Przejdź do treści
Złoty kogutek z czerwonym grzebieniem wygląda z okienka drewnianej chaty. Pod ścianą siedzi rudy lis, unosi łeb i śpiewa, przed nim leży groszek.

O kotku i kogutku

Aleksandr Afanasjew

4 min czytania od 4 lat

Dziadek rano idzie do lasu, kotek zanosi mu chleb, a kogutek zostaje sam w chacie i pilnuje domu. Pod okno przychodzi lis, przekrzywia łeb i śpiewa, że da groszku, jeśli kogutek tylko wyjrzy przez okienko. Kotek radzi przyjacielowi nie wyglądać, a lis wraca następnego dnia z dłuższą piosenką.


Żył sobie raz dziadek, a razem z nim w chacie mieszkali kotek i kogutek. Co dzień rano dziadek brał siekierę i szedł do lasu, do pracy. Kotek zanosił mu tam chleb na obiad, a kogutek zostawał sam i pilnował domu.

Pewnego razu, kiedy dziadek i kotek byli daleko, pod okno chaty przyszedł lis. Usiadł w trawie, przekrzywił łeb i zaśpiewał słodkim głosem:

Kukuryku, kogutku, złoty grzebyczku! Wyjrzyj choć na chwilkę, dam ci groszku miseczkę.

Kogutek był ciekaw, kto tak ładnie śpiewa. Uchylił okienko, wystawił główkę i spojrzał w dół. A lis tylko na to czekał: chwycił go w pazury i pomknął z nim ku lasowi.

Kogutek zaczął wołać z całych sił:

Niesie mnie lis za ciemne bory, za strome brzegi, za wysokie góry! Kotku, kotku, ratuj mnie, bo mnie lis w lesie zje!

Kotek szedł akurat przez pole i usłyszał to wołanie. Puścił się w pogoń, dopadł lisa i tak go poturbował, że lis wypuścił zdobycz. Kotek wziął kogutka i zaniósł go z powrotem do domu.

Na łące w wysokiej trawie szary pręgowany kotek skacze z uniesioną łapą za rudym lisem, który ucieka do lasu. Kogutek trzepocze skrzydłami w trawie.

— Uważaj, kogutku — powiedział kotek. — Nie wyglądaj przez okienko i nie wierz lisowi. Zje cię i nawet kosteczek nie zostawi.

Nazajutrz dziadek znowu wybierał się do lasu, a kotek szykował mu chleb. Na odchodnym dziadek przykazał:

— Pilnuj domu, kogutku, i nie wyglądaj przez okienko.

Lis jednak nie dawał za wygraną, bo bardzo chciał zjeść kogutka. Ledwie chata opustoszała, już siedział pod oknem i śpiewał:

Kukuryku, kogutku, złoty grzebyczku! Wyjrzyj choć na chwilkę, dam ci groszku miseczkę, dam ziarenek garstkę.

Kogutek chodził po izbie i milczał. Lis zaśpiewał jeszcze raz i wrzucił przez okno garść groszku. Groszek kogutek zjadł, ale do okna nie podszedł.

— Nie, lisie, nie oszukasz mnie! — zawołał kogutek. — Chcesz mnie zjeść i nawet kosteczek nie zostawić.

— Ależ, kogutku! — odparł lis. — Słowo daję, nigdy bym cię nie zjadł! Chciałem tylko, żebyś mnie odwiedził i zobaczył, jak mieszkam i ile mam dobra.

I znowu zaśpiewał:

Kukuryku, kogutku, złoty grzebyczku, maślana główko! Wyjrzyj choć na chwilkę, dam ci groszku miseczkę, dam ziarenek garstkę.

Kogutek wyjrzał tylko raz, na chwilkę, a lis już trzymał go w pazurach i biegł do lasu. Biedak zawołał co sił:

Niesie mnie lis za ciemne bory, za strome brzegi, za wysokie góry! Kotku, kotku, ratuj mnie, bo mnie lis w lesie zje!

Kotek usłyszał go w polu i znowu ruszył w pogoń. Odbił kogutka i przyniósł go do domu.

— A nie mówiłem? — powiedział kotek. — Uważaj, kogutku. Nie wyglądaj przez okienko i nie wierz lisowi. Zje cię i nawet kosteczek nie zostawi. I pamiętaj, że jutro pójdziemy jeszcze dalej.

Trzeciego dnia dziadek znowu poszedł do pracy, a kotek zaniósł mu chleb. Lis podkradł się pod okienko i zaśpiewał swoją piosenkę. Zaśpiewał ją raz, drugi i trzeci, a kogutek nawet nie pisnął.

— Cóż to? — zakpił lis. — Kogutek dzisiaj oniemiał?

— Nie, lisie, nie oszukasz mnie — odpowiedział kogutek. — Nie wyjrzę przez okienko.

Wtedy lis sypnął przez okno groszku i pszenicy, a potem zaśpiewał na nowo:

Kukuryku, kogutku, złoty grzebyczku, maślana główko! Wyjrzyj przez okienko. Mam ja dom jak pański dwór, w każdym kącie zboża wór. Jedz do syta, jedz do woli, nikt ci tego nie zabroni!

Potem dodał przymilnie:

— Gdybyś ty widział, kogutku, ile ja mam cudów! Gdybym chciał cię zjeść, dawno bym to zrobił. A ja cię lubię i chcę ci pokazać, jak trzeba żyć. Nie wierz kotu, tylko pokaż się wreszcie! Widzisz, już sobie idę, zaraz zniknę za węgłem.

Lis wcale jednak nie odszedł, tylko przycupnął pod samą ścianą. Kogutek wskoczył na ławę i z daleka wypatrywał, czy lis naprawdę poszedł. W końcu wystawił główkę przez okienko. Lis chwycił go w pazury i tyle go widzieli.

Kogutek stoi na ławie w izbie i wyciąga szyję ku okienku z uchyloną drewnianą okiennicą, za którym widać świerki. Na podłodze groszek i ziarna pszenicy.

Znowu wołał kogutek tak samo jak przedtem:

Niesie mnie lis za ciemne bory, za strome brzegi, za wysokie góry! Kotku, kotku, ratuj mnie, bo mnie lis w lesie zje!

Tym razem kotek był jednak za daleko i nic nie usłyszał. Lis zaniósł kogutka za świerkowy zagajnik i tam go zjadł. Został po nim tylko ogon i trochę piór, a i te rozwiał wiatr.

Pięć złotych piór unosi się na wietrze między pniami świerków i brzóz. Za pustym polem stoi w oddali drewniana chata z plecionym płotem.

Wieczorem kotek i dziadek wrócili do domu, ale kogutka nigdzie nie było. Szukali go, szukali, a potem długo się smucili. W końcu powiedzieli:

— Tak to bywa, kiedy się nie słucha.

Jak oceniasz tę bajkę?

Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Народныя русскія сказки (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna