siebie tak zadowolona, że postanowiła nigdy nie przepuścić okazji, by włożyć swoje wspaniałe suknie. Chciała je nosić, nawet gdyby miała w nich chodzić po polu, gdzie podziwiać ją będą tylko owce i indyki.

Ten folwark należał do króla. Pewnego świątecznego dnia, kiedy Ośla Skórka zamknęła się na klucz w swojej izdebce i włożyła suknię ze słonecznego blasku, przez bramę wjechał królewicz, syn króla tego kraju, i zapytał, czy mógłby trochę odpocząć po polowaniu.

Podano mu w ogrodzie mleko i coś do zjedzenia, a kiedy odpoczął, wstał i zaczął zwiedzać dom, słynny w całym królestwie, bo był bardzo stary i bardzo piękny. Otwierał drzwi jedne po drugich i podziwiał wiekowe komnaty, aż trafił na takie, które nie chciały się otworzyć.

Schylił się i zajrzał przez dziurkę od klucza, ciekaw, co jest w środku. Ogromnie się zdumiał: zobaczył piękną dziewczynę w sukni tak olśniewającej, że ledwie mógł na nią patrzeć.

Ciemnowłosy królewicz w granatowym kaftanie kuca przy drzwiach i zagląda przez dziurkę od klucza; w komnacie za nimi stoi dziewczyna w lśniącej sukni.

Kiedy się odwrócił, ciemna galeria wydała mu się jeszcze ciemniejsza niż przedtem. Wrócił do kuchni i zapytał, kto śpi w izdebce na końcu korytarza. Odpowiedziano mu, że śpi tam kuchenna dziewka, z której wszyscy się śmieją i którą nazywają Oślą Skórką.

Królewicz domyślił się, że kryje się w tym jakaś dziwna tajemnica, ale rozumiał, że dalsze pytania nic mu nie dadzą. Odjechał więc do pałacu, a przed oczami wciąż miał to, co zobaczył przez dziurkę od klucza.

Przez całą noc przewracał się z boku na bok, a rano obudził się w wysokiej gorączce. Królowa, jego matka, nie miała innych dzieci i bez przerwy drżała o to jedyne, więc od razu uznała syna za straconego. I rzeczywiście, nagła choroba zbiła z tropu najsłynniejszych lekarzy, którzy na próżno próbowali zwykłych lekarstw. W końcu powiedzieli królowej, że za tym wszystkim musi stać jakieś sekretne zmartwienie.

Matka padła na kolana przy łóżku syna i błagała, żeby wyznał jej, co go trapi. Jeśli pragnie zostać królem, ojciec chętnie zrzeknie się trosk korony i odda mu władzę. A jeśli chodzi o miłość, poświęcą wszystko, żeby zdobyć dla niego wymarzoną żonę, nawet gdyby była córką króla, z którym właśnie toczą wojnę!

— Matko — odpowiedział królewicz, tak słaby, że ledwie mógł mówić — nie myśl, że jestem tak wyrodnym synem, żebym chciał odebrać ojcu koronę. Dopóki ojciec żyje, będę najwierniejszym z jego poddanych! A co do królewien, o których mówisz, nie widziałem żadnej, którą chciałbym pojąć za żonę, ale zawsze będę ci posłuszny, nawet gdyby mnie to drogo kosztowało.

— Ach, mój synu! — zawołała królowa. — Zrobimy wszystko, co tylko możliwe, żeby cię ocalić, a przy tym i siebie, bo jeśli ty umrzesz, umrzemy i my.

— Skoro tak — odparł królewicz — powiem ci, że wyleczyć może mnie tylko jedno: placek upieczony ręką Oślej Skórki.

— Oślej Skórki? — wykrzyknęła królowa, przekonana, że syn postradał zmysły. — A kto albo co to takiego?

— Najjaśniejsza Pani — odezwał się jeden z dworzan, który był z królewiczem na folwarku. — Ośla Skórka to zaraz po wilku najobrzydliwsze stworzenie na całym świecie. To dziewczyna, która chodzi w brązowej, tłustej skórze i służy u gospodarza Najjaśniejszej Pani jako dziewka od drobiu.

— Mniejsza o to — odparła królowa. — Widać mój syn jadł kiedyś jej wypieki. To pewnie zachcianka chorego, ale poślijcie do niej natychmiast i niech upiecze placek.

Dworzanin skłonił się i kazał paziowi zawieźć wiadomość.

Kto wie, czy Ośla Skórka nie dostrzegła królewicza, kiedy zaglądał przez dziurkę od klucza, albo ze swojego okienka, które wychodziło na drogę. Ale czy widziała go naprawdę, czy tylko o nim słyszała, ledwie dostała rozkaz królowej, zrzuciła brudną skórę, umyła się od stóp do głów i włożyła spódnicę i gorset z lśniącego srebra.

Potem zamknęła się w izdebce, wzięła najgęstszą śmietanę, najlepszą mąkę i najświeższe jajka z całego folwarku i zabrała się do pieczenia.

Kiedy mieszała ciasto w rondelku, pierścień, który czasem nosiła w tajemnicy, zsunął się jej z palca i wpadł do środka. Może Ośla Skórka to widziała, a może nie, w każdym razie mieszała dalej i wkrótce placek był gotowy do pieca. Gdy ładnie się zarumienił, zdjęła suknię, włożyła brudną skórę i oddała placek paziowi, pytając przy tym o zdrowie królewicza. Ale paź odwrócił głowę i nawet nie raczył jej odpowiedzieć.

Pognał jak wiatr, a ledwie dotarł do pałacu, chwycił srebrną tacę i pospieszył zanieść placek królewiczowi. Chory zaczął jeść tak łapczywie, że lekarze bali się, czy się nie udławi. I rzeczywiście, niewiele brakowało, bo w jednym z odłamanych kawałków był pierścień. Królewiczowi udało się jednak wyjąć go z ust tak, że nikt tego nie zauważył, i schował go pod poduszką.

Ledwie został sam, wyjął pierścień spod poduszki i ucałował go tysiąc razy. Potem zaczął się zastanawiać, jak zobaczyć jego właścicielkę. Nie śmiał nikomu wyznać, że Oślą Skórkę widział tylko przez dziurkę od klucza, z obawy, że wszyscy wyśmieją tę nagłą miłość.

Placek zbił gorączkę tylko na jakiś czas, ale przez te zmartwienia gorączka wkrótce wróciła. Lekarze nie wiedzieli już, co powiedzieć, więc oznajmili królowej, że jej syn po prostu umiera z miłości. Przerażona królowa pobiegła z tą wieścią do króla i razem pospieszyli do łóżka syna.

— Synu, mój drogi synu! — zawołał król. — Kogo chcesz poślubić? Damy ci ją za żonę, choćby była najpośledniejszą z naszych niewolnic. Czegóż na świecie nie zrobilibyśmy dla ciebie?

Wzruszony do łez tymi słowami, królewicz wyjął spod poduszki pierścień ze szmaragdem najczystszej wody.

— Ojcze, matko — powiedział — niech ten pierścień was przekona, że ta, którą kocham, nie jest wiejską dziewczyną. Palec, na który pasuje, nigdy nie zgrubiał od ciężkiej pracy. Ale kimkolwiek by była, nie ożenię się z nikim innym.

Król i królowa bardzo dokładnie obejrzeli maleńki pierścień i zgodzili się z synem, że jego właścicielka nie może być zwykłą dziewką z folwarku. Wtedy król wyszedł i kazał heroldom i trębaczom obejść całe miasto, wezwać do pałacu wszystkie panny i ogłosić, że ta, której pierścień będzie pasował, zostanie kiedyś królową.

Najpierw przyszły wszystkie królewny, potem wszystkie córki książąt i tak dalej, po kolei, jak nakazywał obyczaj. Ale żadna nie zdołała wsunąć pierścienia choćby na sam koniuszek palca, ku wielkiej radości królewicza, który szybko wracał do zdrowia. W końcu, kiedy zawiodły wszystkie wysoko urodzone panny, przyszła kolej na dziewczęta zza sklepowych lad i na pokojówki, ale i im nie poszło lepiej.

— Wezwijcie kuchenne dziewki i pasterki — rozkazał królewicz.

