OryginalnaPowołanie Samuela
10 min czytania od 6 lat talerie.com/pl/bajki/powolanie-samuela-original
Anna co roku idzie z mężem do Szilo i co roku płacze, bo nie ma dzieci, a Peninna dokucza jej bez litości. W przybytku Anna po cichu składa ślub: jeśli Bóg da jej syna, odda go Bogu na wszystkie dni jego życia. Stary kapłan Heli widzi tylko poruszające się wargi i bierze ją za pijaną.
W Ramie, w górach Efraima, mieszkał człowiek imieniem Elkana, syn Jerochama, z rodu Sufa. Miał dwie żony: jedna nazywała się Anna, a druga Peninna. Peninna miała dzieci, a Anna nie miała ani jednego.
Co roku, w wyznaczone dni, Elkana wyruszał ze swojego miasta do Szilo, żeby pokłonić się Bogu i złożyć mu ofiarę. Przy tamtejszym przybytku służyli jako kapłani dwaj synowie Helego, Chofni i Pinchas.
Kiedy przychodził dzień ofiary, Elkana rozdzielał mięso. Peninnie oraz wszystkim jej synom i córkom dawał po porcji, a Annie tylko jedną, i robił to ze smutkiem, bo bardzo ją kochał. To Bóg sprawił, że Anna nie mogła mieć dzieci.
Peninna dokuczała jej bez litości i wciąż wypominała, że Bóg nie dał jej potomstwa. Tak było co roku, ilekroć szli do domu Bożego: Peninna drażniła Annę, a Anna płakała i nie chciała nic jeść.
— Anno, czemu płaczesz? — pytał ją Elkana. — Dlaczego nie jesz? Czemu tak się smucisz? Czy nie jestem dla ciebie lepszy niż dziesięciu synów?
Pewnego roku w Szilo, kiedy już zjedli i wypili, Anna wstała od stołu. Kapłan Heli siedział właśnie na stołku przy drzwiach przybytku. Z goryczą w sercu Anna zaczęła się modlić do Boga i płakała rzewnie. Potem złożyła ślub:
— Boże, jeśli spojrzysz na moje cierpienie, jeśli o mnie wspomnisz i nie zapomnisz o swojej służebnicy, jeśli dasz mi syna, to oddam go tobie na wszystkie dni jego życia, a brzytwa nigdy nie dotknie jego głowy.
Modliła się długo, a Heli przyglądał się jej ustom. Anna modliła się w duchu: poruszały się tylko jej wargi, ale głosu nie było słychać wcale. Heli pomyślał więc, że jest pijana.

— Jak długo jeszcze będziesz pijana? — powiedział do niej. — Wytrzeźwiej wreszcie po tym winie, którego się napiłaś!
— Nie, kapłanie — odpowiedziała Anna. — Jestem bardzo nieszczęśliwą kobietą. Nie piłam wina ani niczego, co upaja. Wylałam tylko przed Bogiem całą swoją duszę. Nie bierz mnie za kobietę złą i bezbożną. Modliłam się tak długo, bo przepełniają mnie ból i zmartwienie.
— Idź w pokoju — powiedział Heli. — Niech Bóg Izraela spełni prośbę, z którą do niego przyszłaś.
— Obyś zawsze patrzył na mnie życzliwie — odpowiedziała Anna.
Odeszła, zjadła posiłek, a z jej twarzy zniknął smutek.
Rano wstali wcześnie, pokłonili się Bogu i wrócili do domu, do Ramy. Elkana zbliżył się do żony, a Bóg pamiętał o Annie. Minął czas i Anna urodziła syna. Dała mu na imię Samuel, bo uprosiła go u Boga.
Kiedy znowu nadszedł dzień dorocznej ofiary, Elkana wyruszył z całym domem, żeby złożyć ją Bogu i wypełnić swój ślub. Anna jednak z nim nie poszła.
— Nie pójdę, dopóki nie odstawię chłopca od piersi — powiedziała mężowi. — Wtedy go zaprowadzę, żeby stanął przed Bogiem i został tam już na zawsze.
— Zrób tak, jak uważasz — odpowiedział Elkana. — Zostań w domu, aż go odstawisz. Niech tylko Bóg dotrzyma swojego słowa.
Anna została więc w domu i karmiła syna piersią, dopóki go nie odstawiła. Wtedy zabrała go ze sobą do domu Bożego w Szilo. Wzięła też trzy cielce, trzy miary mąki i dzban wina. Samuel był jeszcze bardzo mały.
Złożyli w ofierze cielca i przyprowadzili chłopca do Helego.

— Posłuchaj mnie, kapłanie — powiedziała Anna. — Na twoje życie, to ja jestem tą kobietą, która stała tu przy tobie i modliła się do Boga. O to dziecko prosiłam i Bóg dał mi to, o co go błagałam. Teraz więc ja oddaję je Bogu. Będzie do niego należało przez wszystkie dni swojego życia.
Pokłonili się tam Bogu, a Anna zaczęła się modlić i śpiewać:
Raduje się w Bogu moje serce, mój Bóg dodał mi siły, śmiało odpowiadam wrogom, bo cieszę się twoim ratunkiem.
Nikt nie jest święty jak Bóg, nie ma nikogo prócz ciebie, nikt nie jest mocny jak nasz Bóg.
Przestańcie mówić wyniośle, niech pycha zamilknie w waszych ustach, bo Bóg wie wszystko i on waży ludzkie zamiary.
Złamany jest łuk mocarzy, a słabych przepasała siła. Syci najmują się za chleb, a głodni jedzą do syta. Niepłodna urodziła wiele razy, a matka wielu synów opadła z sił.
Bóg uśmierca i ożywia, sprowadza do grobu i z grobu wyprowadza. Bóg zubaża i wzbogaca, poniża i wywyższa.
Podnosi biednego z prochu, z barłogu wyciąga ubogiego, żeby posadzić go wśród książąt i dać mu miejsce w chwale. Do Boga należą filary ziemi, na nich postawił świat.
Strzeże kroków tych, którzy są mu wierni, a źli zamilkną w ciemności, bo nikt nie zwycięża własną siłą.
Wrogowie Boga drżą przed nim, on grzmi nad nimi z nieba. Bóg sądzi świat aż po krańce ziemi, da moc swojemu królowi i wywyższy swojego pomazańca.
Elkana wrócił do domu, do Ramy, a chłopiec został w Szilo i służył Bogu pod okiem kapłana Helego.
Synowie Helego byli jednak niegodziwcami. Nie znali Boga i nie dbali o to, co powinien robić kapłan. Kiedy ktoś składał ofiarę i mięso jeszcze się gotowało, przychodził sługa kapłanów z trójzębnymi widełkami w ręku. Wbijał je do kotła, do saganka, do garnka albo do misy, a wszystko, co nadział na widełki, kapłan brał dla siebie. Tak postępowali z każdym Izraelitą, który przychodził do Szilo.
Bywało też, że sługa zjawiał się, zanim jeszcze spalono tłuszcz, choć zwyczaj nakazywał spalić go najpierw, i mówił do tego, kto składał ofiarę:
— Daj mi mięso, upiekę je dla kapłana. Gotowanego od ciebie nie weźmie, tylko surowe.
— Niech najpierw spalą tłuszcz, jak się należy — odpowiadał człowiek. — Potem weź sobie, ile tylko zechcesz.
— Nie! — mówił sługa. — Dasz mi teraz, bo inaczej wezmę siłą.
Wielki był grzech synów Helego przed Bogiem, bo przez nich ludzie zaczęli lekceważyć ofiary składane Bogu.
A mały Samuel służył Bogu, przepasany lnianym efodem, czyli kapłańskim fartuchem. Matka szyła mu co roku małą szatę i przynosiła ją, kiedy przychodziła z mężem na doroczną ofiarę.
Heli błogosławił wtedy Elkanę i jego żonę.
— Niech Bóg da ci z tą kobietą inne dzieci w zamian za to, które ona oddała Bogu — mówił do Elkany.
Potem wracali do domu. Bóg pamiętał o Annie, a ona urodziła jeszcze trzech synów i dwie córki. A mały Samuel rósł przy Bogu.
Heli był już bardzo stary. Słyszał o wszystkim, co jego synowie robili Izraelitom, i o tym, że sypiali z kobietami, które pełniły służbę u wejścia do przybytku.
— Czemu tak postępujecie? — mówił do nich. — Cały lud opowiada mi o waszych złych uczynkach. Nie róbcie tego, synowie moi! Złe rzeczy o was słyszę: przez was lud Boży grzeszy. Jeśli człowiek zawini wobec człowieka, można jeszcze ubłagać Boga. Ale kto się wstawi za tym, kto zgrzeszy przeciwko samemu Bogu?
Synowie nie posłuchali ojca, bo Bóg postanowił już, że zginą. A Samuel rósł i był miły zarówno Bogu, jak i ludziom.
Pewnego dnia przyszedł do Helego człowiek Boży.
— Tak mówi Bóg — powiedział. — Czy nie objawiłem się rodowi twojego ojca, kiedy jego przodkowie byli w Egipcie, w niewoli u faraona? Wybrałem go spośród wszystkich pokoleń Izraela, żeby był moim kapłanem: żeby podchodził do mojego ołtarza, palił przede mną kadzidło i nosił efod. Dałem rodowi twojego ojca wszystkie ofiary Izraelitów. Dlaczego więc depczesz moje ofiary i dary, które nakazałem składać? Dlaczego szanujesz swoich synów bardziej niż mnie i razem z nimi objadasz się najlepszymi kawałkami z każdej ofiary mojego ludu?
Człowiek Boży mówił dalej:
— Dlatego tak mówi Bóg Izraela: obiecałem kiedyś, że twój dom i dom twojego ojca będą mi służyć na zawsze. Ale teraz mówi Bóg: tak nie będzie. Kto mnie czci, tego i ja uczczę, a kto mną gardzi, ten zostanie wzgardzony. Nadchodzą dni, kiedy odbiorę siłę tobie i twojemu rodowi, tak że w twoim domu nikt nie dożyje starości. W moim przybytku zobaczysz przeciwnika, choć Izraelowi będzie się dobrze działo, a w twoim domu nikt już nigdy nie dożyje starości.
— Nie odsunę od mojego ołtarza wszystkich twoich potomków — powiedział jeszcze — ale i ten, który zostanie, przysporzy ci tylko łez i smutku. Większość twojego rodu umrze w kwiecie wieku. Znakiem będzie dla ciebie to, co spotka twoich synów, Chofniego i Pinchasa: obaj umrą tego samego dnia. A ja wybiorę sobie wiernego kapłana, który będzie postępował według mojego serca i mojej woli. Dam mu trwały ród i będzie zawsze służył przed moim pomazańcem. A kto zostanie z twojego domu, przyjdzie mu się pokłonić, żebrząc o srebrną monetę i bochenek chleba, i będzie prosił: „Przyjmij mnie, proszę, do jakiejś kapłańskiej służby, żebym miał choć kawałek chleba”.
Tymczasem Samuel służył Bogu przy Helim. W tamtych czasach Bóg przemawiał rzadko i nikt nie miewał widzeń.
Pewnej nocy Heli leżał na swoim miejscu. Oczy już mu przygasły i prawie nic nie widział. Lampa Boża jeszcze się paliła, a Samuel spał w przybytku, tam gdzie w ciemności, za zasłoną, stała arka Boża.
Wtedy Bóg zawołał Samuela.
— Jestem — odpowiedział chłopiec i pobiegł do Helego. — Jestem, wołałeś mnie.

— Nie wołałem — powiedział Heli. — Wróć i śpij.
Chłopiec poszedł i znowu się położył. Bóg zawołał go po raz drugi. Samuel wstał, poszedł do Helego i powiedział:
— Jestem, wołałeś mnie.
— Nie wołałem cię, synu mój — odpowiedział Heli. — Wróć i śpij.
Samuel nie znał jeszcze Boga i Bóg nigdy dotąd do niego nie przemówił.
Bóg zawołał go po raz trzeci. Samuel wstał i znowu poszedł do Helego.
— Jestem, wołałeś mnie.
Wtedy Heli zrozumiał, że to Bóg woła chłopca.
— Idź i połóż się — powiedział do Samuela. — A jeśli znowu cię zawoła, odpowiedz: „Mów, bo sługa twój słucha”.
Samuel wrócił i położył się na swoim miejscu. I znowu, jak przedtem, w ciemności rozległo się wołanie Boga:
— Samuelu, Samuelu!
— Mów, bo sługa twój słucha — odpowiedział Samuel.
— Uczynię w Izraelu coś takiego, że każdemu, kto o tym usłyszy, zadzwoni w obu uszach — powiedział Bóg. — Tego dnia spełnię przeciw Helemu wszystko, co zapowiedziałem jego domowi, od początku do końca. Powiedziałem mu, że osądzę jego dom na zawsze za winę, o której wiedział: jego synowie postępowali haniebnie, a on ich nie powstrzymał. Dlatego przysiągłem domowi Helego, że jego winy nie zmażą nigdy żadne ofiary ani dary.
Samuel leżał do rana, a potem otworzył drzwi domu Bożego. Bał się opowiedzieć Helemu, co usłyszał w nocy. Ale Heli sam go zawołał:
— Samuelu, synu mój!
— Jestem — odpowiedział chłopiec.
— Co powiedział ci Bóg? — zapytał Heli. — Proszę cię, nie ukrywaj tego przede mną. Niech Bóg ukarze cię surowo, i to jeszcze surowiej, jeśli zataisz przede mną choć jedno słowo z tego, co ci powiedział.
Wtedy Samuel opowiedział mu wszystko i niczego przed nim nie ukrył.

— To jest Bóg — odpowiedział Heli. — Niech uczyni to, co uważa za dobre.
Samuel rósł, a Bóg był z nim i żadne ze słów Samuela nie poszło na marne. Cały Izrael, od Dan aż po Beer-Szebę, poznał, że Samuel jest wiernym prorokiem Boga. Bóg znowu dawał się poznać w Szilo, bo tam przemawiał do Samuela. A słowa Samuela docierały do całego Izraela.
Opowiedziała na nowo Talerie, źródło: Biblia Jakuba Wujka (otwiera się w nowym oknie) Domena publiczna Ten tekst możesz kopiować, zmieniać i wykorzystywać dowolnie. Link do Talerie nas ucieszy, ale nie jest wymagany. CC0 1.0 (otwiera się w nowym oknie)