Wystarczył jednak jeden rzut oka na ich grube, czerwone palce, żeby wszyscy wiedzieli, że i to na nic.

— Nie została już ani jedna kobieta, Wasza Wysokość — powiedział szambelan.

Królewicz zbył go machnięciem ręki.

— Czy posłano po Oślą Skórkę, która upiekła mi placek? — zapytał.

Dworzanie wybuchnęli śmiechem i odpowiedzieli, że nie śmieliby wprowadzić do pałacu tak brudnego stworzenia.

— Niech ktoś natychmiast po nią pojedzie — rozkazał król. — Wezwałem wszystkie panny, wysokiego i niskiego stanu, i nie rzucałem słów na wiatr.

Królewna słyszała trąby i obwieszczenia heroldów i dobrze wiedziała, że to wszystko przez jej pierścień. Ona także zakochała się w królewiczu, choć widziała go tylko przez krótką chwilę, i drżała ze strachu, że czyjś palec okaże się równie smukły jak jej. Kiedy więc posłaniec z pałacu podjechał pod bramę, omal nie oszalała z radości.

Przez cały czas czekała na takie wezwanie, więc ubrała się bardzo starannie: włożyła suknię z promieni księżyca, której spódnicę usiano szmaragdami. Ale kiedy zaczęto ją wołać, żeby zeszła na dół, pospiesznie okryła się oślą skórą i oznajmiła, że jest gotowa stanąć przed Jego Wysokością.

Zaprowadzono ją prosto do sali, gdzie czekał królewicz. Na widok oślej skóry serce mu zamarło. Czyżby jednak się pomylił?

— Czy to ty — zapytał, odwracając wzrok — czy to ty masz izdebkę w najdalszym kącie wewnętrznego podwórza na folwarku?

— Tak, Wasza Wysokość, to ja — odpowiedziała.

— Podaj mi więc rękę — powiedział królewicz, bo czuł, że musi dotrzymać słowa, ile by go to kosztowało.

I ku zdumieniu wszystkich obecnych spod brązowej, brudnej skóry wysunęła się drobna rączka, biała i delikatna. Pierścień wsunął się na palec bez najmniejszego trudu. W tej samej chwili skóra zsunęła się na podłogę i oczom wszystkich ukazała się dziewczyna tak piękna, że królewicz, choć jeszcze słaby, padł przed nią na kolana i błagał, by została jego żoną. Król i królowa dołączyli do jego próśb.

Klęczący królewicz wsuwa pierścień ze szmaragdem na palec dziewczyny w srebrzystej sukni usianej szmaragdami; ośla skóra opada na podłogę, dworzanie się dziwią.

Witali ją tak serdecznie i tak ją obsypywali czułościami, że królewna nie wiedziała, co odpowiedzieć. Wtem rozstąpił się sufit sali i zjawiła się wróżka chrzestna w powozie uplecionym całkiem z białego bzu. W kilku słowach opowiedziała historię królewny i to, jak się tu znalazła. Bez straty czasu zaczęto szykować wesele, najwspanialsze, jakie można sobie wyobrazić.

Zaproszono królów ze wszystkich krajów świata, oczywiście także przybranego ojca królewny, który tymczasem zdążył się ożenić z pewną wdową. I żaden z nich nie odmówił.

Ale co to był za dziwny zjazd! Każdy monarcha podróżował tak, jak uważał za najokazalsze: jedni przybyli w lektykach, inni w powozach wszelkich kształtów i rodzajów, a jeszcze inni na słoniach, tygrysach, a nawet na orłach. Tak wspaniałego wesela świat jeszcze nie widział.

Kiedy się skończyło, ojciec królewicza ogłosił, że zaraz po nim odbędzie się koronacja, bo on i królowa są już zmęczeni rządzeniem i młodzi muszą zająć ich miejsce. Uroczystości trwały całe trzy miesiące. Potem nowi władcy zabrali się do rządzenia królestwem i tak umieli zjednać sobie poddanych, że kiedy sto lat później umarli, każdy opłakiwał ich jak własnego ojca i matkę.

Jak oceniasz tę bajkę?

Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: The Grey Fairy Book (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna